Prokuratura wszczęła kolejne śledztwo związane ze sprawą molestowania i przemocy w Szpitalu im. św. Jadwigi Śląskiej w Trzebnicy. Tym razem nie dotyczy ono samych zdarzeń na oddziale rehabilitacji, lecz internetowych ataków wymierzonych w kobiety, które zdecydowały się o nich mówić.
Śledczy badają wpisy publikowane w mediach społecznościowych po ujawnieniu przez Nową Gazetę Trzebnicką i „Gazetę Wyborczą”, bulwersującej sprawy związanej z molestowaniem kobiet w trzebnickim szpitalu. W ocenie prokuratury mogło dojść do zniesławienia, ujawniania danych pozwalających na identyfikację pokrzywdzonych oraz przekazywania informacji ze śledztwa bez zgody prokuratora.
Z wpisów, które znalazły się w zainteresowaniu śledczych, wynika, że ich autor lub autorka przypisywała kobietom zachowania mające rzekomo świadczyć o ich współodpowiedzialności za to, co działo się w szpitalu. Padały sugestie o „uwodzeniu”, „prowokowaniu” czy „przytulaniu się” do byłego pracownika placówki. Dokładnie te same narracje, które wcześniej pojawiały się w wypowiedziach Sebastiana D. oraz części jego przełożonych.
Według naszych ustaleń, obraźliwe i oszczercze komentarze publikowano z konta działającego pod nazwą „Anna Leśna”, które później zmieniło nazwę na „Jerzy Marian Podgórki”. Komentarze zamieszczano na naszej facebookowej stronie, pod artykułem. Wpisy zawierały m.in. informacje umożliwiające identyfikację jednej z pokrzywdzonych kobiet, podawano inicjały, fakty z życia zawodowego, a nawet sugerowano łamanie prawa.
Niedawno profil został usunięty, jednak sprawa nie zakończyła się na kasowaniu wpisów. Prokuratura korespondowała z właścicielem serwisu Facebook, a 7 stycznia 2026 roku formalnie wszczęto śledztwo w sprawie zniesławienia oraz nieuprawnionego ujawniania informacji z postępowania przygotowawczego. Za takie czyny grozi do dwóch lat pozbawienia wolności. Możliwe, że śledczym udało się zidentyfikować osobę i komputer z którego zamieszczono szkalujące komentarze.
Dla kobiet z trzebnickiego szpitala to kolejny rozdział tej samej historii. Jak opisywaliśmy wcześniej, po złożeniu zawiadomień i ujawnieniu sprawy część z nich spotkała się z degradacją zawodową, nasilonymi kontrolami, problemami z urlopami, a nawet zwolnieniami z pracy. Dwie z poszkodowanych dochodzą dziś swoich praw w sądzie pracy.
Teraz, jak wynika z ustaleń śledczych, presja miała przenieść się do internetu.
Postępowanie dotyczące hejtu toczy się niezależnie od głównej sprawy karnej przeciwko Sebastianowi D. Oznacza to, że organy ścigania badają już nie tylko same zarzuty przemocy i molestowania, ale również to, w jaki sposób po ich ujawnieniu próbowano podważać wiarygodność pokrzywdzonych.
Dla wielu kobiet z trzebnickiego szpitala to ważny sygnał: granica odpowiedzialności nie kończy się na murach placówki ani na sali sądowej.
Jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś koniecznie zainstaluj naszą aplikację, która dostępna jest na telefony z systemem Android i iOS.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze