W Sądzie Rejonowym w Trzebnicy rozpoczął się proces Sebastiana D., byłego pracownika szpitala im. Św. Jadwigi Śląskiej, któremu prokuratura zarzuca m.in. uporczywe nękanie pracownic oraz doprowadzenie jednej z kobiet do poddania się czynności seksualnej. To jedna z najgłośniejszych spraw ostatnich lat w powiecie trzebnickim i to nie tylko ze względu na charakter zarzutów, ale także na kontekst funkcjonowania placówki i reakcje jej kierownictwa.
Pierwsza rozprawa rozpoczęła się we wtorek (7 kwietnia) o godzinie 10.20. Na sali sądowej pojawił się oskarżony wraz z obrońcami, prokurator, część pokrzywdzonych kobiet reprezentowanych przez pełnomocnika, a także bliscy dwóch pozostałych.
Sprawa, która dziś znalazła swój finał na sali sądowej, zaczęła się wiele miesięcy wcześniej. Pierwsze sygnały o niepokojących zdarzeniach w oddziale rehabilitacji trzebnickiego szpitala docierały do dziennikarzy już wiosną. Kobiety kontaktowały się w warunkach anonimowości, często spotykając się w miejscach, gdzie jak podkreślały, nikt nie mógł ich zobaczyć.
Pracownice mówiły o strachu, poczuciu bezradności i braku wsparcia ze strony przełożonych. Obawiały się nie tylko o własne bezpieczeństwo, ale również o pracę. Z ich relacji wynikało, że problem narastał miesiącami, a reakcje kierownictwa były w ich ocenie, niewystarczające.
Sprawę opisała „Nowa Gazeta Trzebnicka” i „Gazeta Wyborcza”. W między czasie zajmowała się ją już prokuratura. Postępowanie zostało przeniesione z Trzebnicy do Prokuratury Rejonowej dla Wrocławia - Śródmieścia.
Po kilku miesiącach i zebraniu wielu dowodów, śledczy zdecydowali o postawieniu Sebastianowi D. kilku zarzutów dotyczących pięciu pokrzywdzonych kobiet.
- Trzy czyny dotyczą uporczywego nękania trzech pokrzywdzonych w okresie od grudnia 2023 roku do lutego 2024 roku, które polegało na wielokrotnym naruszeniu ich nietykalności cielesnej poprzez m.in. łapanie ramieniem za szyję, dotykanie swoim ciałem ciał pokrzywdzonych, dociskanie do ściany i przytrzymywanie, a w przypadku jednej z pokrzywdzonych także na wypowiadaniu w trakcie poszczególnych zdarzeń słów o zabarwieniu erotyczno - seksualnym, które to zachowania wzbudziły u pokrzywdzonych uzasadnione okolicznościami poczucie zagrożenia, poniżenia i udręczenia oraz istotnie naruszyło ich prywatność, tj. czynów z art. 190a § 1 k.k. i art. 217 § 1 k.k. w zw. z art. 11 § 2 k.k. - informowała prokurator Karolina Stocka-Mycek, rzecznik prasowy prokuratury okręgowej i dodała:
- Ponadto podejrzanemu zarzuca się, że w dniu 20 sierpnia 2024 roku doprowadził podstępem i wbrew woli, pokrzywdzoną do poddania się innej czynności seksualnej poprzez opuszczenie bez uprzedzenia i jej zgody bielizny w trakcie wykonywanych czynności rehabilitacyjnych oraz dotykanie jej okolic intymnych, tj. czyn z art. 197 § 2 k.k. oraz że na przełomie grudnia 2023 roku i stycznia 2024 roku naruszył nietykalność cielesną pokrzywdzonej poprzez złapanie jej od tyłu za szyję, przyciśnięcie i zmuszenie do pochylenia się w kierunku ziemi, tj. czyn z art. 217 § 1 k.k. W trakcie przesłuchania w charakterze podejrzanego Sebastian D. nie przyznał się do popełnienia zarzucanych mu czynów. Złożył obszerne wyjaśnienia, które są weryfikowane przez Prokuraturę. Biorąc pod uwagę charakter i zakres popełnionych czynów oraz sposób zachowania się podejrzanego, prokurator podjął decyzję o ściganiu czynów z art. 217 § 1 k.k. z oskarżenia publicznego. Zgodnie bowiem z Kodeksem karnym czyn ten jest czynem ściganym z oskarżenia prywatnego. Za zarzucane podejrzanemu czyny grozi kara pozbawienia wolności od 6 miesięcy do 8 lat.
Zebrany przez dziennikarzy materiał pokazuje skalę napięcia, jakie panowało na oddziale rehabilitacji. Pracownice opowiadały nam o sytuacjach, które jeśli potwierdzą się w sądzie, mogą świadczyć o powtarzającym się schemacie zachowań.
- Nie można było przejść korytarzem, żeby nie dotknął, nie złapał za biodra czy talię - relacjonowała jedna z kobiet. Inne mówiły o przytrzymywaniu rąk, chwytaniu za szyję, dociskaniu do ściany czy wykonywaniu niechcianych „masaży”.
Jedna z najbardziej wstrząsających relacji dotyczy sytuacji, w której pracownica została, według świadków, przyciśnięta do ściany, a sprawca miał ocierać się o nią i szeptać coś do ucha.
Z kolei pacjent oddziału wspominał o napiętej atmosferze i zachowaniach, które wzbudzały niepokój także wśród osób postronnych.
Sebastian D. w rozmowach z dziennikarzami przedstawiał zupełnie inną wersję wydarzeń. Twierdził, że padł ofiarą „perfidii kobiet”, a jego zachowania były błędnie interpretowane.
Przyznawał, że mógł dotknąć niektórych pracownic, ale jak tłumaczył, miało to związek z demonstracją technik samoobrony lub specyfiką pracy fizjoterapeuty. Podkreślał również, że początkowo nie było skarg, a pojawiły się one dopiero po kilku miesiącach.
Jego zdaniem konflikt miał wynikać z różnic w podejściu do pracy i wprowadzanych zmian organizacyjnych.
Równolegle do zarzutów wobec byłego pracownika pojawiły się poważne pytania o działania dyrekcji szpitala. Część pracownic twierdziła, że zgłaszała problem przełożonym, jednak nie spotkała się z adekwatną reakcją.
W relacjach pojawiały się zarzuty bagatelizowania sprawy, a także sytuacje, które kobiety odbierały jako próbę ich ośmieszenia lub podważenia wiarygodności. Jedna z wypowiedzi, przypisywana dyrekcji - „tyle kobiet, a z jednym facetem sobie nie umiecie poradzić” - stała się symbolem tych napięć. Jarosław Maroszek, ówczesny dyrektor szpitala zaprzeczał, by takie słowa padły.
Z czasem konflikt miał się pogłębiać. Kobiety opowiadały o nagłych zmianach grafików, utrudnieniach w urlopach czy kierowaniu niektórych pracownic do cięższych obowiązków. Część z nich ostatecznie odeszła z pracy lub trafiła na zwolnienia lekarskie.
Dyrekcja odpierała te zarzuty, podkreślając, że podejmowała działania wyjaśniające, a sytuacja była niejednoznaczna i trudna do rozstrzygnięcia na podstawie dostępnych informacji.
Choć dziś sprawa trafiła na wokandę, jej znaczenie wykracza poza sam proces karny. Dotyczy bowiem nie tylko indywidualnych zarzutów wobec jednego pracownika, ale także funkcjonowania instytucji publicznej, relacji w miejscu pracy oraz mechanizmów reagowania na zgłoszenia o nadużyciach.
Trzebnicki szpital od lat cieszy się dużą renomą, m.in. dzięki działalności oddziału replantacji kończyn, znanego w całej Europie. Tym większe poruszenie wywołały doniesienia o wydarzeniach na oddziale rehabilitacji.
Ze względu na wyłączenie jawności, dalszy przebieg procesu odbędzie się za zamkniętymi drzwiami. Nie poznamy więc dowodów jakie zgromadziła prokuratura i jak się będzie bronił oskarżony.
Na wyrok będzie trzeba zapewne długo poczekać. Jednak już teraz wiadomo, że będzie on miał istotne znaczenie nie tylko dla stron postępowania, ale także dla lokalnej społeczności, która od miesięcy śledziła rozwój tej sprawy.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Najważniejsze, że nie ma skłonności do dzieci, jak niektórzy
Najważniejsze, że nie ma skłonności do dzieci, jak niektórzy