Nagle przestał grać telewizor i zgasło światło. Pomyśleliśmy, że nie ma prądu. Wyszliśmy przed dom i zobaczyliśmy, że pali się na strychu. Córka zadzwoniła na straż pożarną, a ja pobiegłem z wiaderkiem wody na strych, ale było już za późno. Nie było czego ratować - relacjonuje jeden z właścicieli domu.
Więcej w najnowszym numerze
NOWej gazety trzebnickiej.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze