Na oficjalnym profilu burmistrza Trzebnicy Marek Długozima pojawił się wpis dotyczący inicjatywy referendalnej. W krótkim czasie pod postem rozgorzała gorąca, momentami bardzo ostra dyskusja mieszkańców. Komentarze pokazują wyraźny podział społeczny – od bezwarunkowego poparcia po mocne oskarżenia o lata zaniedbań, arogancję i brak dialogu.
Jednym z pierwszych wątków była kwestia mandatu społecznego.
- 51,09% to nie 100%. Jesteśmy wolnymi ludźmi i mamy demokrację. Nie wszyscy muszą się zgadzać i tolerować Pana - napisał Łukasz Wojtaś. W dalszej części zarzucił burmistrzowi dzielenie mieszkańców: „jak nie jesteś za PiS-em to jesteś wróg”.
Na to odpowiedzieli inni komentujący: „Demokracja polega na tym, że jeśli nie wygrał Twój kandydat, to akceptujesz wynik i czekasz kolejnych wyborów” – ripostował Marcin Ka.
Ale głosów, które podkreślały, że demokracja to nie tylko wybory raz na pięć lat, było znacznie więcej. Magdalena Jaremkiewicz napisała wprost: „Referendum – niezależnie od tego, kto je inicjuje - jest narzędziem obywatelskim, zagwarantowanym prawem, a nie atakiem na kogokolwiek. Demokracja nie kończy się w dniu wyborów.” To zdanie stało się jednym z najmocniejszych akcentów całej dyskusji.
W komentarzach pojawiły się również poważne oskarżenia. Zbigniew Krzak napisał: „Ponad połowa osób z załączonej listy dosyć długo i dosyć blisko z Panem współpracowała i dzięki temu poznała Pana metody manipulacji i krzywdzenia ludzi. Naprawdę 20 lat wystarczy.”
Padło także pytanie o koszty wydawania „Panoramy Trzebnickiej”, nazwanej przez komentującego „gazetką propagandową”. Jeszcze mocniej wypowiedziała się Małgorzata Piotrowska: „Nie miałam bardzo długo pojęcia o stosowanych tu metodach, powszechnym zastraszaniu ludzi, decyzjach podejmowanych bez konsultacji.” To już nie była polemika o referendum, ale oskarżenia o styl sprawowania władzy.
Jednym z najczęściej powtarzanych wątków był zarzut, że gmina rozwija się nierównomiernie.
- Pogrąża pan całą gminę, widząc tylko miasto - napisał Dawid Bryja. W odpowiedzi burmistrz wyliczył inwestycje w Skarszynie i Boleścinie, podkreślając, że „gmina to spójny organizm”.
Bryja ripostował: „Statystycznie należało coś zrobić. Co nie zmienia faktu, że jest to kropla finansowa wkładana we wsie w porównaniu z miastem. Najgorsze jest wykluczenie komunikacyjne wsi.”
Jeszcze ostrzej napisał Paweł Stanisław Tylko: „Miej honor pan i daj pan stołek młodszym! (…) Taki z pana gospodarz jak z Koziej… trąbka!”
W Domanowicach, jak twierdzi Dominika Wojciechowska, do dziś nie ma chodnika. W Komorowie mieszkańcy domagają się odpowiedzi na pismo w sprawie nieprzejezdnej drogi. „Mamy kopie obietnic bez pokrycia” - piszą. To już konkretne sprawy, nie ogólne hasła.
Wpis burmistrza dotykał również tematu uzdrowiska.
- Robimy wszystko, aby Trzebnica odzyskała należne jej miejsce na mapie polskich uzdrowisk - napisał burmistrz, wskazując na pozytywne opinie instytucji i przygotowywany operat, który przypomnijmy został opłacony w całości i którego włodarz nie chce udostępnić zarówno radnym jak i naszej gazecie. Zresztą o sprawie powiadomiona została już prokuratura.
Tymczasem Agata Sala odpowiedziała burmistrzowi: "Pierwsze filmy, na których opowiadacie o tym, że już za chwilę będzie ten zdrój, pochodzą z 2012 roku. Naprawdę nie można powiedzieć "sprawdzam" po 14 latach?"
To pytanie wybrzmiało bardzo mocno, bo dotyczy długofalowych obietnic i realnych efektów.
W komentarzach nie brakowało też jednoznacznego wsparcia dla burmistrza. "Psy szczekają, a karawana jedzie dalej" - napisał Janusz Bytowski. „Nie dorastacie mu do pięt” - dodał inny komentujący. „Przypomnijcie sobie, jak wyglądała Trzebnica 20 lat temu” - apelował Tomasz Langaj.
Z kolei krytycy odpowiadali: „Średnio wytresowana małpa by tym budżetem lepiej zarządzała.” „Zero klasy, zero pokory, zero taktu.” „Za dużo obietnic i rozczarowanie.” Język debaty momentami wymykał się spod kontroli.
W swoich odpowiedziach Marek Długozima przyjął strategię podkreślania prawa mieszkańców do własnej opinii, wyliczania konkretnych inwestycji, wskazywania na formalne etapy procedur (uzdrowisko), sugerowania, że inicjatywa referendalna ma charakter polityczny i może zaszkodzić gminie. Jednocześnie w jego wypowiedziach wybrzmiewała teza, że referendum to działanie inicjatorów „przeszkadzających” w realizacji celów.
I właśnie to zdanie wywołało sprzeciw wielu mieszkańców, którzy przypominali, że referendum jest narzędziem demokracji.
Dyskusja pod oficjalnym profilem burmistrza pokazała coś więcej niż tylko spór o referendum. Pokazała zmęczenie części mieszkańców długoletnimi rządami, poczucie braku dialogu i narastające przekonanie, że każda krytyka jest odbierana jako atak. Do tego dochodzi brak jawności, ukrywanie dokumentów i marnotrawienie publicznych pieniędzy na poprawki i roboty dodatkowe przy inwestycjach.
Z drugiej strony, widać wyraźną grupę osób, które bronią burmistrza, wskazując na zmiany, jakie zaszły w gminie w ciągu ostatnich dwóch dekad, choć często akurat te wpisy dokonywane są z anonimowych kont.
Jedno jest pewne: wpis miał być odpowiedzią na inicjatywę referendalną, a stał się forum rozliczeń z 20 lat władzy. I niezależnie od tego, jak zakończy się ta historia, jedno zdanie z zamieszczonych komentarzy wydaje się dziś kluczowe: „Demokracja nie kończy się w dniu wyborów.”
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze