Burmistrz Marek Długozima ma zakaz kontaktowania się z pracownikami urzędu. Ma też postawione prokuratorskie zarzuty, w tym przekroczenia uprawnień i przyjmowania korzyści majątkowych. Grozi mu do 10 lat więzienia. Tymczasem jego radni, bez zadawania pytań, właśnie udzielili mu wotum zaufania i absolutorium za 2025 rok. "Za" głosowało 12 radnych. Cała opozycja była przeciw. Ciekawostką był fakt, że na sesji nie było Artura Gajowego, radny z obozu burmistrza, który z zawodu jest policjantem.
Sesja absolutoryjna Rady Miejskiej w Trzebnicy odbyła się 3 czerwca. Była to jedna z najważniejszych sesji w roku, bo rada oceniała wykonanie budżetu za 2025 rok i decydowała, czy dać burmistrzowi wotum zaufania. W normalnych okolicznościach to rutynowe, choć ważne głosowanie. Tyle że, w tym roku okoliczności nie są normalne.
Od 26 marca burmistrz Marek Długozima jest zawieszony w czynnościach służbowych. Prokuratura Okręgowa w Opolu postawiła mu zarzuty przekroczenia uprawnień oraz przyjmowania korzyści majątkowych. Zarzuca mu przyjęcie łapówek wymuszanych od własnych pracowników, każdorazowo od 500 do 1500 złotych, w zamian za przyznanie im nagród uznaniowych. Śledztwo obejmuje też zlecanie zadań bez przetargu, w tym utwardzania za publiczne pieniądze prywatnych dróg. Łącznie chodzi o kwotę ponad 2 miliony złotych. Dwie urzędniczki trzebnickiego magistratu zostały już prawomocnie skazane. Burmistrz nie przyznał się do zarzutów i złożył zażalenie na środek zapobiegawczy. Sąd zweryfikował dowody prokuratury i jego zażalenie odrzucił utrzymując w mocy środki zapobiegawcze prokuratury.
Na sali podczas sesji absolutoryjnej Długozimy nie było. Urząd prowadzi jego zastępczyni Krystyna Haładaj, która na sesji z pomocą urzędników odpowiadała na pytania radnych.
Zanim doszło do głosowania, radni debatowali nad raportem o stanie gminy za rok 2025. Dokument liczy ponad 200 stron i zgodnie z tradycją, nie został przygotowany przez pracowników urzędu. Wykonała go zewnętrzna firma. Koszt: ponad 12 tysięcy złotych netto.
Radny Paweł Wolski nie ukrywał irytacji. - Ile kosztował ten raport? - zapytał na początku debaty. Gdy usłyszał kwotę, skomentował krótko: - To mogli zrobić urzędnicy, którzy i tak dla tej firmy przygotowują dane. Zamiast tego można było dać po tysiąc złotych premii pracownikom i raport byłby zrobiony sprawniej i taniej.
Opozycja miała do raportu więcej zastrzeżeń. Radny Krzysztof Śmiertka wytknął niespójności w danych demograficznych. Z zestawień wynikało, że liczba mieszkańców wzrosła zaledwie o sześć osób, choć bilans zameldowań i wymeldowań sugerował przyrost o ponad 600 osób. Nikt z urzędu nie umiał tego wyjaśnić w sposób przekonujący. Padły słowa o „braku legendy do wyliczeń" i o tym, że może firma zewnętrzna „nierzetelnie" przygotowała dane.
Raport w wersji prezentacyjnej był mocno okrojony i wyraźnie autopromocyjny. Lektor wyliczał sukcesy: 92 wydarzenia kulturalne, ponad 11 milionów złotych pozyskanych z zewnątrz w tym głownie na odwiert geotermalny, nowa biblioteka. O problemach ani słowa.
Radni opozycji przez kilka godzin rozkładali budżet na części. Obraz, który się wyłonił, był daleki od sielankowego.
Na koniec 2025 roku dług gminy wyniósł ponad 116 milionów złotych, to o blisko 9 procent więcej niż rok wcześniej. Stanowi to aż 76,92 procent dochodów gminy, czyli blisko górnej granicy, po przekroczeniu której wchodzi komisarz. Astronomiczne kwoty wydano na obsługę długu. W zeszłym roku było to ponad 6,3 miliona złotych samych odsetek i prowizji. Do tego doszły spłaty rat kapitałowych. Łącznie na obsługę zadłużenia gmina wydała ponad 10 milionów złotych.
- Za tę kwotę można zrobić bardzo wiele rzeczy - mówił radny Marcin Raczyński. - Między innymi słynny chodnik w Domanowicach, na który mieszkańcy czekają od ośmiu lat.
Raczyński zwrócił też uwagę na niepokojący schemat: gmina zaciąga kolejne pożyczki i kredyty nie po to, by inwestować, ale żeby łatać bieżące dziury budżetowe i spłacać poprzednie zobowiązania. Z wieloletniej prognozy finansowej wynika, że spłata obecnego zadłużenia ma nastąpić w 2044 roku, o ile gmina nie zaciągnie ani złotówki nowego długu.
- Doskonale wiemy, że jest to nierealne przy takim sposobie zarządzania - powiedział.
Gmina zapłaciła też prawie 1,8 miliona złotych odsetek za nieterminowe regulowanie zobowiązań. Regionalna Izba Obrachunkowa wprost wytknęła w opinii: doprowadzenie do zobowiązań wymagalnych narusza zasady dokonywania wydatków ze środków publicznych.
Mimo to RIO wydała opinię pozytywną o sprawozdaniu. Komisja Rewizyjna, w której radni burmistrza mają większość nie miała zastrzeżeń i wniosła o udzielenie absolutorium.
Debata nad raportem siłą rzeczy wywołała szerszy kontekst ostatnich lat. Radny Raczyński przypomniał historię gminnej spółki sportowej GKS Polonia Trzebnica. Gmina wpompowała w nią ponad 6 milionów złotych przez kilka lat, drużyna seniorów i tak spadła do okręgówki, a spółkę ostatecznie zlikwidowano.
- 6 milionów zniknęło - mówił radny. - Na papierze jest odpis. Nie ma spółki, nie ma pieniędzy, nie ma pytań.
Na tej samej sesji radni jednogłośnie przegłosowali likwidację Gminnego Muzeum Ziemi Trzebnickiej, instytucji, która przez prawie 4 lata istniała wyłącznie na papierze. Dyrektor muzeum pobierał ponad 6 tysięcy złotych miesięcznie, choć nikt w urzędzie nie wiedział, gdzie ma gabinet, ani co robi. Ile łącznie wydano na "fikcyjne muzeum"? tego radni się nie dowiedzieli, bo ani wiceburmistrz Haładaj, ani pracownicy urzędu nie umieli odpowiedzieć na to pytanie. Milczał też sekretarz Daniel Buczak i radny Mateusz Kempa, choć obaj zasiadają... w radzie muzeum.
Marcin Raczyński skomentował krótko: - Trudno nie głosować za likwidacją czegoś, co kompletnie nie istnieje.
Radny wymienił też inne sprawy: rezygnację z dotacji bezzwrotnej na termomodernizację szkoły w Masłowie przy jednoczesnym zaciąganiu pożyczki na remont kotłowni w tym samym budynku. Mówił też o utracie 1,5 miliona złotych z Ministerstwa Sportu na Orlika i kolejnym milionie na remont zabytkowej kamienicy.
- Rezygnujemy z czegoś, czego nigdy nie będziemy musieli oddać, a zaciągamy długi - podsumował.
Przed głosowaniem opozycja ogłosiła swoje stanowisko. Klub Platformy Obywatelskiej zapowiedział głosowanie przeciw, uzasadniając to wprost zarzutami prokuratorskimi wobec burmistrza, rosnącym zadłużeniem i jak to określił radny Raczyński, „kryzysem zaufania do organu wykonawczego, który narastał przez wiele lat".
Przewodniczący Rady Mateusz Stanisz, który prowadził sesję, ripostował:
- Artykuł 42 ustęp trzeci Konstytucji mówi jasno: każdego uważa się za niewinnego, dopóki jego wina nie zostanie stwierdzona prawomocnym wyrokiem sądu. Poczekajmy spokojnie.
W imieniu klubu burmistrza zabrał głos sam Stanisz. Przypomniał inwestycje ostatnich lat: halę sportową, szkołę muzyczną, bibliotekę, przychodnię, kino. - To jest efekt ciężkiej pracy. Sukces pana burmistrza, pani burmistrz i wszystkich pracowników - wskazywał, ale słowem nie odniósł się do ciążących na burmistrzu zarzutów. Zapowiedział za to, że jego klub głosuje za, co było jasnym wskazaniem dla pozostałych radnych z jego klubu.
Następnie nastąpiło to, co radni opozycji obserwują od lat. 12 osób z klubu burmistrza podniosło rękę. Bez zadania ani jednego pytania. Bez żadnego komentarza. Wynik: 12 za, 8 przeciw.
Ciekawostką był fakt, że na sali obrad nie było Artura Gajowego. To radny z ugrupowania burmistrza i wiceprzewodniczący rady. Ale Gajowy z zawodu jest policjantem. Obecnie piastuje stanowisko zastępcy komendanta policji w Górze. Czy jego nieobecność była przypadkowa, czy może jako policjantowi nie wypadało mu głosować za burmistrzem, gdy ten usłyszał prokuratorskie zarzuty? Tego nie wiemy.
