Reklama

Referendum i nerwowa reakcja władzy. Padają zarzuty o straszenie mieszkańców i dezinformację


W Trzebnicy kampania referendalna dopiero się rozpędza, ale już widać, że nie będzie to spokojna debata. Zamiast rzeczowej dyskusji o zarzutach wobec burmistrza Marka Długozimy, coraz częściej pojawiają się emocje, oskarżenia i jak twierdzą inicjatorzy referendum, próby zastraszania mieszkańców.


Zbiórka podpisów pod wnioskiem referendalnym trwa od 14 lutego. Do wymaganego minimum 1870 podpisów inicjatorom brakuje już niewiele. Termin mija 14 kwietnia, ale inicjatorzy twierdzą, że spokojnie uzbierają ponad 2000 głosów. I właśnie w tym momencie, gdy akcja nabiera tempa, ze strony obozu burmistrza pojawiają się kolejne działania, które jej przeciwnicy oceniają jako próbę zastraszenia mieszkańców i próbę dyskredytowania całej inicjatywy.

Insynuacje bez dowodów

Na początku tygodnia Mateusz Stanisz, przewodniczący rady miejskiej i lider klubu radnych skupionych wokół burmistrza Marka Długozimy, przez lata zatrudniany w jednostkach gminnych, opublikował na swoim profilu w mediach społecznościowych obszerny post. Napisał w nim, że „świadkowie wskazują na możliwe nieprawidłowości" przy zbieraniu podpisów. Według niego w Głuchowie starsza mieszkanka miała zostać wprowadzona w błąd i podpisać dokument w przekonaniu, że to lista poparcia dla burmistrza, a nie wniosek o jego odwołanie. Podobna sytuacja miała dotyczyć Szczytkowic.

Reklama

Problem w tym, że Stanisz nie podał ani jednego nazwiska, ani jednego dowodu. Żadnego dokumentu, żadnej skargi złożonej do odpowiednich organów czyli do Komisarza Wyborczego, ani na policję, ani do prokuratury. Są wyłącznie „relacje mieszkańców" i „przekazane informacje".

- To kłamliwe insynuacje podane bez żadnych dowodów. Wszystko na potrzeby propagandy - ocenił wprost radny Marcin Raczyński, pełnomocnik komitetu referendalnego.

Stanisz zasugerował też, że chodzenie od drzwi do drzwi po podpisy to „nachodzenie mieszkańców w ich domach i naruszanie ich poczucia prywatności i spokoju". Raczyński nie pozostawił na tym argumencie suchej nitki:

Reklama

- Pan Stanisz najwyraźniej zapomniał, co robi przed każdymi wyborami. Cóż za hipokryzja.

Sławomir Ćwikła, radny i działacz społeczny wielokrotnie zabierający głos w sprawach trzebnickiego samorządu, skomentował to krótko, przywołując znane powiedzenie:

- Władza nie zmienia ludzi. Ona tylko zdejmuje z nich maski. I dodał wprost, że Stanisz, od lat związany zawodowo z gminnymi instytucjami i spółkami, brnie w - jak to określił - „konfabulacje wymyślone na poczekaniu".

PESEL jako narzędzie strachu

Akcja przewodniczącego Stanisza nie jest odosobniona. Równolegle burmistrz Marek Długozima uruchomił kampanię ostrzegającą mieszkańców przed podawaniem numerów PESEL. Takie dane są wymagane przy podpisaniu wniosku referendalnego, identycznie jak przy każdej innej liście wyborczej czy referendalnej w Polsce.

Reklama

Inicjatorzy referendum od początku wyjaśniają, że listy z podpisami nie trafiają do urzędu miejskiego ani do burmistrza. Są przekazywane wyłącznie do Komisarza Wyborczego we Wrocławiu.

- Żadne dane osobowe nie będą w posiadaniu urzędu - zapewniała na konferencji prasowej Iwona Adamczyk, jedna z organizatorek. Radny Raczyński wielokrotnie powtarzał ten komunikat w mediach społecznościowych, apelując do mieszkańców o odwagę.

Temat strachu przed podpisaniem wybrzmiewał już podczas konferencji prasowej inicjatorów. - Wszyscy wiemy, że ludzie boją się podpisywać. Boją się polubić post, udostępnić informację, powiedzieć głośno, że mają inne zdanie – mówiła Adamczyk. Działania burmistrza i jego współpracowników wpisują się, zdaniem inicjatorów, dokładnie w ten schemat.

Reklama

Banery zdjęte, gazetki zabrane

Wcześniej w kilku miejscach Trzebnicy pojawiły się banery komitetu referendalnego z hasłem „Reset dla Trzebnicy" i numerem telefonu do organizatorów. W poniedziałek, na polecenie burmistrza, część z nich została zdjęta, między innymi przy skrzyżowaniu ulic Bochenka i Daszyńskiego.

Organizatorzy uważają, że decyzja jest bezprawna. Ustawa nie nakłada na nich obowiązku uzyskania zgody na wieszanie banerów na obiektach publicznych. Na tych samych ogrodzeniach, w czasie kampanii wyborczych, swoje materiały bez przeszkód wieszają radni burmistrza i opozycja. Dla formalności inicjatorzy wysłali do urzędu stosowne pisma. Odpowiedzi nie otrzymali.

Reklama

Jeszcze głośniejszy incydent miał miejsce kilka dni temu. Organizatorzy kolportowali bezpłatny „Express Trzebnicki" czyli gazetkę poświęconą referendum, zawierającą między innymi przypomnienie kontrowersyjnych spraw z ostatnich lat, o których szeroko pisała wcześniej "NOWa": afery w urzędzie, zakupu budynku od sióstr za 7,8 mln zł, fikcyjnego etatu dla Anny Morawieckiej czy relacji burmistrza z ukrywającym się na Węgrzech byłym ministrem sprawiedliwości. Przy jednym ze sklepów około 50 egzemplarzy próbował zabrać Piotr Okuniewicz, dyrektor gminnej spółki Ergo. Po interwencji organizatorów zwrócił niemal wszystkie, zatrzymując jeden egzemplarz.

PiS z logo gminy

W pewnym momencie na mieście pojawiły się też niebieskie banery z informacją, że Prawo i Sprawiedliwość nie popiera referendum. Na plakatach nie było logo partii, ale widniał za to znak gminy Trzebnica. Kto za nimi stoi i kto je sfinansował? Ani burmistrz, ani poseł Paweł Hreniak, nie odpowiedzieli na pytania redakcji.

Reklama

W poniedziałek udało nam się o sprawę zapytać Janusza Szydłowskiego, szefa powiatowych struktur PiS:

- To nie my rozwieszaliśmy te banery, ale z hasłami się zgadzamy - powiedział nam Szydłowski i dodał, że jest to zgodne z ich oświadczeniem na temat referendum.

Przypomnijmy, że wierchuszka powiatowego PiS już 18 lutego zajęła stanowisko: Anna Morawiecka, Janusz Szydłowski, Agnieszka Brząkała i Bogumiła Lewandowska podpisały wspólne oświadczenie, w którym dystansują się od inicjatywy referendalnej. Warto odnotować, że troje z czworga sygnatariuszy czyli: Morawiecka, Brząkała i Lewandowska, nie są mieszkankami gminy Trzebnica, a więc referendum ich bezpośrednio nie dotyczy. Anna Morawiecka to ta sama osoba, która w 2019 roku otrzymała od burmistrza Długozimy zlecenie, a następnie etat w urzędzie miejskim. O sprawie, szeroko pisała nasza gazeta.

Reklama

Koalicja radnych PiS z obozem burmistrza w radzie powiatu nie jest tajemnicą. To dzięki niej czwórka radnych ugrupowania, które wybory powiatowe przegrało wyraźnie, obsadziła dobrze płatne stanowiska. Wicestarosta Szydłowski przez lata publicznie krytykował Długozimę, dziś z nim współpracuje. Rozmowę z wicestarostą będziecie mogli obejrzeć na Portalu NOWAGAZETA.pl.

Co dalej?

Sama inicjatywa referendalna nie wzięła się znikąd. Jej autorzy wskazują na konkretne sprawy: brak operatu uzdrowiskowego mimo wieloletnich zapowiedzi, kosztowny i niewykorzystany budynek przy ul. Stawowej, problemy z komunikacją publiczną czy planowaną likwidację szkoły w Masłowie, a także marnotrawieniem środków na inwestycje, które były źle wykonywane czy brak inwestycji w modernizację kanalizacji, czyste powietrze czy drogi.

Reklama

Z drugiej strony burmistrz przekonuje, że referendum to polityczna próba podważenia wyniku wyborów, w których zdobył mandat w pierwszej turze.

Decydują mieszkańcy

Do połowy kwietnia inicjatorzy muszą zebrać wymagane podpisy. Jeśli im się to uda, o losie burmistrza zdecydują mieszkańcy przy urnach. Wymagana liczba do przeprowadzenia referendum to 1870, ale organizatorzy, twierdzą, że zbiorą ponad 2000 podpisów. Jeśli to się uda trzeba będzie jeszcze mieszkańców zachęcić do wzięcia udziału w referendum. Aby było ważne, do urn musi pójść przynajmniej 3/5 z głosujących w poprzednich wyborach. To oznacza, że w referendum musi wziąć udział co najmniej 6184 mieszkańców. Na "TAK" musi zagłosować połowa + 1 głos z osób, które wezmą udział. Minimalna liczba na "TAK", to zatem 3093 głosy. 

Reklama

Na razie jednak zamiast spokojnej rozmowy o przyszłości gminy mamy coraz ostrzejszą walkę. I wszystko wskazuje na to, że jednym z jej elementów staje się nie tylko spór polityczny, ale też próba wpływania na to, czy mieszkańcy w ogóle odważą się zabrać głos. Tymczasem referendum, to element demokracji. W kraju tego typu wydarzenia ogłaszane są co pewien czas. W kwietniu odbędzie się referendum w Sobótce, a niebawem również w Krakowie. 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 25/03/2026 19:30
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Kampania referendalna. - niezalogowany 2026-03-25 19:37:42

    Wszystkie ewentualne próby zastraszania mieszkańców przez przeciwnków referendum powinny być i należy zgłaszać policji i prokuraturze.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Hehehe - niezalogowany 2026-03-25 21:57:30

    To jeszcze nie zebrane te podpisy? U uuuu to cieniutko. Nie ma zastraszania tylko ludzie mają was w........ Nie należę do "je bać PiS" więc nie przeklinam.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo NowaGazeta.pl




Reklama