W tym tygodniu w Wilczynie Leśnym niedaleko Obornik Śląskich, pracownia „Pomost” przeprowadziła ekshumację ofiar Drugiej Wojny Światowej. Na niewysokim wzniesieniu, nieopodal starego, poniemieckiego domu, w bezimiennej mogile, spoczywały dwa ciała.
Ponad siedemdziesięcioletni Wojciech Winciorek już od dziecka wiedział, że na posesji, którą odziedziczył wraz z braćmi po rodzicach, spoczywał mężczyzna, obywatel Niemiec. Według niego był policjantem z ówczesnego Breslau.
Jak twierdzi, w feralny dzień, kiedy zginął z rąk żołnierza sowieckiej armii, opanowującej Dolny Śląsk, przebywał u znajomej Niemki, lokatorki domu.
- Być może uciekał przed rosyjską ofensywą, która szła od strony obecnej Oleśnicy – wspomina Pan Winciorek - niewykluczone, że Rosjanie w tym domu znaleźli się przypadkowo. My natomiast wiedzieliśmy od dzieciństwa, że Rosjanie zastrzelili tutaj Niemca. Następnie pogrzebali go miejscowi - kończy opowieść starszy człowiek.
[paywall]
Do miejscowości zjeżdżali wówczas najczęściej repatrianci z Brześcia i Lwowa. Mężczyzna zna tę historię od rodziców, którzy przybyli tutaj z centralnej Polski. Natomiast do dnia ekshumacji, Wojciech Winciorek nie zdawał sobie sprawy, że płytka mogiła kryje tak naprawdę dwa ciała.
- Cechy morfologiczne drugiej osoby, szpiczasty podbródek, wały nad oczodołami oraz kształt potylicy i miednicy – wyjaśnia dr Marcin Michalski, archeolog – pozwalają określić płeć. Wiadomo, że w dniu śmierci był to mężczyzna w zaawansowanym wieku. Świadczą o tym zwyrodnienia kręgów lędźwiowych oraz założona orteza na obydwa stawy – dodaje spokojnie Pan Marcin, oczyszczając przy tym delikatnie kości niedużym pędzelkiem i szpachelką.
Nic więcej nie wiadomo na temat tego człowieka. W ostatnim dniu swojego życia miał przy sobie niewielki grzebień i pusty portfelik. Szczątki obydwu ludzi zostaną najprawdopodobniej pochowane w kwaterze cywilnej, niemieckiego cmentarza wojennego w Nadolicach Wielkich pod Wrocławiem.
Pracownia Badań Historycznych i Archeologicznych „Pomost” z Poznania już od dwudziestu lat dokonuje różnych prac badawczych na grobach wojennych. Kulisy jej działalności zdradza uczestniczący w ekshumacji, Adam Białas:
- Mamy na to wyłączność od Państwa Niemieckiego. Szukamy ofiar wojen, które nie miały prawdziwego pogrzebu. Pomagamy też w identyfikacji i przywracamy tożsamość nieżyjącym, których przeszłość jest nieznana - opowiada i dodaje, że instytucja w razie potrzeby zajmuje się także badaniami antropologicznymi.
Wojciech Winciorek wspomina także bliskie kontakty z rodziną zamordowanego policjanta:
– W 1968 roku pojawił się u nas mąż i syn, kobiety, która tutaj mieszkała i jak już wspominałem, znała tego nieżyjącego policjanta. Stąd wiedzieliśmy kim był ten człowiek. Przez długi czas, co roku na święta Wszystkich Zmarłych, przesyłali nawet wieniec na ten jego, bezimienny grób - opowiada.
Wykonanie prac ekshumacyjnych wiąże się także z uzyskaniem wcześniejszej zgody Instytutu Pamięci Narodowej. Pomimo długotrwałych urzędowych procedur, właściciel posesji w Wilczynie Leśnym, apeluje do osób, które wiedzą o takich miejscach pochówku o nie pozostawanie obojętnymi wobec tych informacji.
– Należy o to zadbać ze zwykłej, ludzkiej przyzwoitości – podkreśla Wojciech Winciorek.
Na marginesie warto dodać, że burzliwa historia domu i jego posesji wiąże się także z powojennymi, znacznie późniejszymi czasami. Bowiem w latach siedemdziesiątych ubiegłego stulecia, w budynku funkcjonowała opozycyjna, konspiracyjna drukarnia.
Marek Tutak
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Pilnować musimy, bo już są tacy co chcą zmieniać historię Polski
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
Pilnować musimy, bo już są tacy co chcą zmieniać historię Polski
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.