Reklama

[NASZ NEWS] Po konferencji do redakcji zgłosiło się kilku urzędników


Po nagłej konferencji prasowej burmistrza Marka Długozimy, do naszej redakcji zgłosiło się kilku byłych i obecnych urzędników. To co nam opowiedzieli jest porażające, a skala nieprawidłowości może być ogromna. 


W piątek, na godzinę 16.30 zwołano konferencję prasową, na której burmistrz Marek Długozima miał się odnieść do zatrzymania przez prokuraturę i do postawionych mu zarzutów. Jak mogliśmy zauważyć, jej organizacją zajmował się przewodniczący rady i szef klubu radnych burmistrza Mateusz Stanisz. Dodajmy, że on sam jest zatrudniony w jednej z gminnych jednostek i jest też prezesem LGD, które zostało utworzone z inicjatywy burmistrza. Można więc śmiało powiedzieć, że jego kariera i apanaże są mocno uzależnione od podejrzanego. 


Ciekawostką jest także fakt, że o konferencji zostały powiadomione tylko niektóre media i to głównie te wrocławskie. Nasza redakcja informacji nie dostała i raczej się temu nie dziwimy, bo pewnie organizatorzy bali się trudnych pytań. 

Żywe tło

Samo spotkanie mocno się opóźniło, bo na miejsce o czasie nie dojechała TVP3 Wrocław. Widzieliśmy za to, jak Mateusz Stanisz co chwilę dzwonił do ekipy telewizyjnej i dopytywał, gdzie są. Gdy zapytaliśmy go, dlaczego nie powiadomił wszystkich mediów tylko wybrane, nie chciał odpowiedzieć na pytanie. Rzucił tylko, że przecież jesteśmy na miejscu.

Tuż przed spotkaniem zauważyliśmy, że pod urząd schodzą się radni z ugrupowania burmistrza. Jednak nie wszyscy. Zaczęli też pojawiać się niektórzy sołtysi. Był też jeden przedsiębiorca, związany z Konfederacją, który stanął przy radnym Mateuszu Kempie. 


Po chwili wszystkich zaproszono, aby stanęli za burmistrzem i przewodniczącym rady. W trakcie konferencji byli “żywym tłem”, dla wygłaszającego swoje oświadczenie, podejrzanego. Wszystko miało sprawić wrażenie, że zebrane na wiec osoby, popierają włodarza i jak to się dzisiaj modnie mówi, “stoją murem za burmistrzem”. Jednak podczas samej konferencji, nikt z nich nie zabrał głosu, a ich miny były dość jednoznaczne, co widać na naszej transmisji live, którą prowadziliśmy na Facebooku “NOWej”.

Reklama

Trudne pytania i...

Konferencję rozpoczął Mateusz Stanisz. Poinformował, że spotkanie ma związek z czwartkowymi wydarzeniami czyli zatrzymaniem i postawieniem zarzutów Markowi Długozimie. Przewodniczący szybko oddał głos podejrzanemu, zapowiadając, że wygłosi oświadczenie. 

- Chciałbym na początku podziękować za zaproszenie przewodniczącemu, radnym i sołtysom. Dziękuję za te wsparcie - zaczął burmistrz, ale te słowa są dość znaczące. Okazuje się, że konferencję zwołał nie on, tylko ktoś z jego sympatyków. Wydaje się, że to właśnie Stanisz był organizatorem. Czy był to jego własny pomysł, czy może wykonał zadanie, które mu zlecono? Tego nie wiemy. 


W samym oświadczeniu burmistrz poinformował o zarzutach. Kolejny raz potwierdził, że nie przyznał się do winy, ale zapewnił o pełnej współpracy z prokuratorem. Mówił, że złożył wyjaśnienia i odpowiedział na pytania. Dodał, że jest zdziwiony, że prokurator nie wezwał go na przesłuchanie, bo on by przyjechał. Twierdził, że wysyłanie po niego policji było niepotrzebne. Długozima nie poinformował jednak, czy podczas zatrzymania śledczy zabezpieczyli może też jakieś dokumenty lub przedmioty znajdujące się w jego mieszkaniu. Powiedział za to, że jest mu bardzo przykro i że chciałby mieszkańców przeprosić. Nie wyjaśnił jednak dokładnie, za co? 

Dalej mówił, że obowiązki przejęła zastępca Krystyna Haładaj i że urząd będzie pracował normalnie. Po chwili dodał, że nie zgadza się z zarzutami. Jego zdaniem są wielce niesprawiedliwe. Ma też nadzieję, że niezawisłe Sądy wyjaśnią sprawę. 

Po krótkim oświadczeniu burmistrz, głos jeszcze raz zabrał Mateusz Stanisz. Tym razem powiedział, że zarówno on, jak i radni oraz sołtysi udzielają pełnego wsparcia burmistrzowi.

- Uważamy, że te zarzuty są bezpodstawne - mówił Stanisz, choć nie zna i zapewnie nie widział dowodów, jakie zgromadziła prokuratura. Nie przeszkadzało mu to jednak powiązać obecne działania prokuratury z akcją referendalną, ale jakby ratując swoje przypuszczenia, dodał, że ma nadzieję, że to nie ma żadnego znaczenia, choć jego zdaniem to “dziwny zbieg okoliczności”. 

Przypomnijmy, że śledztwo prokuratury trwa od 2019 roku, a informacje o referendum pojawiły się dopiero w lutym tego roku i prokurator może nawet nie wiedzieć, że taka inicjatywa mieszkańców wystąpiła w Trzebnicy.

Po tych oświadczeniach dziennikarze zadali kilka pytań. Chcieli się dowiedzieć, czy burmistrz przyjmował łapówki, czy zlecając prace, robił to bez przetargu i bez kosztorysów, czy za publiczne pieniądze wykonywano remonty na prywatnych posesjach. 

Zaskakująca szczerość

Długozima, odpowiadał, że nie może się odnieść wprost do pytań, bo trwa śledztwo i obowiązuje go tajemnica postępowania, ale odnośnie zarzutów odparł:

- Człowiek jest tylko człowiekiem. Każdy może popełniać błędy - mówił Długozima i można było odnieść wrażenie, że tym zdaniem po części się przyznał do zarzucanych mu czynów: - Ja nie uciekam od odpowiedzialność, ale te zarzuty są niewspółmierne.

Burmistrz przyznał, że ma zakaz pracy oraz zakaz kontaktowania się z urzędnikami.

Podczas konferencji “NOWa” zapytała go, czy prawdą jest, że z pieniędzy gminnych wybudował sobie podjazd pod swoim domem?

- Teraz jest prowadzone śledztwo, są postawione zarzuty, nie mogę na tym etapie nic więcej powiedzieć - odpowiedział Długozima.

“NOWa” zapytała też, czy na postanowienie prokuratora o zakazie pełnienia funkcji, o poręczeniu majątkowym i o zakazie opuszczania kraju, będzie składał zażalenie do Sądu?

- Na tym etapie nie mogę nic powiedzieć. Jestem w kontakcie z moim obrońcą i po rozmowie z nim podejmiemy decyzję, czy będziemy składać zażalenie - odpowiedział burmistrz. 

To dość zaskakujące, zwłaszcza w kontekście wcześniejszych oświadczeń. Skoro burmistrz uważa, że jest niewinny, to dlaczego waha się takie zażalenie złożyć? Dodajmy, że Sąd musiałby ocenić materiał i dowody jakie zgromadziła prokuratura. 

- Mnie to niespecjalnie dziwi. Podejrzany po prostu boi się poddać ocenie. Prokurator na takim postępowaniu musi Sądowi pokazać dowody jakie zgromadzono i sędzia na ich podstawie uchyla lub utrzymuje postanowienie o zastosowanie środków zapobiegawczych. Gdyby Sąd podtrzymał postanowienie prokuratury, to by oznaczało, że dowody są bardzo mocne, a to może na tym etapie śledztwa nie leżeć w interesie podejrzanego - powiedział nam prawnik, który prosił o zachowanie anonimowości.

Po konferencji prasowej dziennikarze zadawali dodatkowe pytania. W pewnym momencie Marek Długozima odpowiedzialność zrzucił na bliżej nieokreślonych urzędników mówiąc, że trudno, aby to on nadzorował wszystkie inwestycje budowlane i drogowe. Dodał, że bardzo jasno podkreślił to w swoich wyjaśnieniach złożonych w prokuraturze. 

Reklama

Nasze pytania

“NOWej” też udało się zadać kilka dodatkowych pytań. Przypomnieliśmy, że niedawno Sąd skazał jego byłe urzędniczki. Czy Pan wiedział o tym procederze?

- O takim procederze nie wiedziałem. Gdybym wiedział, to bym to zahamował. Nie wiem jak się sprawa zakończyła w sądzie, ale to poczekajmy na rozstrzygnięcia - mówił Długozima, ale przypomnieliśmy, że Sąd już wydał wyrok, a urzędniczki przyznały się do przestępstw. Włodarz odparł, że nie śledził sprawy. 

Zapytaliśmy też, czy obecnie kontaktował się ze swoją zastępcą Krystyną Haładaj i czy wydawał jej jakieś dyspozycje?

Burmistrz zapewnił, że nie kontaktował się z żadnym pracownikiem, nawet z Krystyną Haładaj. Dodał, że: - Pan wie, jakie są konsekwencje, gdybym to zrobił. 

Zapytaliśmy, czy wie, która urzędniczka ujawniła, że wręczała mu łapówki?

- Jeszcze raz, na tym etapie śledztwa nie udzielę Panu żadnej informacji - odpowiedział burmistrz.

Wróciliśmy też do wydarzeń z 2019 roku, kiedy do urzędu “wjechała” policja. Urzędniczki wiedząc, że nie ma sprzętu AGD, a są faktury bez pokrycia, zamówiły wówczas sprzęt u jednego z radnych burmistrza. Gdy policja poszukiwała sprzętu, w tym samym czasie urządzenia nowe i zapakowane przywieziono do świetlicy wiejskiej przy ul. Żołnierzy Września w Trzebnicy. Tam je postawiono. Gdy policja weszła do pomieszczeń, stał on zapakowany w oryginalnych opakowaniach. Później okazało się, że to nie ten sprzęt, który widniał na fakturach, bo jak wiemy urzędniczki brały faktury i wyprowadzały kasę z budżetu gminy. Chcieliśmy wiedzieć, czy burmistrz to pamięta i czy wiedział o tym?

- Mogę powiedzieć z pełną świadomością, że nie wiedziałem o tym. Dowiedziałem się już po fakcie - oznajmił burmistrz.


W ostatnim pytaniu wróciliśmy jeszcze do podjazdu przed domem. Zapytaliśmy czy to prawda, że jego małżonka w trakcie prac kazała robotnikom, w odpowiednim miejscu posadzić kwiatki przy tej inwestycji? 

- Jest to nieprawdą, znam moją małżonkę i nigdy w życiu by nikomu nie kazała sadzić kwiatków. Sadzi kwiatki u siebie w ogródku, bo to bardzo lubi - powiedział Marek Długozima. A my jeszcze raz zapytaliśmy, dlaczego zbudowano za pieniądze gminy podjazd pod jego domem, skoro projekt ścieżek rowerowych wskazywał, że mają one być usytuowane po drugiej stronie ulicy?

- Abstrahując od tego tematu, Panie redaktorze, ja Pana tam zapraszam. Ja Panu pokażę jaki podjazd sobie burmistrz zrobił pod domem. To ciąg pieszo rowerowy, tam spaceruje codziennie setki osób. Nie wiem jakie ma prokuratura dowody, ja nie mogę nic więcej powiedzieć - odpowiedział Marek Długozima. 

Jak wyglądał ten teren wiemy. Wiemy też jak wygląda teraz i co tam zrobiono. Dodajmy, że sfinansowano to z publicznych pieniędzy. Na koniec zapytaliśmy, czy włodarz zlecał prace bez przetargu, czy dawał zlecenia na telefon? 

- Ja nie organizuję przetargów, ja tylko nadzoruję - odparł i dodał, że nie widział jeszcze materiału dowodowego, ale zapewnił prokuraturę, że jak się z nim zapozna, to złoży obszerne wyjaśnienia.

Reklama

Urzędnicy kontaktują się z redakcją

Tymczasem po konferencji prasowej skontaktowało się z nami kilku obecnych i byłych urzędników. Prosili o zachowanie anonimowości. Mówili, że oglądali konferencję i widzą, że burmistrz będzie chciał całą odpowiedzialność przerzucać na pracowników. Opowiedzieli nam jak to wyglądało w urzędzie. Ich zeznania są bardzo mocne. Przy okazji ujawnili nam też inne sytuacje, które wskazują na kolejne nieprawidłowości. Nie będziemy na razie o nich pisać, bo chcemy te informacje potwierdzić w innych źródłach. 

Przy okazji przypomnijmy, że Art.  229 punkt 6 kodeksu karnego mówi: “Nie podlega karze sprawca przestępstwa określonego w § 1-5, jeżeli korzyść majątkowa lub osobista albo ich obietnica zostały przyjęte przez osobę pełniącą funkcję publiczną, a sprawca zawiadomił o tym fakcie organ powołany do ścigania przestępstw i ujawnił wszystkie istotne okoliczności przestępstwa, zanim organ ten o nim się dowiedział.”

Naszych rozmówców zachęciliśmy, aby sami zgłosili się do prokuratury. Jednocześnie informujemy, że jeżeli ktoś ma jakieś informacje czy dowody na temat nieprawidłowości dotyczących różnych spraw, zapraszamy do kontaktu z naszą redakcją. Chętnie się spotkamy. 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 28/03/2026 18:00
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Co będzie. - niezalogowany 2026-03-28 18:06:01

    Dramat dla gminy ,dramat dla mieszkańców. Ogrom zła. Praca dla organów ścigania.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Hehehe - niezalogowany 2026-03-30 18:22:15


    Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.

    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Kaśka-Baśka - niezalogowany 2026-03-28 18:46:13

    Jeśli pracownicy mówią o nieprawidłowościach w Gminie to w pierwszej kolejności powinny zgłosić się do prokuratury i tam złożyć zeznania.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama
Reklama