Spór wokół byłego dyrektora Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Trzebnicy zamiast wygasać, staje się coraz bardziej skomplikowany. Robert Korytkowski, który wygrał w sądzie walkę o przywrócenie do pracy, otrzymał właśnie świadectwo pracy, z którego wynika, że przez trzy miesiące był dyrektorem placówki. Problem w tym, że od uprawomocnienia wyroku zarząd powiatu nigdy publicznie nie potwierdził jego powrotu na stanowisko ani nie przekazał mu obowiązków i uprawnień dyrektora. W tle są zarzuty niewykonania wyroku sądu, delegowanie do ośrodka, którego legalność budzi wątpliwości, kontrola ZUS-u, oraz kolejne zgłoszenie do prokuratury.
Spór wokół zwolnienia byłego dyrektora PCPR-u w Trzebnicy wchodzi w nową fazę. Robert Korytkowski, który wygrał w sądzie walkę o przywrócenie do pracy, otrzymał właśnie świadectwo pracy ze starostwa. Dokument wywołał jednak kolejne kontrowersje. Były dyrektor twierdzi, że zawiera nieprawdę, jest poświadczeniem nieprawdy, czyli przestępstwem, ponieważ obejmuje okres, w którym – jak podkreśla – nigdy faktycznie nie został przywrócony na swoje stanowisko.
Przypomnijmy, że w lipcu 2023 roku, jako dyrektor PCPR-u w Trzebnicy, został nagle odwołany przez zarząd powiatu. Sąd nie miał wątpliwości – uznał zwolnienie za bezpodstawne. Wskazał, że okoliczności podane w uchwale nie uzasadniały rozwiązania umowy. Radni opozycyjni od początku uważają, że decyzja o odwołaniu była czysto polityczna. Potwierdził to sąd w uzasadnieniu wyroku:
– Sąd miał na względzie, że prawdziwą przyczyną zwolnienia powoda było jego powiązanie z frakcją polityczną, z którą skłóciła się starosta (abstrahując od tego, czy powiązanie to rzeczywiście istnieje, za powiązanego uważała powoda starosta, co wprost zeznała).
Wyrok uprawomocnił się 12 grudnia ubiegłego roku. Dzień później Korytkowski zgłosił w starostwie na piśmie gotowość do powrotu na stanowisko dyrektora.
[paywall]
– Przyjęli to i dali mi skierowanie na badania. Wykonałem je i czekałem na dalsze decyzje – relacjonował.
Radni pytali na jednej z sesji, czy zarząd wykonał wyrok i przywrócił go do pracy. Odpowiedzi nie padły. Zamiast tego 31 grudnia zarząd zdecydował o delegowaniu Korytkowskiego na trzy miesiące na stanowisko koordynatora ośrodka interwencji kryzysowej. Formalnie od 1 stycznia, choć sam zainteresowany decyzję otrzymał dopiero 28 stycznia.
– Sędzia powiedział wprost. Mam być przywrócony na to samo stanowisko, z tym samym zakresem obowiązków, z tym samym wynagrodzeniem – stwierdza były dyrektor.
Prawo dopuszcza delegowanie na inne stanowisko, nawet od początku przywrócenia na stanowisko wcześniej wykonywane, ale pod pewnymi warunkami. Musi istnieć realna potrzeba organizacyjna. PCPR szuka koordynatora ośrodka interwencji kryzysowej, ale nikt się nie zgłosił. Potrzeba więc istnieje, choć pojawia się pytanie o sens powierzania tej funkcji tylko na krótki czas. Jak przyznała Ewa Kowal – dyrektor PCPR-u, wykonuje ona równolegle czynności koordynatora. Pokazuje to, że możliwe jest łączenie tych dwóch funkcji. Łączyć je może również Robert Korytkowski. Ma bowiem odpowiednie kompetencje do pracy na stanowisku dyrektora i koordynatora.
Drugi warunek to jednoznaczne uznanie wyroku i przywrócenie pracownika na stanowisko. To oznacza formalne publiczne ogłoszenie, że jest dyrektorem, powierzenie jemu obowiązków dyrektora, upoważnień i wynagrodzenia na tym stanowisku. Zarząd tego nie zrobił – nie potwierdził tego ani radnym, ani samemu Korytkowskiemu, ani pracownikom PCPR-u. W praktyce oznacza to, że wyrok nie został w pełni wykonany. Tymczasem prawo jasno wskazuje, że to on – jako osoba przywrócona wyrokiem, ma pierwszeństwo w pełnieniu funkcji dyrektora przed osobą obecnie pełniącą tę funkcję. Sąd może uznać więc, że decyzja zarządu powiatu o delegowaniu Roberta Korytkowskiego na stanowisko koordynatora, bez jednoczesnego przekazania mu stanowiska dyrektora, jest brakiem realizacji wyroku sądu.
Robert Korytkowski nie podjął pracy jako koordynator.
– Wyrok mówi jednoznacznie, że mam być przywrócony na stanowisko dyrektora Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie, a nie na koordynatora – argumentuje.
Poinformował też, że przebywał na zwolnieniu lekarskim. Zwracał też uwagę na niepewność sytuacji i brak gwarancji dalszej pracy po trzymiesięcznym delegowaniu. 19 lutego zarząd powiatu w związku z nie podjęciem przez Roberta Korytkowskiego pracy na stanowisku koordynatora, choć zgłaszał gotowość – zgodnie z wyrokiem sądu, podjęcia pracy jako dyrektor, podjął uchwałę o jego dyscyplinarnym zwolnieniu.
Tymczasem nastąpiła kolejna kuriozalna sytuacja. Otóż zarząd powiatu na sesji rady powiatu w czwartek 30 kwietnia przedstawił uchwałę o… utworzeniu Powiatowego Ośrodka Interwencji Kryzysowej. Tego samego, do którego delegował 1 stycznia Roberta Korytkowskiego. Radni opozycyjni wskazywali, że powołanie ośrodka z datą wsteczną jest niezgodne z prawem. Mecenas utrzymywał, że prawo tego nie zabrania. Sprawę rozstrzygnie nadzór wojewody. Jeśli uzna, że uchwała narusza prawo, może stwierdzić jej nieważność. Co prawda zarząd przed rozpoczęciem jego funkcjonowania powołał go swoją uchwałą, lecz nagłe, po dwóch latach, przedłożenie radnym uchwały o powołaniu go, rodzi pytania o cel tego posunięcia. Jeśli bowiem stoi za tym wymóg prawny uchwalenia przez radę powołania ośrodka, aby mógł zgodnie z prawem funkcjonować i jeśli nie można tego dokonać z datą wsteczną, wtedy by się okazało, że formalnie nie istniał. Tym samym delegowanie Roberta Korytkowskiego do nieistniejącego ośrodka interwencji kryzysowej, byłoby bezdyskusyjnym dowodem, że postanowienie sądu nakazujące przywrócenie go do pracy nie zostało zrealizowane. Więcej o uchwaleniu utworzenia ośrodka interwencji kryzysowej piszemy w oddzielnym artykule na tej stronie.
Jakby tego było mało, w czwartek 2 maja, otrzymał ze starostwa powiatowego świadectwo pracy, że pracował od 12 grudnia 2025 r. do 11 marca na stanowisku… dyrektora. Przypomnijmy, że zarząd powiatu od uprawomocnienia wyroku 12 grudnia nigdy nie wykazał działań potwierdzających, że przywraca go na stanowiska dyrektora. Nie podał tego do publicznej wiadomości, nie poinformował o tym ani Roberta Korytkowskiego, ani obecną dyrektor, ani pracowników PCPR-u. Nie przekazał jemu obowiązków dyrektora, jak i stosownych upoważnień. Informował, że zatrudnia go na stanowisku koordynatora w ośrodku interwencji kryzysowej. Rodzi to mocne przesłanki, że świadectwo pracy jest niezgodne z prawdą.
– Zarząd powiatu moim zdaniem poświadczył nieprawdę, ponieważ nie byłem dyrektorem, nie zostałem przywrócony do pracy. Według mnie napisali, że byłem dyrektorem w wyniku tego, że powiadomiłem prokuraturę o niewykonaniu wyroku, co jest przestępstwem i zarząd próbuje to uregulować prawnie, aby nie ponieść odpowiedzialności. To świadectwo oddam i powiadomię prokuraturę o poświadczeniu nieprawdy – zapowiada były dyrektor.
W lutym już zgłosił do prokuratury niewykonanie wyroku przez zarząd powiatu. Jak mówi, w tej sprawie prokuratura przesłuchała już dwóch radnych. Wezwani na przesłuchanie mają być członkowie zarządu.
To nie wszystko. Sprawą zajął się ZUS. Jak twierdzi Robert Korytkowski, dopiero po kontroli PCPR zgłosił go do ubezpieczenia jako swojego pracownika. Stało się to dopiero w marcu, choć zgodnie z przepisami pracodawca ma na taki obowiązek siedem dni. W tym przypadku termin upłynął 19 grudnia.
W związku z tą sprawą pojawiły się kolejne wątpliwości prawne. Wojewódzki Sąd Administracyjny uznał wcześniejszą uchwałę zarządu powiatu o odwołaniu Roberta Korytkowskiego za wadliwą. Sprawa trafiła do NSA. Jeśli wyrok zostanie utrzymany, może się okazać, że były dyrektor przez cały ten czas formalnie pozostawał pracownikiem PCPR-u. To otworzyłoby drogę do roszczeń o odszkodowanie za ponad 2,5 roku bez dopuszczenia do pracy.
– Zasadą praworządności jest, że prawo obowiązuje wszystkich w równym stopniu, również przedstawicieli władzy. Sądy jako trzecia władza są niezawisłe i stoją na straży porządku prawnego. Działania Pani Starosty, legitymizowane przez zarząd powiatu i radnych tworzących koalicję rządzącą w powiecie: reprezentujących PiS oraz radnych z Komitetu Marka Długozimy, naruszają ten porządek, tworząc podwaliny pod system dyktatorski. W tym sporze już nie chodzi tylko o mnie, lecz właśnie o ten porządek prawny, o szacunek do instytucji, jaką jest niezawisły sąd – podkreśla Robert Korytkowski.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Może być podobnie jak w gminie Trzebnica ?
Nie
Może być podobnie jak w gminie Trzebnica ?
Nie