Reklama

Sebastian D., były pracownik szpitala, usłyszał zarzuty stalkingu i wymuszenia seksualnego

To trzebnickiego szpitala przyszedł z wojska. Po kilku miesiącach fizjoterapeutki i pielęgniarka z trzebnickiego szpitala oskarżyły go o molestowanie i nękanie. Po naszym tekście prokuratura postawiła zarzuty Sebastianowi D.

W czerwcu, po kilkumiesięcznym dziennikarskim śledztwie, Nowa Gazeta Trzebnicka wspólnie z Gazetą Wyborczą opisała dramatyczną historię pracownic oddziału rehabilitacji trzebnickiego Szpitala im. Świętej Jadwigi Śląskiej.


Pierwsze informacje i telefony otrzymaliśmy jeszcze wiosną. Później spotykaliśmy się przerażonymi pracownicami, które opowiadając nam o tym co się działo, zawsze wybierały takie miejsca i pory, aby nikt nie mógł ich zobaczyć. Już wtedy mówiły, że nie mają pomocy dyrekcji, która ich zdaniem bagatelizuje problem. Bały się też, że zostaną zwolnione. 

Opowiadały, że właśnie tak pozbyto się lekarza Pawła Orzechowskiego, który próbował wstawić się za nimi u starosty Małgorzaty Matusiak. Kobiety informowały dyrekcję, a gdy to nic nie dało zgłosiły sprawę do prokuratury, która po wielomiesięcznym śledztwie, przedstawiła zarzuty Sebastianowi D.[paywall]

Przyszedł z wojska do szpitala

W 2023 roku do trzebnickiej placówki trafił Sebastian D., były major wojska, który po odejściu z armii zdecydował się wrócić do zawodu fizjoterapeuty. Początkowo był przyjmowany jako stażysta, a potem zaczął pracować na stałe. Wkrótce pojawiły się pierwsze niepokojące sygnały.

Według relacji kilku pracownic, od początku 2024 roku major dopuścił się szeregu nieodpowiednich zachowań wobec kobiet. Dotykał pracownice bez ich zgody, łapał je za szyję, ręce, biodra i talię. Często przytrzymywał je tak, że nie mogły się uwolnić, wywołując ból i strach. 

- Anetę (imię zmienione) major mijał na szpitalnym korytarzu. - Przycisnął ją do ściany, nie mogła się uwolnić. A on ocierał się o nią, wił się po niej i szeptał jej coś do ucha. Świadkiem tego zdarzenia była inna z rehabilitantek - słyszymy od naszych rozmówczyń.

Nie brakowało też seksistowskich komentarzy, które sprawiały, że kobiety czuły się upokorzone i zastraszone.

- Nie można było przejść korytarzem, żeby nie dotknął, nie złapał za biodra, nie przytrzymał. Była taka sytuacja, że podszedł do jednej z koleżanek i bez słowa zaczął ją masować po plecach mówiąc, że potrzebuje masażu. Gdy protestowała stwierdził, że jest jak "ciepłe kluchy". Potem próbował chwytać ją wielokrotnie, zarówno w pokoju socjalnym, jak i na korytarzu – relacjonowała jedna z pracownic.

Najpoważniejszy incydent miał miejsce w sierpniu 2024 roku. Pacjentka zgłosiła się do rehabilitantów z powodu bólu kręgosłupa. Major miał wykonać masaż, ale według jej relacji zdjął jej bieliznę i zaczął zajmować się blizną po cesarskim cięciu, nie pytając o zgodę. 

- Wróciła bardzo zdenerwowana. Nie mogła uwierzyć, że ktoś może się tak zachować w szpitalu. Major nie pytał, nie tłumaczył swoich działań, a potem jeszcze wysłał jej SMS-y i zaprosił do znajomych na Facebooku – mówi doktor Paweł Orzechowski, anestezjolog z wieloletnim doświadczeniem, który znał sprawę z relacji pracowników.

Reklama

Dyrekcja nie pomogła?

Według świadków, opisane sytuacje powtarzały się wielokrotnie. Pracownice unikały przechodzenia korytarzem, bały się zostać same w gabinecie z majorem, a atmosfera w zespole była napięta. Kobiety, które zgłaszały incydenty, opisywały strach, poczucie bezradności i upokorzenia. Najpierw próbowały sprawę zgłaszać do swoich przełożonych, a gdy to nie przyniosło rezultatu - napisały list do dyrektora szpitala Jarosława Maroszka. 

- Usłyszałyśmy: "tyle kobiet, a z jednym facetem sobie nie umiecie poradzić" - opowiadały. Dyrektor Maroszek w rozmowie z dziennikarzami zaprzecza, by tak powiedział. Mówił, że zorganizowano spotkania z personelem, aby wyjaśnić sprawę.

- Można było odnieść wrażenie, że celem zebrania było ośmieszenie pokrzywdzonych kobiet - relacjonowały nam spotkanie nasze rozmówczynie.

Jak mówiły, później pojawiły się opowieści, że to same kobiety prowokowały majora. Że "znacząco się do niego uśmiechały". Potem po szpitalu zacznie nawet krążyć opowieść, jak to Basia się nawet do niego przytulała, podwijała mu koszulkę i mówiła "ale ciacho".

- Bzdura. Nigdy tak nie było - opowiadała nam informatorka.   

Kilka tygodni po pierwszym piśmie pokrzywdzone pracownice przekazały dyrektorowi kolejne. Już zredagowane przez prawnika. A pod koniec czerwca 2024 zawiadomiły prokuraturę w Trzebnicy.

Zarzuty dla sprawcy stalkingu i wymuszenia seksualnego

Sprawa najpierw trafiła do trzebnickiej prokuratury, ale wkrótce została przeniesiona do Prokuratury Rejonowej dla Wrocławia - Śródmieścia, która po przeprowadzonym śledztwie zdecydowała o postawieniu Sebastianowi D. szeregu zarzutów. 

Jak czytamy w komunikacie wrocławskiej Prokuratury Okręgowej, 46-letni Sebastian D. podejrzany jest o popełnienie pięciu czynów na szkodę pięciu pokrzywdzonych kobiet.

- Trzy czyny dotyczą uporczywego nękania trzech pokrzywdzonych w okresie od grudnia 2023 roku do lutego 2024 roku, które polegało na wielokrotnym naruszeniu ich nietykalności cielesnej poprzez m.in. łapanie ramieniem za szyję, dotykanie swoim ciałem ciał pokrzywdzonych, dociskanie do ściany i przytrzymywanie, a w przypadku jednej z pokrzywdzonych także na wypowiadaniu w trakcie poszczególnych zdarzeń słów o zabarwieniu erotyczno - seksualnym, które to zachowania wzbudziły u pokrzywdzonych uzasadnione okolicznościami poczucie zagrożenia, poniżenia i udręczenia oraz istotnie naruszyło ich prywatność, tj. czynów z art. 190a § 1 k.k. i art. 217 § 1 k.k. w zw. z art. 11 § 2 k.k. - informuje prokurator Karolina Stocka-Mycek, rzecznik prasowy prokuratury okręgowej i dodaje:

- Ponadto podejrzanemu zarzuca się, że w dniu 20 sierpnia 2024 roku doprowadził podstępem i wbrew woli, pokrzywdzoną do poddania się innej czynności seksualnej poprzez opuszczenie bez uprzedzenia i jej zgody bielizny w trakcie wykonywanych czynności rehabilitacyjnych oraz dotykanie jej okolic intymnych, tj. czyn z art. 197 § 2 k.k. oraz że na przełomie grudnia 2023 roku i stycznia 2024 roku naruszył nietykalność cielesną pokrzywdzonej poprzez złapanie jej od tyłu za szyję, przyciśnięcie i zmuszenie do pochylenia się w kierunku ziemi, tj.  czyn z art. 217 § 1 k.k. W trakcie przesłuchania w charakterze podejrzanego Sebastian D. nie przyznał się do popełnienia zarzucanych mu czynów. Złożył obszerne wyjaśnienia, które są weryfikowane przez Prokuraturę. Biorąc pod uwagę charakter i zakres popełnionych czynów oraz sposób zachowania się podejrzanego, prokurator podjął decyzję o ściganiu czynów z art. 217 § 1 k.k. z oskarżenia publicznego. Zgodnie bowiem z Kodeksem karnym czyn ten jest czynem ściganym z oskarżenia prywatnego. Za zarzucane podejrzanemu czyny grozi kara pozbawienia wolności od 6 miesięcy do 8 lat. 

Reklama

Major: - To perfidia kobiet

Gdy podczas pracy nad artykułem, w czerwcu 2025 r. rozmawialiśmy z majorem, przekonywał, że to on był ofiarą molestowania seksualnego. A skargi fizjoterapeutek i szpitalnej pielęgniarki to "perfidia kobiet".  

- Wiem, że trzy fizjoterapeutki chodzą po mieście i opowiadają różne rzeczy, że ja ponoć robiłem im krzywdę. Łatwo jest kogoś szykanować, kiedy jest inna płeć niż damska w damskim towarzystwie. To perfidia kobiet. Zawsze wiedziałem, że kobiety są perfidne - mówił nam major D. 

- Nie wypieram się tego, że którąś mogłem złapać za szyję. Ale one się do mnie przytulały, jedna na mnie wskoczyła. One prosiły mnie o demonstracje technik samoobrony. Zdarzało się ze dwa, trzy razy, że na sali demonstrowałem, jak założyć dźwignię - dodawał. 

Zwrócił też uwagę, że skargi na to, co rzekomo miał im robić w styczniu, pojawiły się dopiero w kwietniu, maju 2024. Twierdzi, że kobiety zaczęły go fałszywie pomawiać i to po tym, gdy jako były oficer wojskowej uczelni i ekspert został poproszony o przygotowanie wytycznych dla rehabilitantów.

Jego propozycje miały spodobać się przełożonym, ale nie pracownicom. - Te fizjoterapeutki siedziały i marudziły. Współpraca ich nie interesowała. Więc wymyśliły historię, żeby się mnie pozbyć. Może ja się kiedyś źle popatrzyłem, źle powiedziałem. Tak to jest z kobietami - podsumował. 

"Szykany się nasilają" 

Kobiety twierdzą, że liczyły na wsparcie pracodawcy, ale go nie dostały. Mówią, że za wyjątkiem wspomnianych spotkań, dyrekcja właściwie nic nie zrobiła. Dyrektor Jarosław Maroszek z tymi zarzutami się nie zgadza. Mówił, że skargi na “majora” były bardzo ogólne, że nie było jasnych konkretów. Dopiero później pojawiło się więcej szczegółów, ale wtedy sprawą zajmowała się już prokuratura. 

Emerytowany oficer Akademii Wojsk Lądowych w szpitalu już nie pracuje. Dyrekcja nie przedłużyła z nim umowy o pracę. Tymczasem ze szpitala cały czas docierają do nas skargi na prześladowanie niepokornych rehabilitantek. - Szykany się nasilają - mówi jeden z naszych informatorów. - Fizjoterapeutka, która ujęła się za szykanowanymi koleżankami usłyszała, że umowę o pracę przedłużą jej tylko na pół roku. Są próby skłócania pracowników: "nie dostaniesz urlopu, w tym czasie, w którym chcesz, bo wtedy bierze koleżanka. Podziękuj jej". 

Nasi informatorzy opowiadali też, że jedna z autorek zawiadomienia o przestępstwie została skierowana do najcięższej pracy. Sama robi to, co powinno robić więcej osób. Musi sama dźwigać ciężkich pacjentów. Takich, do których pielęgniarki chodzą we dwie. Na dodatek stale jest kontrolowana, sprawdzana. W maju nie wytrzymała. Z wysokim ciśnieniem trafiła na Szpitalny Oddział Ratunkowy. Została skierowana przez lekarza na L4. 

Jak podkreślają, sytuacja na oddziale jest zła. Tymczasem na funkcjonowanie oddziału skarżą się już nie tylko pracownicy, ale również pacjenci. W zeszłym tygodniu naszą redakcję odwiedziła starsza kobieta, która z płaczem opowiedziała nam, jak została potraktowana podczas pobytu w szpitalu na oddziale rehabilitacji. O tym przeczytacie wkrótce. 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 16/01/2026 10:56
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo NowaGazeta.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości