W naturze raczej niełatwo jest spotkać wilki. Bywa, że nie zdarza się to nawet leśnikom. Częściej to ludzie są dyskretnie obserwowani przez te zwierzęta niż na odwrót. Lecz w świecie przyrody zdarzają się też wyjątki. W lutym tego roku, około pięciu, sześciu wilczych osobników, dostrzegli mieszkańcy Ozorowic, miejscowości w gminie Wisznia Mała.
Wilki fascynują wielu, zarówno wyspecjalizowanych biologów jak i zwykłych miłośników przyrody.
- To dobra wiadomość, bo to oznacza, że przyroda coraz bardziej się odradza - tak sądzi Joanna, mieszkanka gminy Wisznia Mała w kontekście dostrzeżonych wilków.
Okoliczności zdarzenia przybliża Marian Sasinowski, sołtys Ozorowic:
- Początkiem lutego, sąsiadka wspomniała mi, że jej pies dziwnie się zachowuje. Jest nienaturalnie zaniepokojony, nieufny. Zresztą mój bokser też był poruszony, przykładowo nie chciał jeść z ręki. A jeszcze u innej sąsiadki spod lasu, pies wył nocami, co praktycznie wcześniej mu się nie zdarzało. Te przypadki dały mi do myślenia.
Włodarz wioski po potwierdzonej obserwacji nie pozostał obojętny. Na oficjalnej, internetowej stronie wioski oraz na profilu znanego serwisu społecznościowego, zaapelował do mieszkańców o wzmożoną czujność. Czy takie działania prewencyjne w kontekście spotkań z wilkami są konieczne?
Te wątpliwości rozwiewa dr Wojciech Śmietana, badacz dużych drapieżników z kilkudziesięcioletnim doświadczeniem, były pracownik Polskiej Akademii Nauk. Zaś w latach 2017-2020 główny koordynator monitoringu wilka w Polsce, prowadzonej w ramach Państwowego Monitoringu Środowiskowego. Obecnie prezes „Fundacji Przyroda i Nauka”.
- Wilka podobnie jak dużego psa bez opieki, należy traktować jako zwierzę potencjalnie niebezpieczne. Jeżeli oddala się na widok człowieka, nie ma powodu do niepokoju. Dodam, że zazwyczaj czyni tak niemal każdy wilk - wyjaśnia dr Wojciech Śmietana - we wszystkich możliwych okolicznościach spotkania. Natomiast jeśli zwierzę nie przejawia strachu i nie ucieka, widząc człowieka z niedużej odległości, wówczas sytuacja wymaga większej czujności. Takie zachowanie może przejawiać, że wilk ranny, chory czy też ośmielony na przykład przez wcześniejsze dokarmianie przez człowieka.
Co zrobić w takiej sytuacji?
- Nie należy uciekać, bo to może sprowokować go do pogoni. Trzeba przepłoszyć go krzykiem, klaskaniem w dłonie. A jeśli to nie pomoże, rzucić w jego stronę na przykład kijem i powoli się wycofywać nie tracąc wilka z pola widzenia - sugeruje biolog.
Po spotkaniu z niepłochliwym osobnikiem powinno się też jak najszybciej powiadomić Regionalną Dyrekcję Ochrony Środowiska. Podczas spacerów z psem w lesie, nie należy go spuszczać ze smyczy.
- Psy prawie zawsze pierwsze biegną do wilków. I wtedy wystawiają się na atak – precyzuje badacz i dodaje: - Wilki zabijają psy bo traktują je jako konkurentów. Ale zdarza się, że widzą w nich potencjalną ofiarę czyli źródło pożywienia. Więc warto zadbać o swoje czworonogi także w miejscach zamieszkania. Nie pozostawiać ich bez opieki, poza domem, ogrodzoną posesją czy kojcem.
Przykładem wilka ośmielonego przez ludzi jest Miłek, niespełna dwuletni samiec. Obecnie przebywa na wybiegu we wrocławskim zoo. Został odłowiony jako paromiesięczny szczeniak w okolicach Milicza. Do tej miejscowości zresztą nawiązuje jego imię. Nie miał właściwego dystansu do człowieka, wychudzony trzymał się blisko ludzkich siedzib, poszukując pożywienia. Historię Miłka, przybliża Weronika Łysek, rzeczniczka prasowa zoo we Wrocławiu:
- Najprawdopodobniej był dokarmiany przez ludzi. Niewykluczone również, że przez jakiś czas znajdował się w ich rękach. Stąd też zapadła decyzja o jego odłowieniu. Fundacja „Mysikrólik”, która wykonała to zadanie, pierwotnie planowała przywrócenie wilka do życia w naturze. Niestety okazało się, że nie będzie to możliwe ze względu na zachowanie zwierzęcia, które nie uległo zmianie. Stowarzyszenie dla Natury „Wilk”, poprosiło więc wrocławskie zoo o możliwość adopcji młodego wilka. Obecnie przebywa on z dwiema starszymi wilczycami, Luną i Auris - opowiada.
- Obserwując Miłka przez grubą szybę, oddzielającą wybieg od części dla zwiedzających, widać wyraźnie, że zwierzę utrzymuje kontakt z ludźmi, bliżej i dłużej niż jego pozostałe towarzyszki. Nie sprawia wrażenia płochliwego, nie kryje się zbyt często za krzakami na wybiegu. Reaguje też na swoje imię. Na opiekunów wilczego wybiegu, momentami reaguje radośnie niczym szczeniak. Nie ucieka, do tej pory chyba kojarzy człowieka z dostarczaniem pożywienia - dodaje Weronika Łysek.
Warto dodać, że opiekunowie wilków w zoo nie mają z nimi fizycznych kontaktów. Miłek po prostu zna człowieka z wcześniejszego życia na wolności. Jego niedostosowanie do natury, spowodowane ludzką bezmyślnością, odebrało mu swobodę.
Honorata Majda, mieszkanka Kaszyc Wielkich, miejscowości w powiecie trzebnickim, utrzymuje się z hodowli kóz. Jej stado jest niemałe, liczy sobie sto sztuk.
- W naszej wiosce mieliśmy problem z wilkami w ubiegłym roku. Przez dwa, trzy miesiące, prawie codziennie podchodziły od strony pól pod gospodarstwa i domy – wspomina Pani Honorata – niektórzy ludzie obawiali się nawet wychodzić na zewnątrz. Chociaż ja nigdy nie spotkałam wilka bezpośrednio.
Hodowczyni kóz za taki stan rzeczy obwinia między innymi niewłaściwe podejście do tworzenia naturalnych kompostowników.
- Niewykluczone, że oprócz odpadków roślinnych lądują w nich także resztki jedzenia ze stołów, co może niestety skutecznie przyciągać wilki – dodaje.
W Kaszycach Wielkich ze względu na bliskość drapieżników funkcjonuje strefa ograniczonego wypuszczania zwierząt gospodarskich na pastwiska. Honorata Majda też obawia się niebezpieczeństwa ataku swoich kóz ze strony wilków. Szczególnie łatwą i bezbronną zdobyczą są dla nich młode po wykotach, wyjaśnia hodowczyni.
Czy istnieją więc skuteczne metody ochrony kóz czy owiec przed wilkami? Według dr Wojciecha Śmietany są trzy skuteczne sposoby:
– Najważniejsze to zamykanie zwierząt na noc w bezpiecznych pomieszczeniach gospodarczych. Z kolei w ciągu dnia na pastwiskach powinny być stosowane łącznie odpowiednie ogrodzenia siatkowe lub elektryczne oraz pasterskie psy stróżujące – podsumowuje naukowiec, który dwadzieścia lat temu wydał swój poradnik na temat „Wychowania i szkolenia owczarka podhalańskiego”. Według niego taki pies aby był skuteczny w ochronie przed wilkami, od ósmego tygodnia życia, powinien przebywać wyłącznie pośród stada zwierząt gospodarskich. Chodzi o to aby szczeniak z czasem poczuł się członkiem stada i jednocześnie był w pełni przez nie akceptowany. Kontakt ze strony właściciela musi być w tym czasie ograniczony do niezbędnego minimum, co oczywiście nie wyklucza kontroli i panowania nad zachowaniem psa. Niemniej nie ma mowy o żadnym bawieniu się czy zabieraniu go do domu – wyjaśnia dr Śmietana. Taka socjalizacja ze stadem trwa do szesnastego tygodnia życia psa. Jeśli zostanie wytworzona silna więź emocjonalna między psem a zwierzętami hodowlanymi, będzie mógł on w przyszłości, skutecznie bronić swojego stada przed wilkami.
Właścicielka kóz z Kaszyc Wielkich także zagania swoje zwierzęta na noc pod dach. W dzień na pastwisku zawsze ma je na oku. Lecz sama przyznaje, że zwykły tak zwany elektryczny „pastuch” nie zawsze zdaje egzamin, gdyż same kozy potrafią go czasem sforsować i przejść na drugą stronę.
- Ogólnie przydałaby się jakaś rządowa dotacja na budowę chociażby takich, właściwych ogrodzeń, bo na dużym pastwisku takie przedsięwzięcie to nie jest tania sprawa. Pomoc finansowa przy pozyskaniu psa pasterskiego także byłaby potrzebna – dodaje Honorata Majda.
Biolog dr Wojciech Śmietana twierdzi, że obecnie nie ma żadnej programowej pomocy finansowej dla hodowców zwierząt. Lecz zdarza się, niektóre Regionalne Dyrekcje Ochrony Środowiska uruchamiają cyklicznie pomoc w tym zakresie.
- Ważne jest aby lokalni hodowcy zrzeszali się i wspólnie walczyli o takie dotacje – sugeruje naukowiec.
Karolina Motyka, rzeczniczka prasowa Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska we Wrocławiu, potwierdza te prewencyjne procedury.
- Tak, realizujemy podobne działania. W 2026 roku mamy zaplanowane środki w kwocie 140 tysięcy złotych na zakup zabezpieczeń typu fladry oraz elektrycznych ogrodzeń.
Szkoda tylko, że w zakresie ochrony przed wilkami, Ministerstwo Rolnictwa przez ostatnich kilka lat, nie sięgnęło po unijne fundusze w ramach Wspólnej Polityki Rolnej. A korzysta z nich wiele krajów członkowskich Europy zachodniej, południowej i środkowej. Wracając do ewentualnej refundacji kosztów nabycia psów, dr Wojciech Śmietana podaje przykład z przeszłości:
- Na przełomie lat 1998 i 2006, pozyskiwałem granty na zakup psów pasterskich na Podhalu. Przekazałem hodowcom łącznie około czterdzieści szczeniaków. Niestety, pomimo moich zaleceń w ramach właściwego przygotowania psów do pracy ze stadami zwierząt, tylko jedna trzecia z nich została prawidłowo wychowana przez gospodarzy. Reszta pilnowała, lecz nie kóz czy owiec ale właścicieli w domach – wspomina z lekkim śmiechem.
Do tej pory w wielu miejscach w Europie, znanych z tradycyjnego wypasu zwierząt jak chociażby Karpaty ukraińskie, rumuńskie czy też Bałkany, nadzór nad zwierzętami wciąż osobiście sprawuje pasterz wraz z psami. Co oprócz skuteczności w zapewnieniu bezpieczeństwa, nadaje również aspektu kulturowego, wspomnianym miejscom.
Złotówek, miejscowość powiatu trzebnickiego, położona jest praktycznie w środku rozległego lasu. Funkcjonuje tam również Leśny Zakład Doświadczalny, będący placówką Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu. W ośrodku znajdują schronienie poszkodowane, dzikie zwierzęta, które nie mogą powrócić do natury. Kierownik ośrodka, Krzysztof Hulewicz jest również myśliwym z wieloletnim doświadczeniem, zrzeszonym w Polskim Związku Łowieckim. Lecz nie podchodzi do wilczego tematu w radykalny sposób:
- To bardzo inteligentne, fascynujące zwierzęta. Owszem, widujemy je na naszym terenie. Ale nie ma ich na tyle aby moim zdaniem, była potrzeba ich planowego odstrzału. Są jednak takie tereny w Polsce gdzie rzeczywiście jest ich chyba zbyt dużo i tam powinna nastąpić ich redukcja - mówi.
