Dzisiejszy przetarg na sprzedaż działek przy ul. Czereśniowej w Trzebnicy zakończył się całkowitym fiaskiem. W poniedziałek, 16 marca o godz. 8.00 w Urzędzie Miejskim miało dojść do sprzedaży ponad 2,4 hektara gminnych gruntów. Nic z tego nie wyszło, bo jak się okazało, nikt nie wpłacił wadium, dlatego komisja przetargowa zakończyła postępowanie.
To zaskakujący finał sprawy, która od tygodni wzbudza ogromne emocje wśród mieszkańców i radnych. Sprzedaż terenów przy ul. Czereśniowej była jednym z najbardziej kontrowersyjnych tematów ostatnich miesięcy w Trzebnicy. Tymczasem wydaje się, że potencjalni chętni wycofali się, bo o sprawie zrobiło się głośno. Dodajmy, że cena wywoławcza wynosiła 6 mln 719 tys. 300 zł netto.
Sprawa dotyczy terenów, które gmina przed laty otrzymała za darmo od ówczesnej Agencji Nieruchomości Rolnych (dziś KOWR). Miały tam powstać inwestycje publiczne: szkoła, przedszkole, obiekty sportowe i rekreacyjne. Przez lata jednak nic takiego nie powstało.
Zamiast tego gmina zaczęła zmieniać miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego, dzielić działki i wystawiać je na sprzedaż. Część terenów została już sprzedana kilka miesięcy temu. Dziś powstają tam domy i zabudowa deweloperska, a wkrótce ma powstać też market.
Tymczasem burmistrz Marek Długozima jeszcze w kampanii wyborczej mieszkańcom pokazywał wizualizacje i mapy z obietnicami inwestycji sportowych i rekreacyjnych. Na planszach pojawiały się m.in. wodny plac zabaw, zadaszone boisko, hala sportowa czy ścianka wspinaczkowa.
Dziś wiele z tych zapowiedzi można włożyć między bajki, a kolejne działki miały trafić w prywatne ręce.
Największe zdziwienie mieszkańców budzi fakt, że na działce wystawionej na sprzedaż znajduje się infrastruktura, na którą wcześniej wydano publiczne pieniądze.
Chodzi m.in. o boisko trawiaste, plac zabaw przeniesiony tam z innej lokalizacji oraz tzw. ściankę wspinaczkową dla dzieci. W dokumentach przetargowych zapisano jednak wprost, że obiekty te mają zostać zlikwidowane.
Opozycja pyta więc wprost: dlaczego gmina najpierw wydała setki tysięcy złotych na zagospodarowanie tego terenu, a teraz chce sprzedać go prywatnemu inwestorowi?
Radny Sławomir Ćwikła komentował sprawę ostro:
- Najpierw zlikwidowano boisko do siatkówki, potem przeniesiono plac zabaw za publiczne pieniądze, a teraz wszystko idzie pod młotek. Boisko, plac zabaw i cała infrastruktura mają zostać zlikwidowane.
Sprzedaż działek wywołała ogromną dyskusję wśród mieszkańców. Petycję sprzeciwiającą się wyprzedaży tych terenów podpisało ponad 570 osób.
Mieszkańcy zarzucają władzom gminy brak konsultacji i chaos w planowaniu przestrzennym. Wskazują też, że wizja zagospodarowania tych terenów zmienia się jak w kalejdoskopie.
Jeszcze niedawno tereny rekreacyjne zamieniono w planie miejscowym na „usługi publiczne”. Burmistrz Marek Długozima przekonywał, że na działce nie mogą powstać bloki mieszkalne i że teren może być wykorzystany np. pod przychodnię rehabilitacyjną czy placówki opieki nad dziećmi.
Wielu mieszkańców nie wierzy jednak w te zapewnienia. Ich zdaniem plan zagospodarowania można w każdej chwili ponownie zmienić.
Dodatkowe wątpliwości wzbudziły publiczne wypowiedzi burmistrza, który jeszcze przed przetargiem kilkakrotnie wskazywał, że potencjalny inwestor mógłby wybudować na działce przychodnię rehabilitacyjną.
Rodzą się więc pytania: skąd taka pewność, skoro nie wiadomo było, kto w ogóle wystartuje w przetargu?
Redakcja skierowała do burmistrza pytania m.in. o kontakty z potencjalnymi inwestorami oraz o operat szacunkowy działki. Do dzisiaj nie otrzymaliśmy odpowiedzi. Burmistrzowi proponowaliśmy także udział w podcaście (nagraniu live), ale i na zaproszenie nawet nie odpowiedział. Radni opozycji mówią wprost, że Długozima boi się dyskusji i konfrontacji, bo pp prostu okłamuje mieszkańców.
Sprawa terenów przy ul. Czereśniowej ma również poważne tło finansowe. To właśnie w związku z tymi gruntami gmina przegrała wieloletni spór z KOWR. Początkowo chodziło o około 4,5 mln zł, ale po procesach sądowych i odsetkach kwota wzrosła do około 7 mln zł. Opozycja twierdzi, że dzisiejsza wyprzedaż majątku gminy jest próbą ratowania budżetu po kosztownych błędach burmistrza.
Dzisiejszy wynik przetargu pokazuje jedno: mimo dużej ceny wywoławczej i głośnych zapowiedzi nie znalazł się ani jeden chętny, który wpłaciłby wadium i stanął do przetargu.
To może być sygnał, że inwestorzy również mają poważne wątpliwości co do tej transakcji.
Na razie nie wiadomo, czy gmina ogłosi kolejny przetarg i czy zmieni jego warunki. Jedno jest jednak pewne – działka przy ul. Czereśniowej, wokół której rozpętała się jedna z największych lokalnych burz politycznych ostatnich miesięcy, dziś nie znalazła żadnego kupca.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze