Reklama

Rozkopany przejazd odciął nas od świata - zobacz film

03/12/2013 13:39
O tym, że żeby było lepiej, to najpierw musi być trochę gorzej wie chyba każdy kto prowadził najprostszy remont w domu. Zwykli ludzie mogą sobie tylko wyobrażać, jak wielkim i skomplikowanym przedsięwzięciem może być remont trasy kolejowej. Tego nikt chyba nie neguje, ale niektórzy mieszkańcy, którzy mieszkają blisko torów mają już chyba dość remontów na kolei.

http://www.youtube.com/watch?v=ABwiAyJynLM&feature=share&list=PLB56AB68E1EC75BE1

Kilka dni temu zadzwoniła do nas mieszkanka Pęgowa. Kobieta mieszka po drugiej stronie torów. Jak mówi pani Magda, zarówno ona jak i inni mieszkańcy rozumieją, że remont musi być przeprowadzony, ale jej zdaniem prace wykonywane są bez głębszego przemyślenia. - Pracownicy, którzy wykonują remont w ogóle nie zadbali o bezpieczeństwo i wygodę osób, które na piechotę pokonują przejazd. Nie zrobili żadnego przejścia dla pieszych, teraz idzie się pod płotem, po dziurach i błocie. Kiedy po raz pierwszy ekipy pracowały na przejeździe pracownicy pomagali przenieść wózek czy rower. Teraz nikt się nie kwapi do pomocy. Poza tym przejście jest niezabezpieczone. Można wpaść w wykop, nie mówiąc już o tym, że przechodzi się pomiędzy pracującymi maszynami - mówi pani Magda i dodaje, że jako mama dwójki dzieci, codziennie odprowadza je do przedszkola... po drugiej stronie torów. - Dzieciom chodzi się bardzo niewygodnie, kiedy dochodzimy do przedszkola jesteśmy cali w błocie. Nie chcę nawet myśleć jak o swoje dzieci martwą się rodzice, którzy pracują i nie mogą ich odebrać ze szkoły. Moim zdaniem i zdaniem moich sąsiadów, na torach powinna być kładka, tak jak to było kiedyś. Przed remontem piesi przechodzili po kładce, a teraz wygląda tak, że dalej będziemy chodzić drogą pomiędzy samochodami - dodaje mieszkanka Pęgowa i jak zauważa, w najgorszej sytuacji są starsi ludzie, którzy mają problem z chodzeniem. - Moje sąsiadki z wózeczkami na kółkach nie mogą przejść z zakupami do domów. Dla nich to dopiero jest straszne. Jakby chciały przejść wyznaczonym objazdem, to moim zdaniem lekko licząc musiałyby nadłożyć około 2 km -  Mówi pani Magda i dodaje, że tak najbardziej denerwuje ją fakt, że ekipa schodzi z budowy o godz. 15, mimo, że jeszcze jest widno. Jej zdaniem, gdyby robotnicy pracowali dłużej, szybciej skończyliby remont.

O tym, jak niedogodności dla mieszkańców tłumaczy PLK przeczytasz w najnowszym wydaniu NOWej gazety.
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo NowaGazeta.pl




Reklama