Z kolei według dr Wojciecha Śmietany takie działanie mogłoby przynieść więcej szkody niż pożytku zarówno dla zwykłych mieszkańców jak i hodowców zwierząt:
- Ewentualne polowania doprowadzałyby do osierocenia szczeniąt czyli osobników w pierwszym roku życia. Zaś w dalszej konsekwencji do rozbicia poszczególnych wilczych grup rodzinnych. W efekcie zdane wyłącznie na siebie, pojedyncze, młode, niedoświadczone wilki mogłyby jeszcze częściej poszukiwać łatwego pożywienia, bliżej człowieka czy też pośród stad zwierząt hodowlanych – wyjaśnia naukowiec.
Jak widać po tym ewentualnym scenariuszu, w świecie przyrody nic nie jest takie do końca oczywiste. Wilki padają też ofiarami kłusowników oraz kolizji z pojazdami. Według badań Instytutu Biologii Ssaków PAN, Uniwersytetu Warszawskiego oraz Stowarzyszenia dla Natury „Wilk”, corocznie z powodu nielegalnych odstrzałów w Polsce, ginie aż trzydzieści trzy procent wilków.
Niestety, niełatwo pogodzić jest społeczne interesy i naturę. Krzysztof Hulewicz twierdzi, że wilki także pośrednio przyczyniają się do szkód rolniczych w uprawach na przykład kukurydzy. Co z kolei obciąża budżety kół łowieckich, zobowiązanych prawnie do wypłaty odszkodowań plantatorom – wilki często przeganiają zwierzynę płową i dziki na pola uprawne. Te z kolei znajdują w nich schronienie, niszcząc je tym samym. Skutkiem tego, zarządcy lub dzierżawcy obwodów łowieckich zmuszeni są do stuprocentowych wypłat na poczet strat – wyjaśnia myśliwy. Według niego w lasach powiatu trzebnickiego, występowało też do tej pory niemałe pogłowie danieli. Niestety zostało mocno przetrzebione przez wilki. A powodem tego jest ich bardziej widoczne umaszczenie, wrodzona ciekawość, dłuższa aktywność w ciągu dnia, oraz fakt, że są wolniejsze od jeleni.
Szacunkowe dane Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska we Wrocławiu, wskazują na jedną lub dwie wilcze rodziny na terenie powiatu trzebnickiego. Liczebność zwierząt w jednej grupie może wahać się pomiędzy pięcioma a dziesięcioma osobnikami. Sporadycznie może ich być nawet kilkanaście. Należy też brać pod uwagę, że drapieżniki w ciągu doby mogą przemieszczać się na dystansie nawet kilkudziesięciu kilometrów.
- Chyba nie mam szczęścia. Przez dwadzieścia siedem lat pracy nigdy nie spotkałem się z wilkiem – twierdzi Marcin Lipiecki, zastępca nadleśniczego nadleśnictwa Oborniki Śląskie. W podobnym tonie wypowiada się dr Śmietana:
- Za wyjątkiem wilków, które odłowiłem i wyposażyłem w obroże telemetryczne a następnie śledziłem w terenie, to spotykam je bardzo rzadko, może dwa, trzy razy w ciągu roku.
Honorata Majda dzięki swojemu dziadkowi gajowemu, odziedziczyła pasję do lasu. Kobieta pomimo troski o swoje stado kóz, nie przejawia wrogości do wilków:
- Nie jestem za ich odstrzałem. Jako ludzie powinniśmy się dostosować i nauczyć żyć pośród nich. Dajmy szansę przyrodzie, wcale nie mamy pierwszeństwa w jej funkcjonowaniu – dodaje Pani Honorata.
Może warto więc spojrzeć na to inteligentne i fascynujące zwierzę w ludzki sposób? Wszyscy bowiem jesteśmy częścią jednej, wielkiej symbiozy.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze