Najpierw były rozmowy telefoniczne i obietnice zysków. Potem przelewy – coraz większe. Gdy mieszkanka naszego powiatu poprosiła o wypłatę pieniędzy, usłyszała, że musi jeszcze dopłacić. Wtedy stało się jasne, że padła ofiarą oszustwa.
Kobieta zgłosiła sprawę w Komendzie Powiatowej Policji w Trzebnicy. Z jej relacji wynika, że wszystko zaczęło się w styczniu, gdy skontaktował się z nią mężczyzna podający się za brokera inwestycyjnego. Aby wzbudzić zaufanie, przesłał na jej adres e-mail dokumenty mające potwierdzać jego uprawnienia – rzekomą licencję brokerską oraz skan dowodu osobistego. Przekonywał, że pomoże jej pomnożyć pieniądze i wskazał aplikację, na której miała założyć konto inwestycyjne.
Podczas kolejnych rozmów telefonicznych szczegółowo tłumaczył, jak inwestować. Na początek poprosił o niewielką wpłatę – 400 złotych. Później namówił kobietę na znacznie większą inwestycję w metale szlachetne. Pierwszy większy przelew wyniósł blisko 55 tysięcy złotych. Pieniądze – jak zapewniał – trafiały na specjalne konto inwestycyjne.
Kobieta, przekonana że pomnaża swoje oszczędności, wykonywała kolejne przelewy. Na początku marca postanowiła jednak wypłacić zgromadzone środki. Wtedy usłyszała, że jest to możliwe dopiero po wpłaceniu dodatkowych 20 tysięcy złotych, które miały stanowić zabezpieczenie transakcji.
Po przelewie pojawiły się nagle „problemy techniczne”. Rzekomy broker zaczął domagać się kolejnych wpłat. Wtedy kobieta zrozumiała, że została oszukana. Łącznie straciła 145 tysięcy złotych.
Ta historia pokazuje, jak łatwo przestępcy potrafią zdobyć zaufanie swoich ofiar. W internecie coraz częściej pojawiają się osoby podszywające się pod doradców finansowych i brokerów inwestycyjnych, którzy obiecują szybki zysk, a w rzeczywistości wyłudzają pieniądze. Fot.: KPP w Trzebnicy.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze