W kilka minut stracili dach nad głową. Dziś próbują odnaleźć się w rzeczywistości, w której z dnia na dzień zniknęło wszystko, na co pracowali przez lata. Trwa zbiórka na odbudowę – każda pomoc ma znaczenie. Zbiórkę można wesprzeć pod adresem: zrzutka.pl/g2utea.
Do tragedii doszło w piątek 20 marca w Urazie, około godziny 11. W chwili wybuchu pożaru nikogo nie było w domu. O zagrożeniu poinformowała sąsiadka, która zauważyła dym wydobywający się spod dachu. Na miejsce natychmiast ruszyły służby. Pożar objął całe piętro, na którym mieszkał pan Paweł Spraski z żoną i dwójką dzieci oraz poddasze.
Na miejsce przyjechało dziesięć zastępów straży pożarnej. Strażacy szybko podali prąd wody na dach, aby zatrzymać ogień i nie dopuścić do jego rozprzestrzenienia na kolejne elementy konstrukcji. Ratownicy pracowali w aparatach ochrony dróg oddechowych. Po godzinie walki z żywiołem sytuację udało się opanować, a ogień został ugaszony. Następnie rozpoczęły się żmudne działania zabezpieczające. Pomieszczenia zostały przewietrzone, a strop i więźba dachowa dokładnie sprawdzone przy użyciu kamery termowizyjnej. Strażacy usunęli także nadpalone elementy wyposażenia. W sumie działania strażaków trwały pięć godzin. Piętro, na którym mieszkał z żoną i dwójką dzieci, nadaje się wyłącznie do generalnego remontu.
Podłogi pęcznieją od wilgoci, wszystko jest zadymione. Wysoka temperatura uszkodziła także kominy, które popękały i prawdopodobnie będą do wymiany. Zniszczenia są bardzo rozległe. Spłonęło całe wyposażenie piętra – sprzęty AGD, umeblowanie i wszystkie pomieszczenia. Instalacja elektryczna przestała istnieć, prąd jest tylko na parterze. Uszkodzona została także instalacja wodna. Miedziane rurki rozlutowały się pod wpływem wysokiej temperatury, dlatego konieczna była pilna interwencja hydraulików. Skala zniszczeń obejmuje też całe poddasze, które było w trakcie wykańczania. Miały tam powstać pokoje dla dzieci. Wykonano już konstrukcję, położono wełnę mineralną, zamówiono okna dachowe. Wszystko spłonęło, zanim inwestycja została zakończona. W ciągu godziny stracili dorobek całego życia. Jak podkreśla, przez ponad 20 lat razem z rodziną budowali swój dom, inwestując w niego wszystkie oszczędności.
– Nie ma kuchni, nie ma nic, wszystko jest zadymione i zniszczone – mówi pan Paweł.
W czasie pożaru nikogo nie było w domu. On sam był w pracy, podobnie jak syn. Matka przebywała na cmentarzu, gdzie trwały prace przy grobie dziadka, a żona wyszła na chwilę załatwić codzienne sprawy. Wstępnie przyjmuje się, że przyczyną pożaru mogło być zwarcie instalacji elektrycznej.
– Dobrze, że nie stało się to w nocy, że nikogo nie było w domu. Dzięki temu jesteśmy cali i zdrowi – mówi.
Teraz jego codzienność to sprzątanie, osuszanie i zabezpieczanie budynku. Jednocześnie trwa organizowanie pomocy. Wsparcie płynie od rodziny, znajomych i sąsiadów.
– Każdy dzwoni, każdy próbuje podnieść na duchu. Człowiek całe życie pomagał innym, a teraz sam tej pomocy potrzebuje – przyznaje.
Mężczyzna podkreśla, że teraz liczy się przede wszystkim czas i szybkie działanie. Najważniejszy jest dach. Bez jego odbudowy nie da się remontować wnętrz, bo zostały by zalane przez deszcz. Choć wiele osób chce pomóc rzeczowo, na razie nie ma gdzie tego składować. Dopiero po odbudowie dachu będzie można rozpocząć dalsze prace – skuwanie tynków, zrywanie zalanych podłóg i odtwarzanie instalacji. Na razie budynek został prowizorycznie zabezpieczony. Strażacy przykryli go folią i plandekami.
– Zrobili, co mogli. Bardzo im dziękuję za szybką reakcję i pomoc – podkreśla.
Mężczyzna nie jest w stanie odpowiedzieć każdemu, kto chce mu pomóc. Organizacją zbiórki i informowaniem zajmują się jego dwie siostry. Jak powiedziała nam jedna z nich – Agnieszka Sychla, on sam razem z żoną i matką skupiają się na sprzątaniu, formalnościach i próbie przywrócenia do użytku części parteru.
Koszt przywrócenia domu do stanu, w którym będzie można w nim zamieszkać, szacowany jest na minimum 200 000 zł. Rodzina nie może liczyć na odszkodowanie. Dlatego jedyną szansą na odbudowę jest dziś pomoc ludzi. Rodzina nie ukrywa, że to dla nich niezwykle trudna sytuacja. Jak podkreślają, przez całe życie pomagali innym i nigdy nie prosili o wsparcie. Teraz role się odwróciły. Zbierają środki na odbudowę i naprawę dachu, remont zniszczonych pomieszczeń, zakup podstawowego sprzętu AGD.
– Każda złotówka to dla nas ogromna nadzieja. Każde udostępnienie to szansa, że ktoś jeszcze pomoże – piszą na stronie zbiórki.
Jej adres: https://zrzutka.pl/g2utea.
Fot.: zdjęcia czytelników, Komenda PPSP w Trzebnicy.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze