Reklama

Ratowała zwierzęta. Dziś sama walczy o zdrowie

Jeszcze niedawno ratowała bezdomne koty i organizowała zbiórki na ich leczenie. Dziś sama staje przed najważniejszą walką – o własne zdrowie. Choroba przez lata pozostawała nierozpoznana, a teraz jedyną szansą na powrót do normalnego życia jest kosztowna operacja.

O sprawie poinformowała nas jej przyjaciółka, Julita Dobrzyniecka, która w wiadomości przesłanej do redakcji zwróciła się z prośbą o nagłośnienie zbiórki na operację Sylwii Kwietniowskiej. Trzy miesiące temu opisywaliśmy jej działalność – od trzech lat prowadzi w Obornikach Śląskich dom tymczasowy dla kotów „Obornickie Bezdomniaki”, przez który przewinęło się około 300 zwierząt. Organizuje także internetowe bazarki w grupie „Bazarek dla Obornickich Bezdomniaków”, z których dochód przeznacza na leczenie i utrzymanie podopiecznych.

Sylwia zawsze pomagała innym. Teraz sama potrzebuje wsparcia – napisała.

Reklama

Zawsze gotowa do pomocy

Działania Sylwii Kwietniowskiej na rzecz bezdomnych kotów mają charakter ciągły i interwencyjny. Jak wynika z relacji jej przyjaciółki, sytuacje wymagające natychmiastowej reakcji zdarzają się regularnie, niezależnie od dnia czy warunków pogodowych. W ostatni poniedziałek i wtorek przez kilka godzin przebywała na działkach w Trzebnicy, gdzie do późnych godzin wieczornych próbowała odłowić chorego kota ze skrętem szyi. Podobnych sytuacji było więcej – w ostatniego Sylwestra, zamiast spędzać czas z bliskimi, odwołała plany i w śnieżycy przez wiele godzin łapała na działkach czteromiesięcznego kociaka, chcąc zdążyć przed wystrzałami fajerwerków.

– Takich sytuacji jest dużo. Nieważne, czy jest mróz, deszcz czy upał. Jeśli ktoś zgłosi, że zwierzę potrzebuje pomocy, jedzie i próbuje je złapać – mówi Dobrzyniecka.

Reklama

Informacje o zwierzętach wymagających interwencji najczęściej pochodzą od mieszkańców, którzy kontaktują się z Sylwią za pośrednictwem mediów społecznościowych. Zdarzają się jednak także przypadkowe odkrycia. Podczas jednego z przejazdów samochodem, koło Żabki w Obornikach Śląskich, zauważyła uciekającego kota. Na miejscu okazało się, że przebywa tam większa grupa bezdomnych zwierząt. W efekcie rozpoczęła ich odławianie, przeprowadziła kastrację części z nich i znalazła domy dla niektórych kotów.

Siedem lat bólu

Sylwia Kwietniowska i Julita Dobrzyniecka znają się od około 12 lat. Ich relacja zaczęła się jeszcze w okresie nastoletnim i z czasem przerodziła się w bliską przyjaźń, obejmującą również ich rodziny.

Reklama

To osoba bardzo otwarta i wrażliwa. Zawsze stara się pomagać, zarówno zwierzętom, jak i ludziom – podkreśla Julita.

Choroba, z którą zmaga się Sylwia, przez długi czas pozostawała nierozpoznana. Objawy pojawiły się już siedem lat temu, gdy miała 19 lat. Przez kolejne lata szukała pomocy u różnych specjalistów – wykonywała badania, konsultowała się z ortopedą, endokrynologiem, przechodziła kolejne USG. Diagnoza długo nie nadchodziła.

Przez lata nikt nie potrafił powiedzieć, co jej dolega. Dopiero sama zaczęła szukać odpowiedzi i zaczęła diagnozować się w kierunku endometriozy – mało znanej choroby, w której tkanka podobna do tej z macicy rozrasta się poza nią, powodując silny ból. Szacuje się, że dotyczy nawet 1–2 mln kobiet w Polsce, a jej rozpoznanie często zajmuje wiele lat – relacjonuje przyjaciółka Sylwii.

Reklama

Jak mówi Julita Dobrzyniecka, decyzja o operacji nie jest wyborem, lecz koniecznością wynikającą ze stanu zdrowia. Zabieg ma zostać przeprowadzony w prywatnym Instytucie Endometriozy we Wrocławiu. Termin nie jest jeszcze ustalony – wszystko zależy od tego, kiedy uda się zebrać potrzebną kwotę. Gdy pieniądze będą dostępne, operację będzie można przeprowadzić niemal natychmiast.

To nie jest decyzja, którą można odłożyć. Bez operacji Sylwia nie jest w stanie normalnie funkcjonować – mówi Julita Dobrzyniecka.

Reklama

Bez szans na NFZ

Problem w dostępie do leczenia w ramach publicznego systemu zdrowia okazał się barierą nie do przejścia. Już w ubiegłym roku Sylwia Kwietniowska próbowała zapisać się choćby na konsultację w różnych ośrodkach – w Opolu, Krakowie i innych miastach. Miejsca były jednak zajęte z dużym wyprzedzeniem, nawet na rok do przodu. Dodatkowo, jak wynika z relacji kobiet skupionych w ogólnopolskich grupach wsparcia, zabiegi wykonywane w ramach NFZ często mają ograniczony zakres.

Kobiety mówią wprost: operacje są wykonywane w ograniczonym zakresie, bo obowiązuje określony budżet. Jeśli w trakcie wychodzą inne problemy, nie są już usuwane – podkreśla Julita.

Reklama

W przypadku prywatnej operacji planowane jest zastosowanie metody małoinwazyjnej, z wykorzystaniem niewielkich nacięć. To pozwala na dokładniejsze usunięcie zmian i ograniczenie rozległości ingerencji w organizm. W publicznym systemie takie podejście nie zawsze jest możliwe.

Najtrudniejszy okres przypadł na ostatnie półtora roku. Wtedy objawy zaczęły się nasilać, a ból stał się codziennością. Choroba postępuje, a brak odpowiedniego leczenia tylko pogarsza sytuację.

To choroba, o której wciąż mówi się za mało, choć dotyka bardzo wielu kobiet. Sylwia przez długi czas była z tym zupełnie sama – dodaje.

Reklama

Jedyna możliwość – operacja

Postępująca choroba coraz wyraźniej wpływa jednak na jej codzienne funkcjonowanie. Silne dolegliwości bólowe sprawiają, że zdarzają się sytuacje, w których nie jest w stanie wstać z łóżka. Ograniczenia zdrowotne przekładają się również na sytuację zawodową. Sylwia Kwietniowska straciła poprzednią pracę i obecnie ma trudności ze znalezieniem nowego zatrudnienia. Może wykonywać jedynie pracę siedzącą, bez wysiłku fizycznego, a takich ofert jest niewiele, a konkurencja duża. Poprzednie zatrudnienie było oparte na umowie zleceniu, więc nie mogła pójść na zwolnienie lekarskie.

Choroba wpływa nie tylko na codzienne funkcjonowanie, ale także na układ pokarmowy, powodując przewlekłe dolegliwości bólowe. Długotrwałe cierpienie i ograniczenia związane z tym stanem, odbiły się również na jej stanie psychicznym.

Reklama

Dziś zbiórka na operację staje się dla niej jedyną realną drogą do powrotu do normalnego życia. Obecnie jej cel to kwota 50.000 zł. Jednak może ulec zmianie. Wszystko zależy od wyników rezonansu zaplanowanego w najbliższych dniach. Jeśli badanie wykaże zmiany również w obrębie jelit, koszt leczenia wzrośnie. Jak przekazał lekarz, całkowita kwota nie powinna przekroczyć 60.000 zł.

Zbiórka trwa, a jej powodzenie zdecyduje o tym, czy Sylwia Kwietniowska odzyska szansę na życie bez bólu. Każde wsparcie przybliża ją do operacji, która może zatrzymać rozwój choroby i pozwolić wrócić do codzienności – tej, w której znów będzie mogła pomagać innym. Pomóc można, wchodząc na stronę: pomagam.pl/w6r7f4.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 03/05/2026 21:31
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo NowaGazeta.pl




Reklama