Po ogłoszeniu wyników głosowania przewodniczący Stanisz poprosił zastępczynię burmistrza o przyjęcie gratulacji, w imieniu nieobecnego Marka Długozimy, który jak powiedział „być może śledzi sesję przez łącza internetowe".
- 2025 rok to zdecydowanie sukces pana burmistrza Marka Długozimy - powiedział Stanisz. - Dlatego też za pośrednictwem łączy internetowych składamy mu gratulacje.
Haładaj podziękowała radnym, którzy głosowali za, wymieniła skarbnik i sekretarza, podziękowała mieszkańcom. Zapewniła, że gmina będzie się rozwijać. Opozycja nie była specjalnie zdziwiona, choć jak nam później mówili niektórzy radni, liczyli na więcej refleksji ze strony radnych burmistrza. Zwłaszcza, że zarzuty wobec włodarza są poważne, co potwierdził sąd.
Sesja odbyła się niecałe 3 miesiące po tym, jak ujawniliśmy, że zawieszony burmistrz Długozima nadal może posiadać klucze, karty dostępu i kody do systemów elektronicznych Urzędu Miejskiego. Mimo zawieszenia i zarzutów prokuratorskich nikt mu tych dostępów nie odebrał. Zastępczyni burmistrza Krystyna Haładaj przyznała to wprost w odpowiedzi na interpelację radnego Sławomira Ćwikły.
Radny przez lata, jeszcze jako zwykły mieszkaniec próbował zadawać pytania o to, co się dzieje w gminie. Gdy zabierał głos na sesji absolutoryjnej, Stanisz skutecznie mu przerywał, bo goście na swoje wystąpienia mieli tylko 5 minut.
Na tej sesji klub burmistrza przegłosował odrzucenie uchwały regulującej czas wypowiedzi mieszkańców podczas debaty nad raportem. Wniosek złożyła opozycja, chcąc zagwarantować mieszkańcom więcej czasu, zwłaszcza, że na sali jest tylko jedna czy dwie osoby. Zgodnie z przyjętą kiedyś uchwałą, goście na wystąpienia mają raptem po 5 minut, niezależnie od liczby chętnych. Opozycja mówiła wprost, że takie traktowanie, zniechęca mieszkańców do zabierania głosu na sesji, bo nie widzą w tym sensu, skoro i tak przewodniczący może przerwać ich wystąpienie po 5 minutach. Opozycja zaproponowała aby czas wydłużyć do 25 minut.
Klub burmistrza zagłosował przeciw. Przewodniczący Stanisz uznał projekt za „abstrakcję". Chwilę później jedyna mieszkanka, która zgłosiła się do debaty, Renata Bujak - Ziółkowska, działaczka Stowarzyszenia Zielona Trzebnica, mówiła przez ponad dwadzieścia minut o hałasie z odwiertu geotermalnego, zniszczonych domach i braku informacji dla mieszkańców. Przewodniczący po przekroczeniu pięciu minut zaznaczył, że czas minął, ale tym razem pozwolił mówić dalej.
Na zakończenie sesji Sławomir Ćwikła poinformował, że Wojewódzki Sąd Administracyjny oddalił skargę gminy na rozstrzygnięcie nadzorcze wojewody dotyczące zmian w statucie gminy czyli uchwały określanej przez opozycję mianem „kagańcowej”. Był to ostatni polityczny akcent przed zamknięciem obrad.
Sesja trwała kilka godzin. Najważniejsze głosowanie zajęło może dwie minuty.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
To naszym zdaniem pokazuje jak słabi pod każdym względem są radni z ugrupowania burmistrza . Mówi się potocznie obraz nędzy i rozpaczy jak widzi się takich ludzi. To przepaść w porównaniu do mądrych , zawsze przygotowanych, aktywnych , odważnych radnych opozycji.
Zobaczymy , czy jeszcze nie będzie referendum. Oby się jeszcze niektórzy nie zdziwili.
Krótko mówiąc pis to najgorsza wladza dla Polski , Polaków ,tragicznie zła wĺadza też lokalnie.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
To naszym zdaniem pokazuje jak słabi pod każdym względem są radni z ugrupowania burmistrza . Mówi się potocznie obraz nędzy i rozpaczy jak widzi się takich ludzi. To przepaść w porównaniu do mądrych , zawsze przygotowanych, aktywnych , odważnych radnych opozycji.
Zobaczymy , czy jeszcze nie będzie referendum. Oby się jeszcze niektórzy nie zdziwili.