W minioną sobotę, po dwóch miesiącach przerwy, wystartował nowy sezon piłkarskiej III ligi. Sezon, na który żmigrodzcy kibice czekali z wielką niecierpliwością, a to za sprawą sporych zmian kadrowych w zespole, które miały miejsce tego lata. Przypomnijmy, że z powodów zawodowych z gry zrezygnowało 4. zawodników: Piotr Bilakiewicz, Grzegorz Sawicki, Paweł Abramowicz i Piotr Łuszcz, a Mariusz Niedbała postanowił zakończyć swoją "piłkarską przygodę". Jak się okazało, latem włodarze Piasta nie próżnowali i pozyskali 6. nowych zawodników: Adriana Bergiera z Polonii Trzebnica, Szymona Sołtyńskiego z Ostrovii Ostrów Wielkopolski, Krzysztofa Michalskiego z Orła Ząbkowice Śląskie, Filipa Kendzię z Rawii Rawicz, Dariusza Wieprzowskiego z Zagłębia Lubin i Mateusza Fedynę ze Śląska Wrocław. Ten ostatni, to oczywiście wychowanek Piasta, który po 6. latach spędzonych we wrocławskim klubie postanowił wrócić do "korzeni", ale warto zaznaczyć, że w dwóch pierwszych meczach rozpoczętych rozgrywek popularny "Mati" będzie pauzował ze względu na karencje za czerwoną kartkę z ostatniego meczu poprzedniego sezonu.
Na inaugurację rozgrywek żmigrodzianie podejmowali Piasta Karnin Gorzów Wielkopolski, z którym w poprzednim sezonie dwukrotnie przegrali. Jak się okazało sobotnia "bitwa dwóch Piastów" była bardzo wyrównana i ostatecznie zakończyła się podziałem punktów. Ale po kolei... Jako pierwsi zaatakowali goście, lecz zwycięsko z opresji wyszedł bramkarz żmigrodzian Przemysław Łukasik. W 20. minucie sfaulowany przed polem karnym rywali został Adrian Bergier, a piłka po strzale z rzutu wolnego Sebastiana Zagórskiego poszybowała minimalnie obok bramki. W 26. minucie gospodarze przeprowadzili najgroźniejszą akcję pierwszej części meczu, którą mocnym strzałem zakończył Kamil Niedźwiedź, jednak golkiper ekipy z Gorzowa instynktownie wybił piłkę na rzut rożny. Kilka minut później, po solowej akcji Adrian Bergier "huknął jak z armaty", ale "pocisk" trafił tylko w boczną siatkę bramki przeciwnika.
Po zmianie stron podopieczni trenera Grzegorza Podstawka systematycznie przebywali na połowie rywali i próbowali wyjść na prowadzenie, ale kolejne strzały: Szymona Sołtyńskiego, Sebastiana Zagórskiego i Grzegorza Mazurka były minimalnie niecelne. W 57. minucie miała miejsce największa kontrowersja meczu. Bramkarz gości sfaulował we własnym polu karnym Piotra Mrowca, a arbiter... ukarał żółtą kartką napastnika Piasta za symulowanie.
Wielkie emocje przyniosły 4 minuty doliczonego czasu gry. Najpierw, po dośrodkowaniu spod linii bocznej Sebastiana Zagórskiego, skutecznym strzałem głową popisał się Ernest Balicki, który na placu gry pojawił się 10 minut wcześniej. W tym momencie żmigrodzki stadion eksplodował radością, która jak się okazało nie trwała zbyt długo, bo już 120 sekund później był remis. Goście wykorzystali podwójny błąd bramkarza żmigrodzian i "z premedytacją" zapewnili sobie 1 punkt.
– Do mojego zespołu nie mam żadnych zastrzeżeń, gdyż zrealizował to, co sobie przed meczem ustaliliśmy. Zdominowaliśmy rywala przez pełne 90 minut gry i to nie ulega wątpliwości. Trudno się gra przeciwko drużynie, która wychodzi na boisko po to, aby nam tylko przeszkadzać w graniu. Niestety podwójny błąd Przemka wykorzystali rywale i możemy powiedzieć, że bardziej straciliśmy 2 punkty, a niżeli zdobyliśmy 1 – powiedział po spotkaniu szkoleniowiec żmigrodzian Grzegorz Podstawek.
Już w najbliższą sobotę (16 sierpnia, godz. 16.) Piast Żmigród podejmie na własnym stadionie beniaminka rozgrywek Karkonosze Jelenia Góra.
Komentarze