Reklama

Proces oskarżonego o pedofilię. Wstrząsające zeznania wykorzystywanych seksualnie dzieci


We wrocławskim Sądzie Okręgowym trwa proces w sprawie pedofila. Oskarżonym jest mieszkaniec powiatu trzebnickiego, doskonale znany lokalnej społeczności. Miał pomagać wielodzietnym rodzinom i, korzystając z okazji, miał molestować dzieci z tych rodzin i dopuszczać się czynów pedofilskich. 



We wrześniu 2024 r. aresztowano Marka L., znanego w naszym powiecie, gdzie mieszka, pod imieniem Janusz. Mężczyzna był powszechnie rozpoznawalny wśród lokalnej społeczności gminy Zawonia, przedstawiał się jako prawnik, pojawiał się na sesjach rady gminy, bardzo krytycznie oceniając wszelkie działania samorządu. Na Facebooku prowadził stronę określaną jako internetowa gazeta i sam siebie nazywał dziennikarzem. Dodatkowo kreował wizerunek filantropa, wspierającego finansowo rodziny w trudnej sytuacji i opiekującego się dziećmi w ramach fundacji, w których działał.



W pewnym momencie "gruchnęła wieść", że ten mężczyzna został zatrzymany we Wrocławiu pod zarzutem seksualnego wykorzystania trójki dzieci. Prowadząca sprawę Prokuratura Rejonowa w Strzelinie poinformowała, że czyny miały miejsce w gminie Zawonia, Wrocławiu oraz gminie Sobótka w latach 2017 - 2021. Sąd Rejonowy w Strzelinie przychylił się do wniosku prokuratury o 3-miesięczny areszt tymczasowy (który następnie był kilkukrotnie przedłużany).

Kilka dni temu odbyła się kolejna rozprawa. Zeznania poszkodowanych były wstrząsające[paywall]

Reklama

Udało nam się wówczas ustalić, że Marek L. spodziewał się, że może zostać aresztowany. Nasi rozmówcy twierdzili, że mężczyzna wspominał im, że pomagał pewnej rodzinie – kupował dzieciom prezenty, zabierał je do siebie do domu i wspierał finansowo. Twierdził również, że gdy odmówił dalszej pomocy, jedna z dziewcząt miała grozić, że „wrobi go” w molestowanie.

Śledztwo prokuratorskie wykazało jednak, że czyny seksualne w stosunku do nieletnich miały miejsce. Prokuratura przesłuchała wiele osób. Zeznania molestowanych dzieci, obecnie już osób dorosłych, były szczegółowe i spójne, prowadzone w obecności psychologów, którzy nie mieli wątpliwości co do ich prawdziwości.

Reklama

Prokuratura Rejonowa w Strzelinie badała sprawę prawie rok. W toku śledztwa wyszło na jaw, że Marek L. w przeszłości był już karany za podobne przestępstwa. W 2001 r. został skazany za czyny pedofilskie wobec pięciu dziewczynek. Śledczy odkryli również w zabezpieczonym sprzęcie elektronicznym należącym do oskarżonego, zdjęcia innych dzieci, w tym nagich, co wskazywało, że proceder mógł trwać wiele lat.

Dzięki pracy prokuratury udało się także odnaleźć rodziny, które mężczyzna wspierał w ramach fundacji. Dorosłe już dzieci ujawniły, że przez lata nie mówiły nikomu o tym, co je spotkało. Jedna z matek nie miała świadomości, że oddając je pod opiekę Marka L., narażała je na krzywdę. Siostry z kolejnej rodziny twierdzą, że rodzice wiedzieli, a ojciec zniszczył kartę SIM z telefonu, na którym były nagrania potwierdzające pedofilskie czyny oskarżonego w stosunku do obu dziewczynek. 

Reklama

 Po prawie rocznym śledztwie, prowadzonym przez Prokuraturę Rejonową w Strzelinie, Markowi L. postawiono sześć zarzutów dotyczących gwałtu i seksualnego wykorzystania małoletnich oraz osób będących w zależności lub krytycznym położeniu. Akt oskarżenia zawiera gamę zachowań, uznawanych za czyny o charakterze seksualnym, których oskarżony miał dopuścić się w stosunku do osób małoletnich oraz jednej, która była już pełnoletnia. 

Proces ruszył w październiku

W toku postępowania przygotowawczego oskarżony nie przyznawał się do zarzutów. Podczas pierwszej rozprawy, która odbyła się na początku października 2025 r. przyznał się do części zarzutów. Twierdził, że nie obcował płciowo i nie całował dzieci, jedynie ich dotykał. Podkreślał, że nie było to wielokrotnie, może 2 - 3 razy względem jednego dziecka. W dalszych wyjaśnieniach mówił, że tylko raz. 

Reklama

Na ławie oskarżonych znalazły się również trzy inne osoby - rodzice i babcia ze strony ojca trójki rodzeństwa, którym postawiono zarzut niepowiadomienia organów ścigania o przestępstwie popełnionym na szkodę ich dzieci. Dodatkowo ojcu i matce zarzuca się znęcanie nad dziećmi, a ojcu także niszczenie dowodów przestępstwa.

Kolejna rozprawa miała miejsce w listopadzie

Podczas rozprawy dwie osoby skorzystały z prawa odmowy zeznań, przysługującego osobom spokrewnionym z oskarżonymi. W zeznaniach kolejnych przesłuchiwanych pojawiła się informacja o liście, który kilka lat temu nadesłano do redakcji naszej gazety. Jego treść przedstawiała Marka L. jako pedofila i nawiązywała do sprawy procesu o pedofilię sprzed lat, w którym Marek L. (noszący wówczas inne nazwisko) został skazany. Świadków dziwił fakt, że mężczyzna nie podjął wówczas żadnych kroków, aby zaprzeczyć tamtym oskarżeniom. 

Reklama

Jeden ze świadków pamiętał, że będąc u oskarżonego w domu widział dwoje dzieci, które nie należały do jego rodziny. Podczas rozprawy wspomniano również o incydencie, który miał miejsce w czasie, gdy do Polski przyjechali uchodźcy z Ukrainy. Oskarżony przyjął dwie kobiety z dwojgiem dzieci. Były u niego bardzo krótko i uciekły w środku nocy. Marek L. tłumaczył wtedy, że kobiety były bardzo roszczeniowe, a on nie mógł pozwolić sobie na takie zachowanie.

Sąd przesłuchiwał również osoby związane z oskarżonym zawodowo. Wiedziały, że w pewnym okresie pomagał wielodzietnej rodzinie z Mazur. Zeznający przyznali, że spotkali się wówczas z dziwnymi pytaniami klientów odwiedzających kancelarię oskarżonego, dotyczących jego stosunku do dzieci, ale w ich ocenie zachowanie Marka L. nie wskazywało na skłonności pedofilskie. 

Reklama

Jedna z zeznających kobiet opowiedziała, że oskarżony zaoferował jej pomoc po programie w telewizji, prezentującym jej wielodzietną rodzinę. Zabierał na wyjazdy jej dzieci w wieku szkolnym i przedszkolnym. Mówiła, że dzieci się nigdy nie skarżyły. Tylko jedna z córek, najstarsza, wróciła po jednym dniu i bardzo niepochlebnie wyraziła się o oskarżonym. Jednak matka nie dopytywała, co tak naprawdę się stało. Potem kontakt z Markiem L. się urwał. 

Zeznawały również osoby z rodziny, które Marek L. zabierał na wyjazdy, wówczas dzieci. Opowiadały, że podczas wyjazdów Marek L. codziennie wieczorem miał je ważyć. Dzieci musiały być wówczas nago, a ważenie miało udowodnić rodzicom, że dzieci podczas pobytu przybierają na wadze. Marek L. miał również wchodzić do łazienki, podczas kiedy dzieci się kąpały, a pomimo ich protestów wychodził stamtąd bardzo niechętnie. Oskarżony zabraniał również ubierania bielizny pod piżamę, ale nie sprawdzał, czy dzieci go posłuchały. Mówił jedynie, że wie, że pomimo zakazu mają bieliznę. Obowiązkowy był również "dziubek", czyli pocałunek w usta na dobranoc. 

Reklama

Zeznania coraz bardziej drastyczne

Na kolejnej rozprawie zeznawały dwie, obecnie dorosłe już kobiety, w stosunku do których oskarżony miał dopuścić się czynów seksualnych w czasie, gdy były dziećmi. To dziewczęta, których rodzice i babcia zasiadają obok Marka L. na ławie oskarżonych.

Starsza kobieta poznała Marka L., kiedy jechała z babcią do Wrocławia. Oskarżony je podwiózł, przedstawił się jako prawnik i zaproponował babci, że pomoże jej w pewnej sprawie dotyczącej odzyskania pieniędzy "za posiadłość". Niedługo później pojawił się w domu rodziny, kreując się na filantropa. Odwiedzał ich i pomagał materialnie, zabierał dzieci na wycieczki, zapraszał do siebie do domu. 

Reklama

Bardzo szybko okazało się, o co naprawdę chodzi mężczyźnie. Zabrał siostry "na pizzę i zakupy", starsza z nich miała wówczas 14 lat, młodsza 12. Jednak najpierw Marek L. zawiózł dziewczynki do swojej kancelarii we Wrocławiu. I tam się do nich "dobrał". 

Obie pokrzywdzone mówią o szeregu krzywd, których miały doznać od oskarżonego Marka L. Miało to być dotykanie, całowanie, obcowanie płciowe, wkładanie palców do pochwy i odbytu, stosunki oralne i analne. Masturbował się, kazał dotykać swoich narządów płciowych, ściskać i doprowadzać się do orgazmu.

Reklama

Schemat zawsze był podobny, droga "na pizzę" wiodła przez kancelarię. Tam ofiary były molestowane i gwałcone. Jeżeli na coś nie chciały się zgodzić, Marek L. używał różnych argumentów, prosił, przekonywał, obiecywał, że "będzie fajnie", potrafił podnosić głos. Straszył, że zrobi coś gorszego, że pobije i nie pomoże rodzicom. Starsza pamiętała, że była zamykana w pomieszczeniu określanym przez nią mianem "strychu". Siostry bały się, były tylko dziećmi. 

Do czynów seksualnych w stosunku do sióstr dochodziło również w domu oskarżonego, gdzie mężczyzna zabierał dzieci, aby, jak mówił, mogły zobaczyć jak funkcjonuje prawidłowa rodzina. Kobiety zeznawały, że tam również mężczyzna przychodził do pokoju, w którym je ulokowano i spełniał swoje fantazje. Co charakterystyczne, w czasie, kiedy dziewczynki były molestowane, w domu przebywali żona i syn oskarżonego, ale nie wchodzili do pokoju. Siostry mówią, że próbowały hałasować, zrzucały jakieś przedmioty, w nadziei, że żona Marka L. wejdzie, żeby sprawdzić co się dzieje. Jednak nigdy tak się nie stało. 

Reklama

Sąd odtworzył nagrania

Sąd odtworzył również nagranie z przesłuchania młodszego brata obu kobiet, który również miał być ofiarą Marka L. Jego zeznania były również bardzo drastyczne. Marek L. miał się dopuścić czynów pedofilskich w stosunku do chłopca w czasie, kiedy miał 8 - 9 lat. To również miało mieć miejsce we wrocławskiej kancelarii. I tym razem droga "na pizzę" wiodła przez kancelarię. Tam dziecko było molestowane i gwałcone. Po wszystkim chłopiec dostał od oskarżonego 20 zł. Podczas przesłuchania chłopak nie mógł powstrzymać płaczu, opowiadając czego wówczas doznał.   

Zeznania ujawniły również trudne dzieciństwo, którego rodzeństwo doświadczyło w rodzinie, w której alkohol był na porządku dziennym, a dzieci wychowywały się w atmosferze awantur. Siostry mówiły, że nikt im nie uwierzył, kiedy powiedziały, że Marek L. je krzywdzi.

Poskarżyły się dopiero wtedy, kiedy brat im powiedział co oskarżony mu zrobił. dziewczynki pokazały telefon komórkowy, na którym miały być nagrania poczynań Marka L. Mówią, że telefon był uszkodzony i miał rozbity wyświetlacz, ale działał i można było odtworzyć nagrania. Jednak ojciec nie zareagował zgodnie z ich oczekiwaniami - rozkręcił urządzenie rzekomo w celu naprawienia go, a potem  wyjął i złamał kartę SIM.

Ojciec zaprzecza tej wersji i twierdzi, że telefon był uszkodzony, a on próbował go naprawić. Utrzymuje, że nie udało mu się odtworzyć filmików i nie przyznaje się do celowego zniszczenia karty SIM.  

Po wysłuchaniu zeznań, Marek L. oświadczył, że nigdy nie posuwał się do przemocy i nie podnosił głosu, a że dziewczynki odbierały jego słowa jako krzyk, wynika z faktu, iż ma głos bardzo donośny. Według niego nigdy nie doszło do zamykania dziecka na strychu, choćby z tego względu, że w tamtym budynku nie ma strychu. To dwupoziomowy lokal, na wyższym poziomie znajduje się umeblowany pokój z trzema oknami i dużą ilością punktów świetlnych, a nie ciemny jak mówiła dziewczyna. Podkreśla, że nigdy nie doszło tam do kontaktów seksualnych pomiędzy nim, a dziećmi, ale dodaje, że z pełną skruchą i dużą pokorą chce gorąco przeprosić wszystkich pokrzywdzonych.  

Kolejna rozprawa w tej trudnej sprawie odbędzie się 20 kwietnia.  

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 05/02/2026 06:00
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Children - niezalogowany 2026-02-05 08:39:51


    Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Antyparówa - niezalogowany 2026-02-05 12:42:11

    Niestety coraz więcej zboczeńców mnie to kiedyś kilku CVVELI od tyłu napadało w spelunie o nazwie CVVELOWSKA BIESIADA i chciało mi obrobić kiełbasę, ale się obroniłem choć wydaje mi się że rovva to zrobili mi dokładnie aż do dzisiaj mi się błyszczy

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo NowaGazeta.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości