Sad Doroty Kowalskiej w Wiszni Małej w sezonie przyciąga całe rodziny, które same zbierają owoce, a po zbiorach mogą spędzić czas przy ognisku. Historia pani Doroty pokazuje, że dzięki pomysłowości i bezpośredniemu kontaktowi z klientami tradycyjny sad może być jednocześnie dochodowy i oferować klientom atrakcyjne ceny, a przy tym stać się przyjemnym miejscem do spędzania czasu.
Sad ten powstał w 1974 roku. Został założony przez jej rodziców. Od młodości obserwowała codzienne funkcjonowanie gospodarstwa. Gdy w 1982 roku zdawała maturę, plan jej mamy był już jasno określony: miała pójść na studia rolnicze. Tak trafiła na Akademię Rolniczą we Wrocławiu.
Jak dziś przyznaje, nie była do tego w pełni przekonana. Na uczelni nie istniała wówczas specjalizacja sadownicza. Nauka dotyczyła rolnictwa w bardzo szerokim ujęciu. Jej marzenia zawodowe dotyczyły jednak zupełnie czegoś innego.
– Chciałam iść do szkoły teatralnej. Blisko Wiszni Małej, w Pierwoszowie, mieszkała aktorka związana z Teatrem Polskim we Wrocławiu. Byłam nią zafascynowana i też chciałam być taką aktorką – przyznała w rozmowie z nami pani Dorota.
Studia ukończyła, ale w wyuczonym zawodzie nigdy nie pracowała. Po ich zakończeniu urodziła dwie córki. Najpierw poświęciła się wychowaniu dzieci, a później podejmowała różne prace, starając się łączyć obowiązki zawodowe z pomocą rodzicom w gospodarstwie. Przez wiele lat mieszkała we Wrocławiu, codziennie dojeżdżając na wieś, by wspierać rodzinę. Na stałe do Wiszni Małej przeprowadziła się dziesięć lat temu, po śmierci mamy. Gospodarstwo prowadzi już od szesnastu lat. Najpierw stopniowo przejmowała obowiązki, gdy mama chorowała, a ojciec opiekował się żoną. Jak sama przyznaje, wszystkiego uczyła się w praktyce.
...
Spokojnie, ten tekst możesz przeczytać w całości. Dołącz do nas już teraz! Będziesz mógł czytać wszystkie teksty, bez ograniczeń. Sprawdź, co zyskasz.
Pozostało 78% tekstu do przeczytania.
Wykup dostępChcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze