Okoliczności zwolnienia dwojga urzędników są jednak diametralnie różne. Przypomnijmy, inspektor dostał wypowiedzenie nagle, bez żadnej zapowiedzi, tuż przed zakończeniem pracy 31 grudnia ubiegłego roku, gdy w urzędzie panowała już przedsylwestrowa atmosfera. Zwolnienie sekretarz burmistrz anonsował już kilka dni po złożeniu przyrzeczenia na łamach NOWej gazety.
Wtedy jednak nie mówił, że będzie to zwolnienie dyscyplinarne, przygotowane w czasie, gdy sekretarz będzie na chorobowym. Nie mówił również, że wbrew ustawie o samorządzie, nie zasięgnie opinii Rady Powiatu, której sekretarz jest członkiem.
- Pierwsze sygnały, że zostanę zwolniona docierały do mnie kilka dni po drugiej turze wyborów. A 13 grudnia w południe Błażewski przyszedł do urzędu i powiedział: "Gosiu od środy chciałbym wprowadzić swojego sekretarza". Argumentował to tym, że stracił do mnie zaufanie. Gdy spytałam się, w jaki sposób stracił do mnie zaufanie, skoro jeszcze nawet nie rozpoczęliśmy wspólnej pracy, odpowiedział, że nie chce ze mną współpracować, bo zdradziłam "Razem w Powiecie" i przeszłam do PO. Zaproponował, że wręczy mi zwolnienie z zachowaniem trzymiesięcznego wypowiedzenia. Nie zgodziłam się, tłumacząc, że zmieniła się ustawa o pracownikach samorządowych i sekretarz gminy nie jest już stanowiskiem politycznym, jest zwykłym urzędnikiem. Zadzwonił do mnie nazajutrz, gdy byłam na urlopie i ponowił propozycję. W czwartek, gdy wróciłam do pracy, dowiedziałam się od współpracowników, że z komputerów w urzędzie korzystała już planowana przez burmistrza moja następczyni, która nie była pracownikiem urzędu - opowiada zwolniona sekretarz gminy Małgorzata Matusiak, dodając że od razu poczuła, że wobec jej osoby stosowany jest mobbing.
W pierwszym dniu współpracy z nowym burmistrzem, sekretarz dowiedziała się też, że do jej obowiązków przybyło otwieranie drzwi urzędu. - Codziennie rano dojeżdżałam ze Żmigrodu, by przed godz. 7 otworzyć drzwi - relacjonuje Matusiak. - Od skarbnika dowiedziałam się, że mam zakaz dokonywania przelewów, i że został zmieniony obowiązujący wzór podpisów.
21 stycznia, gdy Małgorzata Matusiak była na zwolnieniu lekarskim, dostała pocztą zwolnienie z pracy bez wypowiedzenia "w związku z ciężkim naruszeniem obowiązków pracowniczych". Burmistrz wymienia sześć naruszeń obowiązków. Trzy z nich dotyczą "nielicującego z powagą zajmowanego stanowiska" zachowania się. Kolejne to: " wystawienie stowarzyszeniu Semper Avanti poświadczającego nieprawdę w zakresie daty wystawienia oświadczenia o realizacji projektu "Budowa i rozwój mechanizmów partycypacji i rzecznictwa interesów młodzieży na Dolnym Śląsku Gmina Przyjazna Młodzieży", "Działanie na szkodę Urzędu i uniemożliwienie w dniu 14.01.2011r., 15.01.2011r. i 16.01.2011 r. Pracownicom Działu Ewidencji Ludności pozostanie poza godzinami pracy w Urzędzie z powołaniem się na brak zgody Burmistrza podczas gdy Burmistrz o niczym nie wiedział, a kompetencję do udzielenia takiej zgody, zgodnie z zarządzeniem Burmistrza Obornik Śląskich z dnia 11.12.2003 nr 152/20/2003 posiadał sam pracownik, co świadczy o jego nieznajomości zakresu swoich obowiązków oraz o próbie zdyskredytowania Burmistrza w oczach pracowników Urzędu". Ostatni z zarzutów to "niezapewnienie obsługi prawnej na sesji Rady Miejskiej dniu 21.12.2010 r."
Małgorzata Matusiak twierdzi także, że po wyborze nowego burmistrza była ciągle oskarżana i prowokowana, atmosfera wokół niej była napięta, więc mogła być zdenerwowana, ale to nie znaczy, że jej zachowanie było "nielicujące z powagą". Odpiera także zarzut, że w dniach14-16 stycznia br. uniemożliwiała pozostanie urzędniczkom po godzinach. - Pracownice działu ewidencji złożyły do mnie prośbę o wydanie zezwolenia na pozostanie po godzinach w związku z powszechnym spisem ludności. Mimo iż zarządzenie z 2003 r., mówi że mogłabym sama wydać pozwolenie, zawsze uważałam, że o pozostaniu pracowników po godzinach powinien wiedzieć szef, więc zostawiałam takie pismo zaopiniowane przeze mnie do podpisu. Złożyłam je w sekretariacie. W międzyczasie zostałam zwyzywana i pchnięta drzwiami przez wiceburmistrza, więc poszłam na komisariat policji złożyć zawiadomienie. Przechodząc koło biura obsługi interesanta i obsługi zobaczyłam, że pismo czeka na rejestrację. Zadzwoniłam więc do dziewczyn i powiedziałam im, że pismo czeka w punkcie na rejestrację i nie ma zgody burmistrza. Dodałam też, że zważywszy na to co się dzieje, nie chcę podejmować sama decyzji. Poprosiłam je, żeby nie zostawały w pracy. W poniedziałek rano dowiedziałam się, że wydział jednak pracował w weekend. Okazało się, że po moim wyjściu dzwoniła do nich sekretarka, przychodzili kolejno wiceburmistrz i burmistrz i mówili, że mają zgodę - mówi Matusiak. Jej zdaniem bezzasadny jest też zarzut, że nie zapewniła obsługi prawnej na sesji 21 grudnia: - Tuż prze sesją otrzymałam sms od radczyni prawnej, która utknęła w korku ulicznym i nie dojechała na czas. Zresztą nikt tego dnia podczas sesji nie zgłaszał potrzeby opinii prawnej.
Natomiast zarzut poświadczenia nieprawdy powinien wyjaśniać najpierw prokurator.
- Mnie dziwi jeszcze jedna rzecz. Obok pisma rozwiązującego umowę o pracę dostałam wezwanie do natychmiastowego zwrotu telefonu, kluczy do urzędu oraz haseł do komputera, a żadnych sugestii co do dokumentów, a zwłaszcza projektów, nad którymi pracuję - dodała Małgorzata Matusiak.
Zarówno sekretarz gminy, jak i inspektor oświaty zapowiedzieli złożenie pozwów do sądu pracy.
O komentarz do tej sprawy poprosiliśmy burmistrza Sławomira Błażewskiego. - Skąd pan o tym wie. Ja jeszcze żadnej procedury nie podjąłem. Niech pan prosi o informacje osobę, od której się pan to dowiedział - odpowiedział nam wczoraj telefonicznie.
W związku z tym wysłaliśmy burmistrzowi następujące pytania:
1. Na jakiej podstawie twierdzi Pan, że sekretarz gminy nie przeprowadziła obowiązkowej oceny pracowników działu OSO w urzędzie?
2. Dlaczego korzystanie z biura podawczego w urzędzie jest nieuprawnione w przypadku wewnętrznego obiegu dokumentów?
3. Czy informacja o podejrzeniu o wystawieniu stowarzyszeniu Semper Avanti poświadczającego nieprawdę w zakresie daty wystawienia oświadczenia o realizacji projektu "Budowa i rozwój mechanizmów partycypacji i rzecznictwa interesów młodzieży na Dolnym Śląsku Gmina Przyjazna Młodzieży" została zgłoszona do organów ścigania?
4. Kto, o której godzinie i w jakich okolicznościach udzielił pracownicom Działu Ewidencji Ludności zgody na pozostanie poza godzinami pracy w Urzędzie? Do kogo o taką zgodę pracownice się zgłosiły i w jakiej formie?
5. Czy na sesji Rady Miejskiej 21. 12. 2010 r. była potrzebna obsługa prawna? Jeśli tak, czy ktoś próbował wówczas wyjaśnić, dlaczego radcy prawnego nie ma w sali obrad?
Burmistrz Sławomir Błażewski nie odpowiedział na nasze pytania z ub. tygodnia. Stwierdził, że... nie są one "informacją publiczną w rozumieniu ustawy o dostępie do informacji publicznej". W związku z tym złożymy skargę do Samorządowego Kolegium Odwoławczego. A swoją drogą ciekawą definicję jawności wprowadził nowy burmistrz, który już na starcie unika odpowiedzi na podstawowe pytania.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze