Reklama

Sprawa Adama S. ponownie na wokandzie

15/05/2012 09:24
Przypomnijmy, że sprawa wiceburmistrza ciągnie się już od stycznia 2011 roku. Wtedy to Adam S. został zatrzymany przez policję. Badanie alkomatem wykazało, że jest w stanie nietrzeźwości. Policjanci zatrzymali mu prawo jazdy, a sprawa trafiła do sądu. W maju ubiegłego roku, decyzją trzebnickiego sądu Adam S., wiceburmistrz Obornik Śl. został uznany za winnego zarzucanych mu czynów. Wyrok nie był jednak prawomocny, a oskarżony odwołał się do Sądu Okręgowego we Wrocławiu. Po zapoznaniu się z aktami sprawy oraz argumentacją obrony S. sprawa trafiła do ponownego rozpatrzenia do sądu niższej instancji. Minęło prawie 1,5 roku, a w sprawie Adama S. w dalszym ciągu nie zapadł prawomocny wyrok.

W miniony wtorek rozpoczął się ponowny proces. Na rozprawie stawił się oskarżony oraz powołani świadkowie. Jeszcze przed rozpoczęciem procesu oskarżony wraz z obrońcami zwrócili się do sędziego o wyłączenie jawności procesu. Nie chcieli obecności na sali rozpraw dziennikarza NOWej gazety trzebnickiej, argumentując to nierzetelnością i brakiem profesjonalizmu ze strony gazety. Sędzia nie przychylił się do wniosku, twierdząc, że oskarżony z racji pełnienia funkcji społecznej jest osobą publiczną. - Media charakteryzują się różnym stopniem profesjonalności, co nie może stanowić przesłanki do wyłączenia jawności - argumentował sędzia Marek Dębski.

Działał w stresie


Na początku rozprawy sędzia odczytał treść zeznań, jakie oskarżony złożył po zatrzymaniu na obornickim komisariacie. Zeznał wówczas, że znajdował się pod wpływem alkoholu. Na spotkaniu w Żmigrodzie, gdzie przebywał tamtego wieczoru wypił dwa piwa i dwa kieliszki wódki, a na spotkanie zawiózł go i odwiózł syn. Po powrocie do domu dobrze się czuł, zbadał własnym alkomatem, postanowił pojechać do Golędzinowa i sprawdzić, o której następnego dnia otwierają zakład wulkanizacyjny. Składając zeznania na komisariacie wiceburmistrz przyznał się do zarzucanych mu czynów.

Podczas wtorkowej rozprawy oskarżony zeznał, że złożone wówczas oświadczenia podtrzymuje tylko częściowo: - Nie podtrzymuję tego przyznania się, działałem w stresie. To co opisywałem zgadza się w ogólnym zakresie, uczestniczyłem w spotkaniu, na które zawiózł mnie i odebrał syn.

Wiceburmistrz odmówił składania zeznań przed sądem, tłumacząc, że we wcześniejszych rozprawach sędzia nie uwzględnił zeznań świadków, które miały kluczowe zeznanie dla sprawy. Adam S. dodał również, że nie podtrzymuje zeznań złożonych na posterunku, w miejscu, gdzie pojawiają się "osoby trzecie", tj. funkcjonariusze policji. Mówił, że składając wtedy wyjaśnienia działał w stresie.

[tresc_platna zacheta="Co jeszcze zeznał oskarżony w sądzie?"]Według opisu zdarzeń przedstawionych przez oskarżonego policjanci nie działali uczciwie: po pierwsze, po zbadaniu alkomatem i po odwiezieniu na komendę Adam S. podszedł do dyżurnego, chcąc dowiedzieć się jakie dalsze kroki powinien podjąć. Właśnie tam miał rzekomo dowiedzieć się, od dyżurnego, żeby poddał się dobrowolnie karze. Oskarżony zapytał co to oznacza, i w odpowiedzi usłyszał, żeby wpłacił sumę w wys. 1000-1500 zł i poddał się karze, a w zamian funkcjonariusze nie będą nagłaśniać sprawy. Ponadto Adam S. ma wątpliwości co do samego badania alkomatem, który bez przerwy się zacinał; nie zmieniano mu ustnika w trakcie kolejnych badań, a przecież ten ustnik mógł być przez kogoś wcześniej używany. Oskarżony zeznał, że nie widział pomiarów, ponieważ policjant swoim ciałem zasłaniał alkomat oraz, że był "przymuszany do dziwnego dmuchania", a przecież "dmuchanie (w alkomat - przyp.red.) dla mężczyzny nie jest problemem" - mówił oskarżony. Wiceburmistrz zeznał, że zbyt długo przebywał w radiowozie (ok. godzinę), przez co wynik na alkomacie mógł być podwyższony. Ponadto według wyjaśnień, policjant wychodził do komendy, żeby wymienić baterie w alkomacie : - To jest niedopuszczalne i dlatego dzisiejsza wiedza nie pozwala mi zaakceptować złożonego wówczas oświadczenia - mówił oskarżony. Alkomat ze Świebodzkiego Oskarżony zapytany o alkohol, który wówczas wypił na spotkaniu, dziś odpowiada, że nie jest przekonany o tym czy wypił dwa piwa. Dokładnie to był dwie szklanki piwa, o pojemności nie mniejszej niż 0,4 ml, które nie były nalane do pełna, natomiast na "rozchodniaczka" gospodarz imprezy poczęstował gościa wódką "chyba cytrynówką". Już po przyjeździe do domu oskarżony chciał pojechać i sprawdzić godziny otwarcia zakładu wulkanizacyjnego, ponieważ na następny dzień miał zaplanowanych dużo pilnych spraw, a z kół schodził mu gaz. Sprawdził trzeźwość własnym alkomatem i pojechał. Miasto było puste, było kilkanaście minut po północy, a po 3-4 minutach zatrzymała go policja. Prokurator Jerzy Prędota zapytał oskarżonego od kiedy posiadał alkomat oraz kiedy go nabył: - W listopadzie lub grudniu 2010 r. i nadal posiadam to urządzenie. Alkomat nabył w punkcie sprzedaży na Dworcu Świebodzkim, kosztował ok 200 złotych. Urządzenie wg słów oskarżonego było nowe, "ma unijne znaczki i pokazuje dokładny wydruk, bo to nie jest urządzenie za 5 złotych". Niemiecka uczta Podczas procesu zeznawali świadkowie powołani przez oskarżonego. We wtorek zeznania złożyli: Robert Korytkowski i Robert Byrski, uczestnicy spotkania w Żmigrodzie, na którym oskarżony pił alkohol. Panowie zeznali, że oskarżony spożył niewielkie ilości alkoholu. Robert Korytkowski, jako abstynent - jak sam przyznał przed sądem - nie zwracał uwagi na to, co pili pozostali uczestnicy. Jednak spotkanie było sytą ucztą, ponieważ na stole pojawiły się ciężkie potrawy, jak golonki oraz inne lekkie dania, które spożywał Korytkowski. Świadek widział, jak panowie Byrski i S. do golonki spożywają jedno piwo, nalane do małych butelek. Robert Byrski, gospodarz, u którego spotkali się panowie dodał, że to było małe niemieckie piwo o poj. 0,33 ml, natomiast "na rozchodniaczka" razem z Adamem S. wypili słabą nalewkę żony, którą nalali do kieliszków o pojemności... 5 ml. Obaj świadkowie zeznali, że na spotkanie oskarżonego przywiózł i odebrał syn, który przez pewien czas przebywał w domu Byrskiego. Po spotkaniu Adam S. odjechał do domu, siedząc po stronie pasażera; świadkowie nie pamiętali jakim samochodem odjechał oskarżony, ani nie rozmawiali z nim o całej sprawie już po zatrzymaniu. W trakcie procesu zeznawał też policjant Paweł Karcz, który raz jeszcze opisał przebieg zatrzymania oskarżonego: kontrolowali rutynowo drogę w kierunku Wrocławia, chcieli sprawdzić nadjeżdżający pojazd, jednak kierowca mimo wyraźnych znaków, dawanych latarką z czerwoną nakładką, nie zatrzymał się. Pojechali za nim i zatrzymali pojazd po przejechaniu ok. 1 kilometra. Rutynowo zbadali trzeźwość kierowcy. Oskarżony utrudniał badanie: albo za krótko dmuchał w ustnik, albo nie wypuszczał powietrza. - Z tym urządzeniem nie mieliśmy wcześniej problemów, nawet gdyby były problemy, to proceduralnie musielibyśmy zgłosić to do komendy wojewódzkiej - mówił policjant. Karcz nie pamięta, by kiedyś były problemy z baterią zasilającą urządzenie. Emocje na koniec Rozprawa trwała długo, bo 5 godzin. W tym czasie swoje zeznania zdążyło złożyć zaledwie trzech świadków. Samo przesłuchanie funkcjonariusza trwało blisko dwie godziny i jeszcze nie zostało zakończone. W tym czasie obrońca Adama S. wnikliwie pytał policjanta, m.in. o działanie alkomatu, sposób wykonywania badania stanu trzeźwości oraz o wyniki pomiarów. W pewnym momencie prokurator zaapelował, by pytania odrzucić, dodając, że nie są one w żaden sposób związane ze sprawą, a dodatkowo są "kretyńskie i idiotyczne". Sędzia nie przychylił się do wniosku prokuratora. Po wyczerpaniu pytań ze strony sędziego i obrońców do policjanta zwrócił się oskarżony Adam S. - Czy ja uciekałem? - zapytał funkcjonariusza oskarżony - Nigdzie nie stwierdziłem, że pan uciekał - odpowiedział funkcjonariusz - Dlaczego pan stwierdził, że ja przyspieszyłem? - pytał nadal Adam S. - Stwierdziłem, że samochód przyspieszył, na podstawie obserwacji samochodu, który się oddalał. Widziałem to po sylwetce samochodu i po spalinach z rury wydechowej - odpowiedział funkcjonariusz. - To bardzo zaskakujące, w jednym z zeznań stwierdził pan, że jechałem ruchem jednostajnie przyspieszonym, a teraz się dowiaduję, że w ciemnej nocy pan widzi samochód, który po 100 m unosi się do góry - skomentował oskarżony. Sąd pouczył oskarżonego, aby nie komentował zeznań świadka, a ponieważ emocje na sali rozpraw zaczynały rosnąc, sędzia zarządził przerwę w rozprawie, wyznaczając termin kolejnego posiedzenia na czerwiec.[/tresc_platna]

 

Aplikacja nowagazeta.pl

Jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś koniecznie zainstaluj naszą aplikację, która dostępna jest na telefony z systemem Android i iOS.


Aplikacja na Androida Aplikacja na IOS

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    otto - niezalogowany 2012-06-07 18:18:11

    I co tam słychować w tej sprawie ??? Znów zamiecione pod dywan ??? Żenadka...

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Iwona - niezalogowany 2012-06-06 20:43:27

    hhhhhhhhhhhhhhhhh

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Neo - niezalogowany 2012-05-30 05:48:02

    Drogi grizzli Z kontekstu twego postu wynika, że chodziło ci o "gadanie" na temat osobnika z szalikiem na głowie ;0) A więc pragnę cię uświadomić, że po polsku powinno być "gadka" a nie jak raczyłeś napisać "GATKA" ;0))))) no chyba że myślałeś o gatkach owego "szalikowca" ;0)))))))))

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo NowaGazeta.pl




Reklama