Telefon zadzwonił nagle. Po drugiej stronie spokojny, rzeczowy głos. Mężczyzna twierdził, że 35-letnia mieszkanka naszego powiatu ma zaległy kredyt w Niemczech, a jej dane osobowe zostały wykorzystane przez nieznane osoby. Pytał o bank, o rachunki, o zobowiązania. Brzmiał przekonująco.
Kobieta poczuła niepokój. Przerwała rozmowę. Zadzwoniła do swojego banku. Usłyszała, że na jej koncie nie ma żadnych podejrzanych operacji. Odetchnęła. Na chwilę. Kilka minut później telefon znów się odezwał. Tym razem rozmówca przedstawił się jako pracownik działu bezpieczeństwa banku. Aby uwiarygodnić swoją historię, poprosił o adres e-mail i przesłał „certyfikat” potwierdzający jego dane. Dokument wyglądał profesjonalnie. Mężczyzna mówił o zagrożonych środkach i konieczności ich natychmiastowego „zabezpieczenia” na specjalnym koncie technicznym.
Presja rosła z każdą minutą. Oszust powtarzał, że czas działa na niekorzyść kobiety. Ostrzegał, by pod żadnym pozorem nie kontaktowała się z policją. Twierdził, że pracuje w cyberbezpieczeństwie, a zgłoszenie sprawy może utrudnić prowadzone działania. Stres zrobił swoje. 35-letnia kobieta poszła do bankomatu. Wypłaciła wszystkie oszczędności. Zgodnie z instrukcjami podzieliła gotówkę. Pierwszą część wpłaciła ponownie, używając kodu przekazanego przez rozmówcę. Na telefon przyszło nawet potwierdzenie – wiadomość, że pieniądze znajdują się już na „koncie technicznym”.
Gdy przestępcy zaczęli domagać się kolejnych wpłat, do rozmowy włączył się następny mężczyzna. Tym razem podawał się za funkcjonariusza Komendy Głównej Policji. Wtedy coś w tej historii przestało się zgadzać. Kobieta oznajmiła, że osobiście pojedzie do komendy i sprawdzi, czy rzeczywiście rozmawia z policją. W tym momencie połączenie zostało przerwane. Było już jednak za późno. 35-latka straciła 3600 złotych. Źródło: KPP w Trzebnicy.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze