Sesja Rady Miejskiej w Trzebnicy, która odbyła się 19 stycznia, była jedną z bardziej burzliwych w ostatnich miesiącach. Radni opozycji zarzucali burmistrzowi Markowi Długozimie mijanie się z prawdą i brak konsekwencji w działaniach. W centrum dyskusji znalazły się dwie sprawy: likwidacja Szkoły Podstawowej w Masłowie oraz plan sprzedaży terenów rekreacyjnych przy ul. Czereśniowej w Trzebnicy.
Burmistrz od lat opatruje swoje inwestycje hasłem: „Bo liczą się czyny, a nie słowa”. Ostatnie miesiące pokazują jednak, że w Trzebnicy obowiązuje dziś zupełnie inna zasada: "liczą się słowa, a nie czyny". Każda z omawianych na sesji spraw była tego kolejnym przykładem.
Jeszcze kilka miesięcy temu burmistrz zapewniał radnych i mieszkańców Masłowa, że tamtejsza szkoła podstawowa nie zostanie zlikwidowana. W tym samym czasie z budżetu gminy wydawano pieniądze na remonty: łazienek, pokoju nauczycielskiego oraz dachu. W listopadzie burmistrz informował, że podpisał umowę na wykonanie projektu termomodernizacji budynku, wartego około 130 tys. zł.
Podczas spotkań z mieszkańcami Masłowa włodarz deklarował, że szkoła zostanie zachowana, choć możliwe będzie jej funkcjonowanie w ograniczonym zakresie. Na jednej z sesji radni usłyszeli, że od 2027 roku placówka miałaby prowadzić klasy I-III, a jednocześnie rozwijać oddziały przedszkolne. Wówczas radny Paweł Wolski pytał, czy ma to sens, skoro koszty utrzymania budynku są wysokie, a demografia nie sprzyja szkole. Burmistrz przekonywał jednak, że szkoła jest centrum życia społecznego Masłowa i jej przyszłość nie jest zagrożona.
Druga sprawa dotyczyła planu sprzedaży około 2,5 ha działek przy ul. Czereśniowej w Trzebnicy. Na tym terenie znajduje się boisko piłkarskie, ścianka wspinaczkowa oraz przeniesiony niedawno plac zabaw. Radni przypominali, że przeniesienie placu kosztowało około 240 tys. zł i było konieczne po wcześniejszej sprzedaży innej działki.
Mieszkańcom obiecywano, że teren przy Czereśniowej będzie strefą rekreacyjną: miał powstać wodny plac zabaw, tor wrotkarski, a infrastruktura sportowa miała być rozwijana. Tymczasem zlikwidowano boisko do siatkówki, a teraz całość ma trafić na sprzedaż.
Burmistrz przekonywał, że boiska i urządzenia zostaną przeniesione w inne miejsce. Radni pytali jednak wprost, po co gmina najpierw wydaje pieniądze na budowę i przenoszenie infrastruktury, a następnie planuje kolejne koszty związane z jej relokacją. Padały pytania, czy w przyszłości na sprzedanym terenie nie powstaną bloki lub supermarkety.
Radny Sławomir Ćwikła zapytał wprost, czy burmistrz może zagwarantować, że po sprzedaży nie dojdzie do zmiany planu zagospodarowania. Takiej deklaracji burmistrz nie złożył, tłumacząc, że nowy właściciel zawsze może wystąpić o zmianę planu, a to rada ostatecznie decyduje o takich zmianach. Ale opozycja zauważyła, że przecież burmistrz ma w radzie większość i jego radni głosują pod jego dyktando.
- Trudno nie oprzeć się wrażeniu, że i tym razem potencjalni nabywcy “kupują kota w worku”, bo z odpowiedzi włodarza wynika, że po sprzedaży wszystko może się zdarzyć - mówili nam po sesji radni opozycji.
Na sesji wspomniano, że mieszkańcy okolicznych terenów, poprosili radnego Krzysztofa Śmiertkę o pomoc w przygotowaniu petycji do burmistrza. Mieszkańcy już zbierają podpisy, bo nie chcą, aby gmina sprzedawała teren. Tymczasem Długozima przyznał, że nie wie czy będą chętni do kupienia tej działki, ale gmina potrzebuje pieniędzy, bo realizuje wiele inwestycji. Jednak gdy spojrzymy na budżet, to nie ma ich tak dużo.
Pod koniec sesji rada zajęła się skargą na burmistrza związaną z petycją dotyczącą wykluczenia komunikacyjnego. 4 września radna Grażyna Madalińska złożyła petycję, w której domagała się podjęcia działań na rzecz uruchomienia kursów autobusowych do Skarszyna, Boleścina i Piersna we współpracy z gminą Długołęka. Pod dokumentem podpisały się 352 osoby.
Zgodnie z ustawą burmistrz miał 90 dni na rozpatrzenie petycji, a w przypadku podjęcia działań, 30 dni na poinformowanie wnioskodawców. Tymczasem, jak ujawniono na komisji skarg, petycja została przekazana do biura rady. Do dziś nie wiadomo, kto podjął taką decyzję, ponieważ gmina odmówiła wskazania osoby odpowiedzialnej.
15 września przewodniczący rady Mateusz Stanisz wystąpił do burmistrza o zajęcie stanowiska. Przez kolejne tygodnie nic się nie działo. Dopiero 4 grudnia gdy radna Madalińska złożyła skargę na bezczynność burmistrza, sprawą ponownie się zajęto. 15 grudnia, a więc po ponad 3 miesiącach, burmistrz pisemnie ustosunkował się do petycji. Radna nie została jednak poinformowana, że jej petycja została wcześniej przekazana do biura rady, co, jak wskazywał radny Ćwikła, jest sprzeczne z ustawą.
Opinia komisji skarg, w której większość mają radni burmistrza, była, zdaniem opozycji, wewnętrznie sprzeczna. Radny Mateusz Kempa stwierdził, że skarga jest częściowo zasadna, bo burmistrz powinien podejmować działania w sprawie komunikacji, ale jednocześnie częściowo niezasadna, ponieważ Skarszyn, Boleścin i Piersno nie są wykluczone komunikacyjnie.
Po komisji jeden z radnych tak skomentował sprawę. - Proszę sobie wyobrazić, że do burmistrza przychodzi mieszkaniec i mówi, że jest głodny. A ten mu odpowiada: "Nie, nie jesteś głodny, bo wczoraj jadłeś". To taki sam absurd, jaki na komisji wygłosił Kempa.
Na sesji i komisji opozycja pytała wprost: skoro, według komisji, nie ma wykluczenia, to po co burmistrz ma podejmować jakiekolwiek działania? Odpowiedzi nie poznali.
Tymczasem radna Madalińska przypomniała, że po nowym przetargu na komunikację liczba kursów jeszcze się zmniejszyła. Mieszkaniec, który przyjedzie do Trzebnicy około godz. 8.00, może wrócić do swojej miejscowości dopiero około 16.00.
Skarga została odrzucona głosami większości. Argumenty opozycji na nic się zdały, bo “maszynka do głosowania”, jak mówi o radnych burmistrza opozycja i tym razem zadziałała. Los samej petycji pozostał niejasny, także dlatego, że podczas głosowania nie wszyscy radni mieli świadomość, za czym dokładnie głosują.
Jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś koniecznie zainstaluj naszą aplikację, która dostępna jest na telefony z systemem Android i iOS.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Najpierw były donosy i kary dla gminy a teraz udawanie, że nie wiadomo dlaczego burmistrz działki sprzedaje. Przecież musi te kary z inicjatywy donosicieli nałożone na gminę.
Twoj komentarz jest tak samo mądry jak twój nick. Gdybyś nie wiedział kary finansowe nałożone na gminę są spowodowane tym,że burmistrz nie wywiązał sie z umowy, która zawarł z KOWRem przy przekazaniu terenu. Miał 5 lat na wybudowanie budynków użyteczności publicznej, zamiast tego w ostatniej chwili zrobione zostały boiska i plac zabaw. KOWR sie upomniał o swoje. My za to płacimy, jako podatnicy a burmistrz nadal dysponuje środkami gminy jak swoim prywatnym folwarkiem, a tacy jak ty tylko mu klaszczą. Teraz ten teren sprzedaje deweloperom zamiast spełniać obietnice wyborcze! Zainteresuj sie trochę człowieku sytuacją zanim napiszesz coś w internecie.
Najpierw trzeba cokolwiek wiedzieć w temacie, a dopiero później pisać, a najlepiej nie pisać.
Pierwszy komentator i jego komentarz to wyraz rozpaczy i bezsilności. Brak logiki i zrozumienia.
Najpierw były donosy i kary dla gminy a teraz udawanie, że nie wiadomo dlaczego burmistrz działki sprzedaje. Przecież musi te kary z inicjatywy donosicieli nałożone na gminę.
Twoj komentarz jest tak samo mądry jak twój nick. Gdybyś nie wiedział kary finansowe nałożone na gminę są spowodowane tym,że burmistrz nie wywiązał sie z umowy, która zawarł z KOWRem przy przekazaniu terenu. Miał 5 lat na wybudowanie budynków użyteczności publicznej, zamiast tego w ostatniej chwili zrobione zostały boiska i plac zabaw. KOWR sie upomniał o swoje. My za to płacimy, jako podatnicy a burmistrz nadal dysponuje środkami gminy jak swoim prywatnym folwarkiem, a tacy jak ty tylko mu klaszczą. Teraz ten teren sprzedaje deweloperom zamiast spełniać obietnice wyborcze! Zainteresuj sie trochę człowieku sytuacją zanim napiszesz coś w internecie.
Najpierw trzeba cokolwiek wiedzieć w temacie, a dopiero później pisać, a najlepiej nie pisać.