Reklama

Sąd uchylił zakaz publikacji. Dziennikarze wygrali walkę z sądową cenzurą


Sąd Apelacyjny we Wrocławiu uchylił postanowienie Sądu Okręgowego, które zakazywało dziennikarzom „Nowej Gazety Trzebnickiej” i „Gazety Wyborczej” publikowania informacji o dwóch przełożonych pracownic trzebnickiego szpitala. Zakaz został wydany bez wysłuchania dziennikarzy, na posiedzeniu niejawnym i wyłącznie na podstawie twierdzeń powódek. Teraz sąd drugiej instancji uchylił to zabezpieczenie, uwzględniając zażalenia obu redakcji. To ważne zwycięstwo nie tylko dziennikarzy, ale przede wszystkim prawa mieszkańców do informacji o sprawach publicznych.


Postanowienie Sądu Apelacyjnego zapadło 30 czerwca. W całości uchyla ono wcześniejsze zabezpieczenie wydane przez Sąd Okręgowy we Wrocławiu. Oznacza to, że dziennikarze mogą nadal informować o jednej z najgłośniejszych spraw ostatnich miesięcy oraz zadawać pytania dotyczące funkcjonowania publicznego szpitala.

Dla większości mieszkańców pojęcie „zabezpieczenie powództwa” brzmi bardzo technicznie. W praktyce oznaczało ono jednak zwykłą "cenzurę".

Gdyby postanowienie Sądu Okręgowego pozostało w mocy, przez cały czas trwania procesu cywilnego, który może potrwać nawet kilka lat, autorzy publikacji nie mogliby pisać nic na temat dwóch przełożonych pracownic szpitala w kontekście opisywanej sprawy. Zakaz obejmowałby również nowe okoliczności ujawnione w toku procesu karnego, zeznania świadków czy nowe informacje mające znaczenie dla opinii publicznej.

W praktyce oznaczałoby to, że sąd jeszcze przed rozpoznaniem sprawy cywilnej zdecydował, iż część informacji dotyczących funkcjonowania publicznego szpitala nie mogłaby być publikowana.

Zakaz wydany bez wysłuchania dziennikarzy

Kontrowersje budził również sposób wydania tego postanowienia. Sąd Okręgowy we Wrocławiu rozpoznał wniosek ordynatorki oddziału rehabilitacji oraz koordynatorki fizjoterapeutów trzebnickiego szpitala, na posiedzeniu niejawnym. Nie odbyła się rozprawa. Nie wezwano dziennikarzy. Nie dano im możliwości przedstawienia dowodów ani odniesienia się do zarzutów.

Postanowienie zapadło wyłącznie na podstawie twierdzeń przedstawionych przez powódki. Co więcej, sąd nie sporządził uzasadnienia swojej decyzji, ograniczając się jedynie do stwierdzenia, że podziela argumentację zawartą we wniosku o zabezpieczenie. Sędzia nie zweryfikował więc, czy zawarte we wniosku twierdzenia są prawdziwe. 

Dopiero po doręczeniu postanowienia obie redakcje mogły złożyć zażalenia. Wskazały w nich między innymi, że zastosowane zabezpieczenie w praktyce prowadzi do ograniczenia konstytucyjnej wolności słowa, prawa obywateli do informacji oraz przypomina cenzurę prewencyjną, której polska Konstytucja zakazuje.

Sąd Apelacyjny we Wrocławiu uwzględnił oba zażalenia i uchylił zabezpieczenie w całości i choć również nie sporządził uzasadnienia swojego rozstrzygnięcia, jego decyzja oznacza, że zakaz przestał obowiązywać.

Reklama

Pozew nie dotyczył zarzutów wobec oskarżonego

W debacie publicznej pojawiało się wiele nieporozumień dotyczących tej sprawy. Pozew złożony przez powódki, nie dotyczył tego, że opisaliśmy zarzuty wobec byłego fizjoterapeuty Sebastiana D. ani tego, że informowaliśmy o śledztwie prowadzonym przez prokuraturę.


Powódki zakwestionowały fragmenty publikacji odnoszące się do ich działań jako przełożonych oraz reakcji kierownictwa oddziału rehabilitacji na zgłoszenia składane przez pracownice.

Przed publikacją pierwszego tekstu, skierowaliśmy do obu przełożonych kilkanaście szczegółowych pytań. Miały możliwość przedstawienia swojego stanowiska, wyjaśnienia okoliczności sprawy i odniesienia się do zarzutów kobiet.

Obie jednak odmówiły odpowiedzi, tłumacząc to trwającym postępowaniem prokuratorskim.

Po publikacji przesłały do redakcji żądanie przeprosin oraz polemikę nazwaną sprostowaniem, żądały też usunięcia fragmentów tekstów na naszych publikacji. Gdy odmówiliśmy publikacji w proponowanej formie, skierowały przeciwko autorom pozew cywilny. Oprócz przeprosin i usunięcia fragmentów artykułu zażądały również zakazu dalszego publikowania informacji na swój temat w związku z opisywaną sprawą.

Od dziennikarskiego śledztwa do aktu oskarżenia

Cała historia rozpoczęła się od wiadomości przesłanej do naszej redakcji przez pracownice trzebnickiego szpitala.

„Jesteśmy u kresu wytrzymałości. Jedna z fizjoterapeutek leży właśnie na SOR z ogromnym nadciśnieniem. To, co się tu dzieje, nie jest normalne” - napisały.

Przez kolejne miesiące wspólnie z dziennikarzami „Gazety Wyborczej” weryfikowaliśmy ich relacje. Spotkania odbywały się poza szpitalem. Kobiety obawiały się utraty pracy i dalszych represji.


Opowiadały o łapaniu za szyję, dociskaniu do ściany, przytrzymywaniu, niechcianym dotykaniu, seksistowskich komentarzach oraz zachowaniach, które wywoływały u nich poczucie zagrożenia i upokorzenia. Najpoważniejszy zarzut dotyczył pracownicy szpitala, która podczas zabiegu rehabilitacyjnego miała, według śledczych, zostać podstępem doprowadzona do poddania się innej czynności seksualnej.

Po publikacjach prokuratura zakończyła śledztwo i skierowała do Sądu Rejonowego w Trzebnicy akt oskarżenia przeciwko Sebastianowi D. Oskarżony usłyszał pięć zarzutów dotyczących pięciu pokrzywdzonych kobiet, w tym uporczywego nękania oraz doprowadzenia jednej z pokrzywdzonych do poddania się innej czynności seksualnej. Nie przyznał się do winy.

Reklama

Utajnienie procesu

Sprawa karna toczy się obecnie przed Sądem Rejonowym w Trzebnicy. Sędzia zdecydował jednak o wyłączeniu jawności rozpraw. Oznacza to, że dziennikarze nie mogą uczestniczyć w posiedzeniach ani relacjonować przebiegu procesu, zeznań świadków czy wyjaśnień oskarżonego.

Już samo utajnienie procesu znacząco ograniczyło możliwość informowania opinii publicznej o sprawie budzącej ogromne zainteresowanie mieszkańców. Gdyby dodatkowo utrzymano zakaz publikowania informacji o przełożonych pracownic, możliwości relacjonowania tej sprawy zostałyby ograniczone jeszcze bardziej.

Trwa jeszcze jedno śledztwo

To jednak nie koniec działań organów ścigania. Prokuratura prowadzi odrębne postępowanie dotyczące anonimowych komentarzy publikowanych w internecie po ujawnieniu sprawy.

W sieci pojawiły się wpisy obrażające pokrzywdzone kobiety, a także ujawniono dane pozwalające zidentyfikować pielęgniarkę, która, według aktu oskarżenia, miała paść ofiarą najpoważniejszego przestępstwa. Szczegółowość komentarzy mogła sugerować, że zamieszcza je osoba, która albo o  sprawie wie bardzo dużo, albo nawet jest pracownikiem szpitala.
 Z nieoficjalnych informacji, które docierają do naszej redakcji wynika, że śledczy mają już pewne tropy.

Reklama

To wygrana mieszkańców

Decyzja Sądu Apelacyjnego nie kończy procesu cywilnego. Ten nadal będzie rozpoznawany przez sąd. Kończy jednak próbę ograniczenia możliwości informowania opinii publicznej jeszcze przed wydaniem wyroku.

Sprawa trzebnickiego szpitala dotyczy nie tylko odpowiedzialności karnej oskarżonego fizjoterapeuty. Dotyczy również sposobu funkcjonowania publicznej placówki, reakcji jej kierownictwa na zgłoszenia pracowników oraz prawa mieszkańców do kontroli instytucji utrzymywanych z publicznych pieniędzy.

Dlatego decyzja Sądu Apelacyjnego ma znaczenie znacznie szersze niż spór dwóch redakcji z dwiema powódkami. To sygnał, że w sprawach budzących istotne zainteresowanie społeczne wolność prasy i prawo obywateli do informacji nie mogą być ograniczane zbyt pochopnie.

Dzięki temu rozstrzygnięciu będziemy nadal informować naszych Czytelników o wszystkich nowych okolicznościach tej sprawy, oczywiście w takim zakresie, w jakim pozwala na to obowiązujące prawo oraz decyzje sądu prowadzącego proces karny.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 03/07/2026 14:34
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo NowaGazeta.pl




Reklama