Reklama

Cukierki i ulotki w szafkach dzieci

05/02/2018 10:05

Bardzo niepokojący sygnał otrzymaliśmy od mamy jednego z przedszkolaków uczęszczającego do żmigrodzkiego przedszkola. Mama znalazła w szafce dziecka ulotkę i cukierka niewiadomego pochodzenia. Skąd materiały reklamowe wzięły się w szafce malucha?


Mama, jednego ze żmigrodzkich przedszkolaków, która prosiła o anonimowość, zawiadomiła nas o zdarzeniu, które bardzo ją zaniepokoiło.




[caption id="attachment_114091" align="alignleft" width="213"] W szafce swojego dziecka mama znalazła cukierka i ulotkę reklamową[/caption]

- Dziś w Publicznym Przedszkolu Zielona Dolina w Żmigrodzie, w szafce dziecka zastałam materiały reklamowe. Nie sądzę, aby miało to związek z projektem edukacyjnym. W związku z tym, moje pytanie jest takie, czy wstęp do budynku ma każda przypadkowa osoba, roznosząca ulotki i może szperać w rzeczach osobistych maluszków, pomimo tego, że drzwi otwierane są po zgłoszeniu przez domofon. Czy ktoś z pracowników powkładał to do szafek, czerpiąc jakieś korzyści lub wspierając kolegę/koleżankę z Kasy Stefczyka. Nie sadzę też, żeby SKOK był sponsorem naszej placówki - twierdzi mama przedszkolaka i dodaje, że do każdego "zestawu" dołączony był cukierek.

Reklama

- Czy jadalny, tego nie wiem. Czy dyrekcji znane jest pochodzenie słodkości - tego chciałabym się dowiedzieć - pyta mama.


Kiedy w ostatni piątek byliśmy w Żmigrodzie, chcieliśmy zapytać o sprawę ulotek i cukierków panią dyrektor. Jak się jednak okazało, w tym dniu nie było jej w pracy, bo miała urlop. Ponieważ był to ostatni dzień ferii zimowych, w przedszkolu (około godz. 14) była już tylko garstka dzieci, nie udało się nam spotkać żadnego rodzica.


Po generalnym remoncie przedszkola, szafki dzieci są tuż przy samym wejściu. Jak to w przedszkolu, nie są zabezpieczone zamkami (jak na przykład w szkołach), bo maluchy miałyby problem, żeby się z nimi sprawnie obchodzić.

Reklama

W ostatni poniedziałek zadzwoniliśmy do przedszkola, aby dowiedzieć się, skąd cukierki i ulotki wzięły się w szafkach. Sylwia Sułek-Balcerzak, dyrektor przedszkola przyznała, że dopiero wróciła do pracy po urlopie i musi wyjaśnić sytuację z pracownikami placówki. Po kilku minutach oddzwoniła jednak sekretarka, która wyjaśniła sprawę.


- Kasa Stefczyka ofiarowała naszemu przedszkolu kartki do kolorowania, które dzieci przygotowały na Dzień Babci i Dziadka. Wystarczyło je pokolorować i podpisać, bo wewnątrz znajdowały się już życzenia - powiedziała nam sekretarka i dodała, że sponsor przekazał też cukierki. Jak mówiła, sekretarka, na pewno nikt nie wkładał ulotek reklamowych do szafek dzieci. Być może była taka sytuacja, że dziecko samo schowało do swojej szafki cukierka, ulotkę lub teczkę, albo też inny gadżet reklamowy. Zapewniono nas, że żadne ulotki nie są wkładane do szafek maluchów, że nikt w nich nie grzebie.

Reklama

Czy faktycznie to dziecko samo poczęstowało się cukierkiem i wzięło ulotkę, którą później, na przykład przed wyjściem na dwór odłożyło do szafki?


KOMENTARZ:


Taka sytuacja może wydawać się błahostką, ale teraz, kiedy słyszymy o wielu niepokojących sytuacjach, nie ma się co dziwić rodzicom, którzy obawiają się o bezpieczeństwo swoich dzieci. Maluchy są ufne i kiedy się je częstuje cukierkiem chętnie go wezmą i zjedzą. Przedszkolaki, nawet te najlepiej wyedukowane bardzo łatwo jest zwieść. Inną sprawą są ulotki, które w wielu placówkach lądują w szafkach dzieci. Kilka lat temu otrzymaliśmy informację o umieszczaniu ulotek w jednej z  placówek oświatowych w Obornikach Śl. Ulotka była zarazem kuponem rabatowym na usługę skierowaną do dzieci. Dzieciom od razu rzuciło się, że napisano na reklamie, że mogą dostać coś za darmo. Fakt, darmowa była usługa za kilka złotych, jednak za pozostałe trzeba było słono zapłacić. Przedszkola, które cierpią na chroniczny brak środków na kredki, kolorowanki i inne materiały, zwykle proszą rodziców o wpłaty na wyprawki lub o przyniesienie z domów niezbędnych przyborów. Kiedy znajduje się sponsor, chętnie korzystają z jego pomocy. I dobrze, bo maluchy mają dzięki temu dodatkowe zajęcie i rozrywkę. Wszystko musi mieć jednak swoje granice, bo czym innymi jest informacja o zajęciach dodatkowych, czy wypożyczalni strojów karnawałowych powieszone na tablicy ogłoszeń, a czym innym ulotka włożona do szafki dziecka.

Reklama



A co Państwo sądzą o tej sytuacji? Zachęcamy do dyskusji


Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    oko w oko z roszczeniowymi rod - niezalogowany 2018-02-21 13:23:41

    święta racja, dzieci są o.k. ale rodzice? tragedia. wyrazy współczucia dla wszystkich nauczycieli

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Zdrowy rozsadek - niezalogowany 2018-02-07 23:33:19

    Rj42 - zgadzam się o co ta cała afera? Matko! Nie chcesz cukierka - wyrzuć, nie chcesz ulotki - wyrzuć. Po kłopocie wy całujcie nauczycielki po stopach, bo jak tak dalej pójdzie to nikt się nie będzie chciał zajmować dziećmi rozwydrzonych i baaaardzo roszczeniowych rodziców. W myśl zasady: „obyś cudze dzieci uczył” - nauczyciele pouciekają i skończą się spacery po sklepach, trzeba będzie się dzieckiem zająć

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Rj42 - niezalogowany 2018-02-07 20:48:04

    Z igły widły, w d się mamusiom przewraca z braku innych zajęć czy zainteresowań

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo NowaGazeta.pl




Reklama