Pojawienie się maszyny wywołało zainteresowanie przechodniów. Na chodniku szybko utworzyła się grupa gapiów, niektórzy czekali "w gotowości", trzymając w ręku telefony komórkowe, zapewne aby nagrać moment ponownego startu. Niedługo potem podjechała karetka, jednak wyszedł z niej tylko lekarz...
Na czas poderwania śmigłowca strażacy zabezpieczali miejsce startu, pilnowali by w pobliżu nie znalazł się żaden przechodzień.
- Zdarza się, że jesteśmy proszeni o pomoc przy lądowaniu śmigłowca LPR, w niektórych przypadkach gdy nie ma możliwości natychmiastowego podstawienia karetki, to przewozimy lekarza na miejsce do chorego. W tym przypadku podejmowaliśmy śmigłowiec, ale nie znaliśmy miejsca jego lądowania. Jak w każdym przypadku stosowaliśmy niezbędne procedury - powiedział Dariusz Zajączkowski, oficer prasowy.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze