– Gdy patrzę na to wszystko, naprawdę wierzę, że się uda – mówił w piątkowy wieczór Daniel Wójcik, ojciec Bartka i Jasia z Kuraszkowa. W Restauracji Retro w Obornikach Śląskich odbyła się charytatywna kolacja, podczas której zbierano pieniądze na leczenie jego synów.
Data nie była przypadkowa. 20 marca Bartek obchodził 6. urodziny. On i jego 2-letni brat Jaś chorują na dystrofię mięśniową Duchenne’a – śmiertelną chorobę genetyczną, która stopniowo odbiera dzieciom władzę nad mięśniami, także nad mięśniem sercowym. Rodzice usłyszeli diagnozę we wrześniu ubiegłego roku. Jedyną szansą na zatrzymanie choroby jest terapia genowa, której koszt sięga 30 mln zł. Do tej pory udało się zebrać około 1,4 mln zł, a czasu nie ma wiele – leczenie można zastosować tylko do 10. lub 11. roku życia.
Kolacja była jednym z największych dotąd wydarzeń zorganizowanych dla braci Wójcików. Pięciu cenionych szefów kuchni przygotowało pięciodaniowe menu degustacyjne. Wszystko odbywało się charytatywnie – bez wynagrodzenia pracowali kucharze, obsługa, organizatorzy i właścicielka restauracji, bezpłatnie zostały przekazane produkty spożywcze. Ogółem 22 darczyńców, głównie z naszego powiatu, ale także kliku z Wrocławia i jeden z Kłodzka. Były licytacje na żywo, koncert Amelii Lubicz-Miszewskiej i płatny wstęp. Na sali pojawiło się 90 osób, z czego 12 zostało zaproszonych przez organizatorów, pozostali dowiedzieli się i sami zgłosili chęć uczestnictwa. Większość przyjechała z naszego powiatu, najwięcej z Obornik Śląskich i Trzebnicy, ale byli też goście z Wrocławia.
Przygotowania do tego wieczoru trwały cztery miesiące. Głównymi organizatorami byli Paulina Szczuplak i Damian Starzonek, ale w działania wokół zbiórki angażuje się już ponad 30 osób. Wśród obecnych byli m.in. Beata i Marek Janiakowie z Winnicy Jadwiga w Mienicach, posiadający winiarnię w Ozorowicach. Dostarczyli bezpłatnie dla gości swoje wino. Jak przyznali, decyzję o pomocy podjęli niemal od razu. Mimo że tego samego dnia mieli ważne wydarzenie branżowe w Poznaniu, przyjechali, by wesprzeć akcję również jako lokalni producenci.
– Pierwsza reakcja to był strach i niepokój. Człowiek od razu myśli, co będzie dalej i jak będzie wyglądała przyszłość dzieci – mówi ojciec chłopców, Daniel Wójcik.
Po pierwszym szoku przyszła bezradność. Rodzina nie wiedziała jeszcze, od czego zacząć, jak wejść w temat leczenia i jak zorganizować zbiórkę. Z czasem zaczęły się rozmowy z lekarzami, pojawiło się wsparcie bliskich i ruszyła zbiórka na Siepomaga, która trwa do dziś.
Pierwszym większym wydarzeniem był festyn charytatywny zorganizowany jesienią ubiegłego roku. Obecna kolacja ma jednak jeszcze większy rozmach. Jak przyznaje ojciec chłopców, na początku wszystko trzeba było nagłaśniać samodzielnie – przy pomocy rodziny, znajomych i mediów społecznościowych. Rozsyłano wiadomości, proszono o fanty, datki i produkty. Z czasem coraz więcej osób oraz firm zaczęło zgłaszać się do pomocy.
– Dziś, gdy patrzę na to wszystko, czuję ogromną nadzieję i wiarę w ludzi. Widząc skalę pomocy, naprawdę wierzę, że to może się udać – podkreśla.
Paulina Szczuplak nie ukrywa, że w takie akcje wchodzi całym sercem. Przyznaje, że gdy bierze na siebie jakiś cel, trudno jej odpuścić, nawet gdy pojawia się zmęczenie i moment zwątpienia. Jak mówi, ta historia dotyka ją szczególnie mocno także dlatego, że sama zna ciężar walki o zdrowie dziecka. To właśnie własne doświadczenia sprawiają, że nie potrafi przejść obok takich dramatów obojętnie.
– Te dzieci nie są już dla mnie obce. Ja ich traktuję tak, jakby to były dzieci mojej siostry albo mojego brata. Widzę, co się dzieje z Bartkiem, i wiem, że czasu jest coraz mniej – mówi.
Organizatorka podkreśla, że choć wiele rzeczy zaczyna się od prostego telefonu czy prośby o pomoc, skala odzewu wciąż potrafi ją zaskoczyć. Wokół akcji bardzo szybko zaczęli gromadzić się ludzie gotowi pomóc – od osób udostępniających wydarzenie po tych, którzy zaoferowali konkretne wsparcie organizacyjne i techniczne. Dzięki temu udało się stworzyć zaplecze, bez którego przygotowanie tak dużego wydarzenia nie byłoby możliwe.
Paulina Szczuplak ma już zresztą doświadczenie w podobnych akcjach. Jak przyznaje, wcześniej brała udział w zbiórce na leczenie chłopca chorego na nowotwór, dla którego udało się zebrać 1,6 mln zł na terapię genową. Dlatego i tym razem nie zamierza się zatrzymywać na jednej inicjatywie.
– Nie odpuszczę. Będziemy działać tak długo, aż ten pasek na Siepomaga zrobi się zielony – zapowiada.
Damian Starzonek, współorganizator, przyznaje, że decyzję o włączeniu się w pomoc podjął od razu. Podkreśla, że największą trudnością było przygotowanie całego wydarzenia w taki sposób, by nie generowało kosztów. Ostatecznie – dzięki wsparciu przyjaciół i zaangażowaniu wielu osób – udało się to osiągnąć. Zaznacza też, że pomoc dla Bartka i Jasia nie kończy się na samej kolacji. W akcję włączają się kolejne osoby, które pieką ciasta, przygotowują wielkanocne ozdoby i wspierają zbiórkę przy innych okazjach.
– Odzew ludzi jest naprawdę bardzo duży. Mieliśmy pana, który specjalnie dla chłopaków wykonał herb Śląska Wrocław i przywiózł go do domu, jadąc dwie godziny samochodem – opowiada Marcin Szafrański, aktywnie udzielający się w zbiórkach na rzecz Bartka i Jasia.
Jak zaznacza, szczególnie budujące są sytuacje, gdy pomoc nie kończy się na jednym geście. Osoba, która wylicytowała wspomniany herb, chce przekazać go dalej, by nadal pracował na rzecz leczenia chłopców. Zbiórka zaczęła też przyciągać wsparcie z coraz dalszych miejsc – nie tylko z innych części Polski, ale nawet z zagranicy. Jedna z osób pomagających odezwała się aż z Belgii.
Dużą rolę odgrywają media społecznościowe, dzięki którym historia chłopców zaczęła rozchodzić się szerzej. Pomogły w tym również materiały publikowane przez lokalne i regionalne media, a także internetowe licytacje, które docierają do kolejnych grup odbiorców. Spory zasięg przyniosła choćby licytacja herbu Śląska Wrocław, którą udostępniali kibice i strony skupione wokół klubu.
– Poszerzamy zasięg i widzimy, że to zaczyna się rozchodzić po Polsce. W tym upatrujemy szansy, bo tylko tak można realnie myśleć o uzbieraniu całej tej kwoty – mówi.
To jednak dopiero początek kolejnych działań. Organizatorzy zapowiadają już następne wydarzenia, w tym dwa turnieje piłkarskie – jeden w Obornikach Śląskich, drugi w Kuraszkowie. Pierwszy z nich ma się odbyć prawdopodobnie jeszcze w maju.
Finał piątkowej kolacji przyniósł konkretny efekt. Podczas wydarzenia udało się zebrać 45,2 tys. zł na leczenie Bartka i Jasia. To ważny krok, ale do celu wciąż droga jest bardzo długa. Rodzina prowadzi zbiórkę na stronie siepomaga.pl/bracia. Więcej informacji o chłopcach i ich historii można znaleźć także na maliwojownicy.info.
Fot.: Tomek Nawrot, Dawid Składnik.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze