Reklama

Gotówka, fikcyjne faktury i zaginione regały. Ruszył proces lokalnego przedsiębiorcy


W Sądzie Rejonowym w Trzebnicy rozpoczął się proces lokalnego przedsiębiorcy, który jest oskarżony o pomoc, w wyprowadzaniu publicznych pieniędzy, przez skazane urzędniczki. To pokłosie głośnej sprawy. Pikanterii dodaje fakt, że pod koniec marca prokuratorskie zarzuty usłyszał też burmistrz Marek Długozima. Włodarz został odsunięty od pracy w urzędzie i nie może kontaktować się z pracownikami.


Brak rozeznania rynku, gotówkowe zaliczki, faktury za towary, których później nie odnajdywano, oraz telefony, które burmistrz miał polecić rozdać pracownikom po wejściu policji do urzędu. Takie wątki pojawiły się podczas rozprawy, która odbyła się 5 maja 2026 roku.

Urzędniczki przyznały się do winy

Kilka tygodni temu uprawomocnił się wyrok w sprawie dwóch urzędniczek. Naczelnik wydziału organizacyjnego Urzędu Miejskiego w Trzebnicy Iwona D. przyznała się do zarzucanych jej czynów i wskazała inne przestępstwa. W zamian za to, prokurator i później sąd zgodzili się na to, aby dobrowolnie poddała się karze. Łagodniejszy był też wyrok.

Sąd skazał ją na 1 rok pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem wykonania kary na 3 lata. Dodatkowo wymierzył jej także grzywnę w wysokości 6 tys. zł oraz orzekł 5-letni zakaz zajmowania stanowisk kierowniczych w urzędach i jednostkach samorządu terytorialnego. Kobieta ma również zwrócić gminie Trzebnica 17,1 tys. zł.

Łagodny wyrok spotkał też drugą urzędniczkę czyli Monikę K.-F., która pracowała w tym samym wydziale. Jej szefową była Iwona D. W jej wypadku sąd orzekł rok pozbawienia wolności z zawieszeniem wykonania kary na dwa lata.

W tej samej sprawie Prokuratora Okręgowa w Opolu oskarżyła również lokalnego przedsiębiorcę. To Lesław Karbownik (zgodził się na podanie pełnego nazwiska - przyp. red.), który w przeciwieństwie do urzędniczek, podczas postępowania prokuratorskiego, nie przyznał się do zarzucanych mu czynów.

Przed trzebnickim sądem właśnie rozpoczęła się jego rozprawa.[paywall]

Sąd zamierzał przesłuchać oskarżonego, oraz świadków czyli dwie skazane już urzędniczki. 

Reklama

Sam proces potrwa jeszcze długo, ale już pierwsza rozprawa pokazała, jak funkcjonował trzebnicki urząd i właśnie to może być najistotniejsza informacja dla mieszkańców gminy, zwłaszcza, że prokuratorskie zarzuty dotyczące między innymi przyjmowania łapówek, usłyszał Marek Długozima. 

Już na samym początku rozprawy okazało się, że w sądzie nie stawiła się Iwona D. Poinformowała pisemnie, że przebywa w pracy za granicą i, że będzie w Polsce przez trzy tygodnie, po 23 maja. Sąd wziął to pod uwagę i kolejną rozprawę wyznaczył na początku czerwca. 

Reklama

Przed przesłuchaniem oskarżonego jego obrońca złożył nowe wnioski dowodowe. Były to informacje o jego stanie zdrowia i wypadku jakiego doznał w pracy kilka lat wcześniej. Sąd zapytał czy oskarżony pod względem psychicznym czuje się dobrze i tu mecenas potwierdził, że jak najbardziej tak.

Mecenas złożył jeszcze kopie dokumentów dotyczących jego wykształcenia, zdjęcia drużyn piłkarskich, w których oskarżony był trenerem, w tym zdjęcie z naszej gazety. Jako trener pracował między innymi Błysku Kuźniczysko, czy Polonii Trzebnica.


Kolejne dokumenty, to potwierdzenia, że jest pracownikiem w szkole integracyjnej w Trzebnicy. Mecenas złożył też kopię projektów mebli, które zostały wykonane przez oskarżonego, a które według niego, zostały dostarczone przez firmę Wartstol. Mają pokazać jak wyglądały meble i wskazać, że te meble stanowią jeden komplet. Według mecenasa, ma to dowodzić, że te meble znajdują się w urzędzie, tylko pracownicy magistratu nie mogli ich znaleźć podczas prowadzonej inwentaryzacji. 

Reklama

W tym miejscu przypomnijmy o co chodzi w sprawie. Iwona D. przyznajac się do winy i wskazała, że poprosiła Lesława Karbownika o załatwienie faktur na meble, których nigdy nie zamówiono i nie dostarczono do urzędu. Chodziło o to, aby na ich podstawie wypłacić sobie pieniądze z gminnej kasy. Faktury miały zostać wystawione przez firmę Wartstol, a oskarżony miał je przekazać do urzędu. 


Gdy pod koniec 2019 roku w urzędzie pojawili się funkcjonariusze z Komendy Wojewódzkiej Policji z wydziału do walki z korupcją, w magistracie nastąpił popłoch. Niektóre dokumenty były przed policjantami chowane, do urzędu zaczęto zwozić jakieś sprzęty. Iwona D. oraz poszukiwana do dziś przez policję Grażyna P. zamówiły nawet u radnego Andrzeja Janika sprzęt AGD, który najpierw poleciły zawieść do Jaźwin, a potem przez znajomego, po kryjomu dostarczyć do świetlicy przy ul. Żołnierzy Września. Tam znaleźli go policjanci. Był zapakowany w folię ochronną, a numery seryjne nie zgadzały się ze wcześniejszymi fakturami z rzekomego zakupu. 

Chciał mieć lepszą pozycję w urzędzie

Już pierwsze godziny rozprawy pokazały jednak coś więcej niż tylko sam mechanizm dostarczania i rozliczania faktur. Z zeznań wyłonił się obraz urzędu funkcjonującego w oparciu o nieformalny układ zależności, prywatnych znajomości i zaskakujących, gotówkowych rozliczeń.

Reklama

Jednym z najbardziej znaczących fragmentów rozprawy były wyjaśnienia samego Lesława Karbownika dotyczące jego relacji z urzędem. Oskarżony opowiadał, że od lat działał jako trener piłkarski w lokalnych klubach sportowych. Jak sam przyznał, często bywał w magistracie, bo załatwiał sprawy związane z dotacjami dla klubów i organizacją turniejów. W pewnym momencie, jak zeznał, urzędniczki miały poprosić go o pomoc przy organizacji zakupów mebli dla urzędu.

Karbownik tłumaczył, że wykonywał projekty mebli, jeździł na pomiary pomieszczeń, przygotowywał wizualizacje i przekazywał wyceny od firmy Warstol. Co szczególnie istotne, twierdził, że robił to praktycznie za darmo.

Reklama

Na pytania sądu i prokuratora odpowiadał:

- Powiedziałem Darkowi, że nie chcę pieniędzy, tylko w tym czasie, w którym będę mógł robić, to będę robił.

Po chwili wyjaśnił motywację:

- Chciałem mieć trochę wyższą hierarchię w urzędzie, żeby cokolwiek załatwić. Bo był problem z boiskiem, z halą, z turniejami.

To jeden z wymownych fragmentów rozprawy. Oskarżony wprost przyznał, że angażował się w organizowanie zakupów dla urzędu po to, by łatwiej załatwiać sprawy dotyczące prywatnych klubów sportowych. W dalszej części okazało się jednak, że to on montował meble w urzędzie. 

Reklama

Jego zeznania wskazują, że osoba prywatna, bez formalnej umowy, wykonywała dla magistratu projekty mebli, pośredniczyła w kontaktach z dostawcami, przygotowywała wyceny i uczestniczyła w realizacji zamówień. Więcej światła na ten temat, rzucą zapewne zeznania Iwony D.

Urząd zamawiał po znajomości?

Z zeznań Karbownika wynikało, że firmy nie były wybierane w żadnym formalnym postępowaniu. Oskarżony wielokrotnie powtarzał, że po prostu „znał odpowiednie firmy”. Tak tłumaczył współpracę z firmą Warstol:

- Panie zapytały, czy nie znam firmy, która zajmuje się wyposażeniem wnętrz. Powiedziałem, że znam taką firmę - mówił i dodał, że przekazał im, czyli Iwonie D. i Grażynie P., numer telefonu do firmy, w której zamawiał wiele towarów dla swoich klientów. 

Reklama

Podobnie wyglądać miała sprawa sprzętu AGD z firmy Ideal Studio. Karbownik zeznał, że urzędniczki pytały go o możliwość zakupu sprzętu, a on kontaktował je z Marcinem Pruszyńskim.

- Dwa, trzy razy dzwoniłem do Marcina i mówiłem: te panie potrzebują sprzęt.

Nie potrafił jednak wyjaśnić, dlaczego akurat te firmy obsługiwały urząd ani czy ktokolwiek porównywał ceny lub oferty konkurencji. W praktyce wyglądało to tak, że prywatna osoba wskazywała urzędniczkom dostawców, przygotowywała projekty i przekazywała wyceny, a zdaniem prokuratury, dostarczała też faktury, bez pokrycia.

Reklama

Sprzeczności w wyjaśnieniach oskarżonego

W trakcie rozprawy ujawniły się także wyraźne sprzeczności w zeznaniach Lesława Karbownika. Początkowo stanowczo twierdził:

- Nie pośredniczyłem w żadnych zamówieniach.

Kilka minut później szczegółowo opisywał jednak cały mechanizm współpracy. Mówił, że wykonywał pomiary na zlecenie firmy Warstol, że projektował meble i przygotowywał wizualizacje. Przekazywał też wyceny i kontaktował je z dostawcą. Dostarczał też zamówienia do firmy Warstol i czasami uczestniczył w odbieraniu mebli i faktur od kierowców, które zanosił do urzędu. W pewnym momencie sam powiedział:

Reklama

- Jak panie zaakceptowały projekt, to wysyłałem to już jako zamówienie do Warstolu.

To stwierdzenie stoi w oczywistej sprzeczności z wcześniejszym zapewnieniem, że nie pośredniczył w zamówieniach. Podobna sytuacja dotyczyła faktur. Najpierw oskarżony twierdził:

- Nigdy tych faktur nie widziałem.

Później przyznał:

- Było kilka takich sytuacji, że przynosiłem do biura faktury wystawione przez Warstol.

Jeszcze bardziej niejednoznacznie wyglądały jego odpowiedzi dotyczące sprzedaży sprzętu AGD. Prokurator dopytywał:

Reklama

- Czy był pan pośrednikiem w kontaktach pomiędzy firmą pana Pruszyńskiego a odbiorcami sprzętu AGD?

Karbownik początkowo odpowiadał, że nie pamięta takich sytuacji, by po chwili przyznać:

- Zdarzało się, że dalej sprzedawałem.

Kluczowe pytania prokuratora

Podczas rozprawy prokurator konsekwentnie próbował ustalić, jak naprawdę wyglądał obieg faktur i zamówień. Jedno z najważniejszych pytań dotyczyło tego, kto dostarczał faktury do urzędu.

- Czy pan kiedykolwiek dostarczył do Urzędu Miejskiego jakiekolwiek faktury dotyczące sprzedaży sprzętu AGD?

Karbownik zaprzeczył. Jednocześnie przyznał, że odbierał faktury od kierowców firmy Warstol i zanosił je do magistratu. Istotne były również pytania dotyczące relacji między nim a urzędniczkami. 

- Jak wyglądały pana prywatne relacje z panią Durbajło i panią Grażyną Pop? - padło pytanie.

Karbownik odpowiadał, że były wyłącznie służbowe, choć jednocześnie przyznał, że to właśnie te urzędniczki wielokrotnie kontaktowały się z nim w sprawie zakupów dla urzędu.

Gotówka, zaliczki i faktury

Jeszcze bardziej niepokojący obraz magistratu wyłonił się z zeznań Moniki K.-F. Była pracownica urzędu opisywała system zaliczek gotówkowych, które, jak twierdziła, pobierała formalnie na siebie, ale pieniądze przekazywała dalej Iwonie Durbajło.

- Ja nigdy osobiście nie nabywałam towarów ani usług, które były potem dołączane jako rozliczenie zaliczek.

Według jej relacji podpisywała dokumenty, nie wiedząc nawet, jakie faktury zostaną później do nich podłączone. Prokurator szczegółowo dopytywał o mechanizm rozliczeń:

- Czy dobrze rozumiem, że pobierano zaliczkę gotówkową, a potem urząd przelewał różnicę na pani konto?

Świadek potwierdziła. Mówiła też, że następnie przekazywała te pieniądze Iwonie Durbajło. Zdarzało się, że pobrała zaliczkę gotówkową w kwocie np. 1200 zł, ale pod nią podpięto fakturę np. na 1980 zł. Wtedy jak zeznała, urząd przekazał na jej konto dodatkowe 780 zł, a ona zrobiła przelew na prywatne konto Iwony D., która mówiła jej, że dołożyła brakująca kwotę z własnej kieszeni.

W pewnym momencie, świadek rozpłakała się. Opowiedziała o pobieraniu zaliczek i dostarczaniu lewych faktur z firmy jej męża. Mówiła, że poprosiła ją o to Iwona D.  Dodała, że nie chciała jej odmówić, bo miała chorego ojca i bała się stracić pracę. Opowiedziała też, że z tego co wie, niektóre zaliczki, które na nią pobrano, zostały przeznaczone np. na zakup alkoholu, gdy burmistrz z urzędnikami jechał do niemieckiego Kitzingen. Tam Marek Długozima miał wręczał je jako prezenty. 

Regały, których nie znaleziono

Szczególnie ważnym wątkiem były regały z firmy Warstol. Monika K.-F. zeznała, że podczas inwentaryzacji po wejściu policji do urzędu nie odnaleziono części mebli opisanych na fakturach. Inwentaryzacja odbyła się w styczniu 2020 roku. Sama świadek nie była oficjalnym członkiem komisji, ale uczestniczyła w zliczaniu sprzętu.

- Żadnego z tych mebli z tych trzech faktur nie odnaleźliśmy - mówiła. Każdy mebel na fakturze miał taką samą kwotę, czyli niecałe 2000 zł. Prokurator dopytywał:

- Czy chodziło o trzy faktury?

Świadek odpowiedziała: - Tak. Te, które były mi przypisane.

Jednocześnie przyznała, że w urzędzie panował bałagan w ewidencji wyposażenia. Meble miały być oznaczane prowizorycznymi naklejkami, a część zakupów księgowano jako „usługi”, przez co nie trafiały do normalnej ewidencji majątku.

Telefony po wejściu policji

Na sali sądowej padł także wątek telefonów komórkowych "przechowywanych" w archiwum urzędu. Odczytano jej zeznania ze śledztwa. Monika K.-F. zeznała wówczas, że po wejściu w 2019 roku policji do urzędu, poszła z burmistrzem do archiwum.

- Tam były jakieś telefony. Pan burmistrz kazał, żebym rozdała te telefony za pokwitowaniem pracownikom.

Dodała, że część pracowników nie chciała ich przyjąć, a jeden z pracowników miał nawet telefon oddać. O telefonach opowiadali też nasi informatorzy. Według ich relacji, gdy policja weszła do urzędu, po pewnym czasie do urzędu przywieziono telefony w reklamówce. To właśnie ten sprzęt, burmistrz kazał rozdawać pracownikom.

Ten fragment zeznań może okazać się jednym z bardziej istotnych dla oceny tego, co działo się w urzędzie po rozpoczęciu śledztwa. A dlaczego telefony również mogą być istotne? Według naszych informatorów, urząd kupował wiele drogich smartfonów, teoretycznie dla pracowników. Ale urzędnicy ich nie dostawali. Co się z nimi stało? Nasi informatorzy twierdzą, że albo je sprzedano, albo dano rodzinie czy znajomym. 

Po wejściu policji zrobiło się gorąco

Świadek wielokrotnie podkreślała, że po wejściu policji atmosfera w urzędzie diametralnie się zmieniła. Mówiła o gorączkowej inwentaryzacji, drukowaniu faktur z systemu oraz późniejszym niszczeniu części dokumentacji. Według jej zeznań po zakończeniu inwentaryzacji burmistrz Marek Długozima miał polecić zniszczenie wydrukowanych faktur.  To kolejny fragment, który może mieć istotne znaczenie dla dalszego procesu.

Kolejna rozprawa została wyznaczona na 1 czerwca 2026 roku. Sąd planuje przesłuchać Iwonę Durbajło, której nazwisko podczas procesu pojawiało się najczęściej. To jej zeznania mogą być kluczowe. Z jej zeznań i wcześniejszego procesu, wiemy, że w magistracie działał nieformalny system zakupów i rozliczeń oparty na prywatnych relacjach, gotówce i dokumentach, które, jak twierdzą świadkowie, często nie odpowiadały rzeczywistości.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 12/05/2026 19:33
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Tomasz - niezalogowany 2026-05-12 20:48:13

    Czyli jednak idzie w zaparte, broni Marka D i siebie . No tak jeśli przyzna się do winy lub sąd udowodni jego winę to nie będzie mógł być trenerem w Polonii Trzebnica i w każdym innym klubie .

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Xxx - niezalogowany 2026-05-12 21:24:28

    Nie zapominajmy że żona jest dyrektorem w szkole w Boleścinie, posadę dostała za lojalność Leszka. Z Katechetki na dyrektora? litości

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • hahaha - niezalogowany 2026-05-19 22:36:11

    Grażyna p. to też znajoma Daniela d .redakcji gazety trzebnickiej ...

    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo NowaGazeta.pl




Reklama