W dwóch wsiach pod Trzebnicą podobno można spotkać żaby drzewne, które potrafią wspinać się po pionowych powierzchniach i zmieniać kolor skóry. Postanowiliśmy je odnaleźć. Czy nam się udało i o czym usłyszeliśmy przy okazji od mieszkańców?
Gdyby zorganizować konkurs piękności wśród płazów, rzekotka drzewna z pewnością zajęłaby miejsce na podium. Te niewielkie żabki zwracają uwagę intensywnym, wściekle zielonym ubarwieniem. Wyglądają, jakby żywcem wyskoczyły ze stron bajki dla dzieci. Do tego interesujące są ich zwyczaje – dzięki przylgom na kończynach z łatwością wspinają się po drzewach. Większość swojego żabiego życia spędzają na roślinach.
Nic dziwnego, że społeczności Taczowa Wielkiego i Taczowa Małego niedaleko Trzebnicy chętnie się chwalą, że w ich okolicy można spotkać te niezwykłe, objęte ochroną płazy. O obecności drzewnych żabek w tym rejonie można przeczytać na nadgryzionej zębem czasu tablicy informacyjnej w centrum Taczowa Małego oraz podobnej, choć znacznie wyraźniejszej, obok świetlicy wiejskiej w Taczowie Wielkim. Wspomina o nich także strona internetowa Gminy Trzebnica.
Jednak czy ktokolwiek widział je na własne oczy? I kiedy to było? W ostatnich latach krajobraz wsi zmienia się szybko. Ludzie i zwierzęta coraz częściej muszą się mierzyć ze skutkami zmieniającego się klimatu i braku wody.
Przed wyruszeniem na poszukiwania sprawdzam, w jakich miejscach najczęściej żyją rzekotki. Okazuje się, że drzewne żaby preferują tereny o wysokim poziomie wód gruntowych. Do rozrodu potrzebują zbiorników wodnych. Chętnie wybierają starorzecza, rozlewiska, ale także stawy i glinianki. Potrafią jednak zadowolić się rowem z wodą, przy czym zawsze powinny to być miejsca dobrze nasłonecznione i z płyciznami. Innym ważnym czynnikiem jest bujna roślinność na brzegach oraz brak ryb. W pierwszej kolejności należy więc szukać rzekotek u właścicieli oczek wodnych i stawów, a tych w okolicy jest kilka.
– Nie, nigdy takich żab u mnie nie było – stwierdza jednak pierwszy z zapytanych, mieszkający w Taczowie Małym od kilku lat. – Chyba w ogóle w całym życiu nigdy takich nie widziałem. Ale są u mnie te duże ropuchy.
Po tej rozmowie uzbrajam się w zdjęcie poglądowe ropuchy zielonej i rzekotki, żeby wykluczyć pomyłki.
W Taczowie Wielkim o żabę pytam trzech mężczyzn remontujących ogrodzenie.
– Żaba nie żyje – oznajmia jeden z nich, wywołując rozbawienie kolegów. A po chwili dodaje: – Był taki koleś, przezywaliśmy go Żaba, ale już go nie ma.
Po zerknięciu na zdjęcie rzekotki panowie stwierdzają, że żab-płazów w pobliżu nie widują wcale. O to samo pytam mężczyznę spotkanego przy poniemieckim domu. Na sąsiedniej posesji jest nieduży staw.
– Ślimaki tak, ale takich żabek nie widziałem.
Doradza, żeby pytać w niżej położonych domach, gdzie teren jest bardziej podmokły. Wygląda jednak na to, że rzekotki wyprowadziły się z Taczowa Wielkiego.
Droga prowadzi do Taczowa Małego, zaraz po przejechaniu niewielkiego mostka mijam dwa stawy. Nie udaje mi się zastać właścicieli, ale teren wygląda obiecująco, zwłaszcza po lewej stronie drogi. Zbiornik wodny otaczają krzewy i stare drzewa. Tu mogłyby zamieszkać rzekotki.
W centrum wsi spotykam jednego z mieszkańców. Przerywa na moment podkaszanie pobocza i ogląda zdjęcie, ale kręci głową.
– Wie pani, ja jestem rolnikiem. Przy pracy to różne zwierzątka obserwuję. Najwięcej to jaszczurek, ale takich to… no nie. Nigdy. I że jeszcze po drzewach chodzą?
Kolejnym punktem, w którym mogłyby zadomowić się rzekotki, jest strumień przy końcu wsi. Wprawdzie żaby drzewne preferują stojącą i płytką wodę, ale niewykluczone, że wystarczyłby im podmokły teren obok potoku. Właściciel posesji położonej nad brzegiem strumienia z zaciekawieniem ogląda zdjęcia rzekotki. Na własne oczy, niestety, żadnej nie widział.
– A szkoda, bo bardzo ładna ta żaba – komentuje. – Jakbym taką zobaczył, to sam bym jej zdjęcie zrobił. Ale widuję tu czasem kanię, jak poluje. Piękny ptak, potężny. I mieszka u mnie puszczyk. Ostatnio siedział, o tam, i zupełnie się mnie nie bał.
Kiedy snujemy domysły, dlaczego rzekotek prawdopodobnie w okolicy już nie ma, wysuwa przypuszczenie, że mogły zniknąć ze względu na obniżający się poziom wód gruntowych.
– Młodsi mieszkańcy mogą nie zwracać na to uwagi, ale kiedy rozmawiam ze starszymi, którzy żyją tu od dawna, to wiele osób o tym mówi. Wody jest mniej niż kiedyś.
Opowiada, że w górze potoku, gdzie obecnie znajduje się zarośnięte mokradło, kiedyś były stawy. Ślady przemyślanego zarządzania wodą odkrył też na własnej posesji.
– Przy pracach ziemnych wykopuję u siebie czasem poniemieckie rury drenażowe. Widać, że kiedyś wody było więcej i ktoś tu nią gospodarował. Ale teraz to wszystko jest pozapychane. Kto wie, gdzie się ta woda podziewa.
Po chwili sugeruje, żeby poszukać rzekotek w okolicy dwóch najstarszych, przedwojennych stawów. To najniżej położony teren we wsi.
Zjeżdżam w bok z głównej drogi prowadzącej przez wieś. Okolica jest przepiękna – nawet w nasilającym się czerwcowym skwarze jest tutaj chłodniej. Stare drzewa rzucają przyjemny cień. Roślinność nie wygląda na tak umęczoną upałem. Mijam duży, zadbany staw przy ostatniej posesji i przez kilkanaście minut przepatruję gałęzie w zaroślach nad potokiem, w nadziei, że uda mi się odnaleźć rzekotkę. Bezskutecznie. Być może po prostu tutaj także ich już nie ma.
Kiedy jednak wracam, obok domu niedaleko stawu zauważam dwie panie porządkujące ogród. Na wzmiankę o rzekotce obydwie się uśmiechają i podchodzą do płotu.
– A tak, znamy je, one tutaj u nas mieszkają!
Zanim wyciągam telefon, żeby pokazać zdjęcie, pani Danuta już dokładnie opisuje rzekotki.
– To nie są takie zwykłe żaby – podkreśla z pewną dumą. – Zieloniutkie, śliczne. Na bokach ciemne paski. I mają przylgi na łapkach. Jak one się po drzewach wspinają! Najbardziej lubią łazić po winogronach.
Wspominam, że szukałam ich w zaroślach nad potokiem i nie znalazłam. Panie tłumaczą, że w gorące południe na pewno mi się to nie uda. Rzekotki chowają się przed upałem i wychodzą dopiero pod koniec dnia.
– Do tego teraz jest ich znacznie mniej. Kiedyś jak szłam wieczorem karmić kury, to musiałam uważać, bo mi spod nóg skakały. Ale są jeszcze tutaj na pewno. Nawet gdy ich nie widzimy, to je słyszymy – mówi pani Łucja. – Jak po zmroku cały rumor wokół cichnie.
– One zupełnie inaczej śpiewają niż inne żaby – dodaje pani Danuta. – Nie kumkają ani nie rechoczą. Nie wiem, jak to opisać. Takie punkty jakby. Jak się je raz usłyszy, to się już wie.
Mieszkanki Taczowa Małego podają kilka powodów, dla których żab może być mniej. Zdaniem pani Łucji winne są chemiczne środki ochrony roślin.
– Oglądałam taki program w telewizji. Mówili tam, że opryski spływają z deszczem do stawów i przez to żaby nie mogą się rozmnażać.
Zwracają też uwagę, że krajobraz rolniczy wsi uległ zmianom. Przed laty Taczów Mały otaczały pełne ziół łąki, na których okoliczni rolnicy wypasali bydło. Obecnie w części z tych miejsc rozpleniła się nawłoć. Jednak zdaniem pani Danuty i pani Łucji głównym problemem – dla rzekotek i dla ludzi – jest obniżający się z roku na rok poziom wody. Potok płynący za stawami kiedyś był małą rzeczką, a w położonym niedaleko rowie burzowym przez cały rok stała woda. Dziś wyschnięte rowy częściowo zarosły chaszczami. Sytuację w trakcie suszy dodatkowo utrudnia położenie wsi wśród wzgórz. Nawet po ulewnym deszczu przez chwilę jest wilgotno, ale woda szybko spływa niżej.
– Mamy wodociąg, więc studnie są zamknięte i zabezpieczone, żeby żadne dziecko nie wpadło. Nie zaglądamy tam, więc kto wie, czy w ogóle w tych naszych studniach jeszcze jest woda.
O kurczącej się liczbie rzekotek w okolicy podtrzebnickich wsi rozmawiam z Piotrem Kazimirskim z Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Poznaniu, który prowadzi na Facebooku popularny profil edukacyjny o płazach – Herpetolog – Piotr Kazimirski. W jego ocenie sytuacja przedstawiona przez mieszkańców ukazuje w pomniejszonej skali problemy, z jakimi płazy borykają się globalnie. Jako zwierzęta żyjące w dwóch środowiskach – wodnym i lądowym – są szczególnie wrażliwe na czynniki takie jak temperatura, wilgotność czy w ogóle poziomy wód w środowisku.
– Głównym problemem jest woda. Spójrzmy jednak na jak wielu płaszczyznach woda okazuje się niezbędna. Woda potrzebna jest w ogóle do funkcjonowania i poruszania płazów – w dni gorące i suche będą zwyczajnie nieaktywne, szczególnie jeśli w pobliżu nie ma dostępu do wody. Druga sprawa to miejsce do rozmnażania. Aby zapewnić jedno i drugie, konieczny jest odpowiedni poziom opadów śniegu zimą i, nazwijmy to, klasyczne zimy. Obok naturalnych zim potrzebujemy jeszcze obfitującej w opady wiosny wraz z połączeniem z odpowiednią temperaturą powietrza – najlepiej także gdy jest bezwietrznie. Jeśli poziom wody i temperatura oscylują na względnie właściwym poziomie, wówczas możemy pokusić się o stwierdzenie, że wiosna będzie udana. To jednak i tak nie gwarantuje sukcesu, gdyż odpowiedni poziom wody musi utrzymać się do późnego lata, by osobniki z nowego pokolenia zdążyły przeobrazić się z kijanek w osobniki zdolne do życia na lądzie, czyli tak zwane metamorfy.
Zmiana któregokolwiek z tych czynników skutkuje zmniejszaniem się liczebności płazów i jest jasnym sygnałem zaburzeń klimatu, z efektami których borykać się muszą również ludzie.
– Dobrym przykładem jest tegoroczna wiosna w Polsce – brak opadów, chłód i niekorzystne warunki w wielu miejscach znacznie przesunęły migracje i jednocześnie spowodowały znacznie gorszą wykrywalność płazów.
Piotr Kazimirski opowiada, że to, co obserwują mieszkańcy Taczowa Małego w swojej wsi, nie jest sytuacją odosobnioną.
– Problemy przedstawione przez mieszkańców są jak najbardziej powszechne i zanik płazów w całej Polsce, może z wyjątkiem rozległych i bardziej stabilnych dolin rzecznych, to już fakt niepodważalny.
Okazuje się jednak, że nawet właściciele niewielkich działek ziemi są w stanie pozytywnie wpłynąć na sytuację płazów w swojej okolicy. Piotr Kazimirski zwraca uwagę, że oprócz zbiorników godowych ważne są też siedliska lądowe. Doradza, że w każdym ogrodzie niewielkim kosztem można stworzyć nowe schronienia dla płazów, na przykład sterty kamieni, miejsca ocienione, różnorodne biologicznie oraz zbiorniki wodne. Będzie to korzystne nie tylko dla płazów, ale podniesie komfort życia również ludziom. O zakładanie przydomowych oczek wodnych od kilku lat apelują m.in. Wody Polskie, wskazując na korzyści płynące z ich posiadania w trakcie coraz dłuższych suszy. Nie tylko zatrzymują one deszczówkę, której można użyć do podlewania ogrodu, ale także ograniczają powstawanie uciążliwych dla ludzi w trakcie upałów tzw. wysp ciepła. Z kolei śródpolne oczka wodne pozytywnie wpływają na otaczające je uprawy, poprawiają mikroklimat i stanowią rezerwuar na wypadek suszy – ponadto od 2025 roku rolnicy mogą wliczać oczka wodne do powierzchni, od której ubiegają się o dopłaty bezpośrednie.
Piotr Kazimirski podkreśla też, żeby zwrócić uwagę na płazy wędrujące pomiędzy zbiornikami wodnymi.
– Zachęcam, by zgłaszać przypadki śmiertelności drogowej do lokalnych stowarzyszeń, Regionalnych Dyrekcji Ochrony Środowiska lub rejestru zwierzetanadrodze.pl. Wydaje się, że to niewiele, ale przy dużej skali nauki i działań obywatelskich jest to krok milowy do ochrony tych zwierząt.
Osobną kwestią są stosowane w rolnictwie środki ochrony roślin. Piotr Kazimirski potwierdza przypuszczenia jednej z mieszkanek Taczowa, że nie pozostają one bez wpływu na występujące w okolicy rzekotki.
– Biorąc pod uwagę swoje subiektywne doświadczenia mam wrażenie, że rzekotki to płazy wyjątkowo delikatne i wrażliwe na jakiekolwiek zmiany w funkcjonowaniu siedlisk, szczególnie zaś dotyka je problem wspomnianych pestycydów i herbicydów spływających do coraz mniejszej ilości zbiorników wodnych. Istnieją dość tanie i skuteczne sposoby obrony przed spływaniem zanieczyszczeń, szczególnie azotowych i fosforowych. Można w tym celu wykopać płytkie rowy w okolicy zbiornika, do których wsypujemy substrat denitryfikujący i obniżający stężenie fosforanów, na przykład odpowiednio ścinki sosnowe wymieszane z ziemią lub wapienie.
Czy warto podejmować tyle starań, by zachować siedlisko rzekotek? Piotr Kazimirski nie ma co do tego żadnych wątpliwości – nie tylko ze względu na to, że są to płazy objęte ochroną. Są także niewątpliwie lokalną atrakcją.
– Rzekotka drzewna to płaz, można powiedzieć, pod wieloma względami wyjątkowy. Ma w sobie pewną grację i delikatność, która pozwala jej być lubianą nawet przez ludzi, którzy niekoniecznie zainteresowani są tymi zwierzętami. Jak większość płazów, rzekotka potrafi zmieniać odcień swojego ubarwienia. Robi to jednak znacznie sprawniej. Taka szybka zmiana koloru ma na celu upodobnienie się do terenu, w którym akurat się znajduje, bądź załapanie większej ilości ciepła przez przyciemnienie skóry. Głos ma najbardziej doniosły z naszych wszystkich płazów i zgadzam się z jedną z mieszkanek, że nie można go pomylić z żadnym innym.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze