Od początku Adwentu prorok Izajasz pociesza nas, że góra Syjon zostanie wyniesiona ponad wszystkie inne góry i pagórki. Te słowa mają głęboki aspekt duchowy, który zachęca do przemiany swojego życia, do "wchodzenia na wyżyny", może nawet na szczyty. Biblijne obrazy "przekuwania mieczy na lemiesze" u proroka Micheasza, też w sposób symboliczny ukazują nadejście nowych czasów, które będą się charakteryzowały bardziej pokojowych charakterem. Nawet jeśli nie będzie to tak bardzo widoczne w życiu zewnętrznym, to właśnie wnętrze człowieka, jego duch, opanuje "pokój Boży". Będzie to konsekwencją przyjścia Pana, oczekiwanego Mesjasza. Podobną rolę spełnia również prorok znad Jordanu – Jan Chrzciciel. Przygotowuje drogę dla Mesjasza w ludzkich sercach. Głosi konieczność pokuty, aby przemieniać najpierw swoje wnętrze.
Odpowiedź codzienności
Jesteśmy dzisiaj pokoleniem niecierpliwym. Chcemy mieć wszystko "od zaraz", natychmiast załatwić wszystkie rzeczy. W dodatku ma to być wszystko najlepszej jakości. Te oczekiwania kierowane są także w dziedzinie duchowej (czasami słusznie). Większość traktuje Kościół jak serwis, punkt usługowy. Tymczasem, szczególnie w sferze ducha, potrzebna jest cierpliwość. Św. Jakub w swoim Liście (5,7-10) podaje jako przykład rolnika, który wytrwale czeka na cenny plon ziemi. Ale ten właśnie rolnik, musi najpierw przygotować glebę i zasiać ziarno. Reszta zależy do pogody i innych warunków. Dopiero po jakimś czasie będzie można zebrać owoce. Podobnie jest w życiu duchowych. Trzeba wiele wysiłku, aby przygotować swoje wnętrze na Słowo Boże, trzeba odpowiednich warunków, aby to Słowo rozwijało się, kiełkowało i, w końcu przyniosło owoc przemiany życia, dalszego wzrostu w łasce Bożej. Prowadzi to do konkretnych postaw, które muszą być widoczne w codziennym życiu. Wróćmy znowu do Jana Chrzciciela. Chociaż nad Jordanem obecny był już także sam Jezus, to jednak "nie nastał jeszcze Jego czas". Jan głosił dalej Słowo z mocą, także Herodowi. Tym samym "dotknął" króla i przepłacił to najpierw więzieniem, a później męczeńską śmiercią. Nas także powinna charakteryzować postawa większego radykalizmu w codziennym życiu. Tym bardziej, że śmierć męczeńska nam za to nie grozi. Może jedynie "śmierć" w jakichś codziennych relacjach od innych ludzi, którzy nie zawsze może są nawet warci naszych zabiegów o dobre z nimi "układy". Trzeba umieć odróżnić szacunek wobec drugiego człowieka od zabiegania o jego względy, jeśli jego postępowanie nie jest zgodne z zasadami. Bardzo często właśnie radykalne postawy pomagają innym nawrócić się. Kontynuowany czas Adwentu niech będzie okazją do podjęcia takiego działania.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze