Kupowane i sprzedawane nieruchomości, przetargi i oferta dużo wyższa niż zaplanowane na ten cel środki. Co łączy syna burmistrza oraz pewnego przedsiębiorcę i jego rodzinę, którzy dostają w gminie intratne zlecenia?
Dotarliśmy do kolejnych zaskakujących transakcji nieruchomościami. Tym razem chodzi o działkę nr 87 AM-5 o pow. ponad 22 ary w Trzebnicy, tuż za cmentarzem, przy ul. Cichej (cmentarz przy ul. Prusickiej w Trzebnicy).
Na działkę oraz inne przyległe do tego cmentarza tereny nie ma uchwalonych Miejscowych Planów Zagospodarowania Przestrzennego (MPZP), które zgodnie z prawem uchwala Rada Gminy. Oznacza to, że aby móc na niej wybudować dom należy uzyskać Decyzję o Warunkach Zabudowy, która jest wydawana przez Burmistrza ale już bez udziału radnych.
Historia działki jest bardzo interesująca z punktu zwykłego mieszkańca, który chcąc kupić w Trzebnicy w latach 2015-2016 działkę pod zabudowę jednorodzinną, musiał się liczyć z wydatkiem 150 – 200 zł za m2. W przypadku tak dużej nieruchomości, jak ta opisana powyżej, dałoby to kwotę ok. 350 – 400 tys. złotych. Tyle, mniej więcej, płacili mieszkańcy za podobne areały. Tymczasem zakupem działki zainteresował się syn burmistrza Marka Długozimy i okazało się, że kupił ją “w bardzo okazyjnej” cenie, a następnie szybko sprzedał. Ale po kolei.
Artykuł ukaże się w czwartkowym numerze Nowej Gazety Trzebnickiej, ale już teraz możesz go przeczytać w wersji elektronicznej.
Z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że właściciele tej działki wystąpili do gminy z wnioskiem o wydanie warunków zabudowy. Niestety, nie mogli ich z gminy dostać i ostatecznie wycofali wniosek, ale wtedy okazało się, że 6 października 2015 roku działkę kupił od nich syn burmistrza, hipotetycznie bez możliwości zabudowy. Przypomnijmy, działka miała 22 ary, ale syn burmistrza zapłacił raptem około 90 tys. złotych, co daje kwotę 40 zł za m2 działki.
Może nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że już 4 marca 2016 r., a więc ok. 5 miesięcy później, syn burmistrza sprzedał tą nieruchomość o kilkadziesiąt tysięcy drożej. Kupującym była córka i zięć przedsiębiorcy, który dla gminy wykonuje intratne zlecenia. Chodzi o firmę Brukarstwo Marek Krzak. Ta firma od 2013 roku jest wykonawcą prac dla Gminy Trzebnica związanych z brukarstwem i bieżącym utrzymanie ulic i chodników, a także innych drobnych zleceń. Zięciem Marka Krzaka jest pan Mariusz Kwak, który wykonywał te prace, ale nie wiemy, czy jako pracownik swojego teścia, czy może jako podwykonawca. Wielokrotnie widzieliśmy go podczas wykonywania prac, co zresztą uwieczniliśmy na filmach i zdjęciach.
O kontrowersjach związanych z robotami wykonywanymi przez firmę Brukarstwo Marek Krzak pisaliśmy wielokrotnie. Były rozbiórki, poprawki i inne dziwne działania. Sprawy są też przedmiotem badań prokuratury. Marek Krzak pozwał też radnego za nakręcenie i opublikowanie filmu z rozbiórki przystanków. Sprawę przegrał.
Tymczasem nagle okazało się, że Mariusz Kwak jest również od dłuższego czasu wykonawcą takich robót dla Gminy Trzebnica, pomimo tego, że umowa na bieżące utrzymanie dróg i chodników zawarta z firmą Brukarstwo Marek Krzak obowiązuje do końca tego roku.
Sprawdziliśmy, że Kwak w marcu tego roku założył swoją firmę pod nazwą Brukarstwo Mariusz Kwak. Jednak prawdopodobnie szybko zorientował się, że nazwa za bardzo nawiązuje do firmy teścia, bo już niecałe 2 tygodnie później zmienił nazwę na MARBRUK Mariusz Kwak. Co ciekawe szybko dostał zlecenia z gminy na różne prace, na które gmina przecież miała umowę. Dostał je oczywiście bez przetargu.

Pracownicy firmy Marbruk Mariusza Kwaka podczas prac przy płocie. Jeszcze niedawno te same osoby pracowały dla firmy Brukarstwo Marek Krzak

Dlaczego prace na mieniu gminy wykonuje firma Marbruk Mariusza Kwaka, skoro umowe ma podpisaną firma Brukarstwo Marek Krzak?
W listopadzie tego roku gmina ogłosiła nowy przetarg na bieżące utrzymanie dróg i chodników na rok 2022. Czas na złożenie oferty był bardzo krótki, a Mariusz Kwak złożył jako jedyny ofertę na 2 zadania opiewającą na kwotę ok. 1 milion 800 tys. zł. Czyżby zapowiadała nam się sukcesja dotycząca takich robót po Marku Krzaku, bo o dziwo jego firma oferty nie złożyła? Może to tak wyglądać, ale ciekawsze jest to, że gmina na zadanie II i III, czyli na to gdzie ofertę złożył Kwak, chciała przeznaczyć około 580 tys. zł. Oferta Mariusza Kwaka opiewa na kwotę kilkukrotnie wyższą bo ok. 1,8 mln zł. Według naszych informacji nie podpisano jeszcze umowy z firmą Marbruk Mariusz Kwak, bo burmistrz najpierw musi poprosić radnych o wyrażenie zgody na odpowiednie zmiany w budżecie.
Tymczasem firma Mariusza Kwaka już prace wykonuje, co udało nam się zaobserwować i uwiecznić na zdjęciach. Stawiała czy naprawiała ostatnio płot przy ul. Obrońców Pokoju. Na jakiej podstawie, za jaką cenę? Tego nie wiemy, ale pytań jest więcej.

Taką ofertę złożyła firma Marbruk Mariusz Kwak w dniu 9 kwietnia 2021. Co ciekawe działalność firma rozpoczęła 2 kwietnia, a więc 7 dni wcześniej. Dlaczego gminny urzędnicy zapytanie wysłali akurat do tej firmy? Czy były jakieś ich powiązania z tym przedsiębiorcą, w końcu na rynku jest wiele firm, które działają od kilku lat i które mogłyby zaproponować niższe ceny?

To faktura do oferty, którą pokazujemy obok. Widać, że gmina godzi się na kwotę, którą proponuje wykonawca. Czy sprawdzono inne oferty?
Ale wróćmy do działki. Okazało się, że w kwietniu 2017 roku Mariusz Kwak złożył do starostwa wniosek o wydanie pozwolenia na budowę domu na tej działce. Starostą był wtedy Waldemar Wysocki. Okazało się, że pozwolenie zostało wydane błyskawicznie, bo po ok. 3 tygodniach. Ile się czeka na pozwolenie, wiedzą mieszkańcy, którzy składają wnioski do starostwa. Ale nie to jest najważniejsze. Pozwolenie na budowę domu oznacza, że znacznie wcześniej musiał mieć na tę nieruchomość wydane przez burmistrza warunki zabudowy. Kwestią wyjaśnienia jest, czy to syn burmistrza, będąc właścicielem tej działki przez 5 miesięcy, wystąpił i otrzymał takie warunki zabudowy, czy zrobił to już Mariusz Kwak po tym jak kupił działkę od syna burmistrza. Tak czy inaczej, działka została zabudowana domem jednorodzinnym, a obecnie właściciel może się cieszyć, że „udało” mu się kupić w 2016 roku od syna burmistrza nieruchomość, którą jak się później okazało można było zabudować. Cena mogłaby być 1/3 rynkowej wartości. W tej sprawie zapewne zadowolony jest też syn burmistrza, który w przeciągu kilku miesięcy zarobił na tej transakcji kilkadziesiąt tysięcy złotych. Sprzedaż poszła gładko bo przecież kupującym była rodzina Marka Krzaka, będącego wówczas głównym wykonawcą prac brukarskich dla Gminy Trzebnica.
Warto w tym momencie przypomnieć, że firma Brukarstwo Marek Krzak „zafakturowała” do tej pory dla Gminy Trzebnica prace na kwotę kilku, a być może nawet kilkunastu milionów złotych. Aby wyjaśnić część wątpliwości pojawiających się w tej sprawie, wystąpiliśmy z pytaniami do burmistrza Marka Długozimy. Liczymy się z tym, że odpowiedź, jeśli w ogóle ją dostaniemy, może zostać nam udzielona dopiero za 2 miesiące.
Sprawa jest jednak bardzo ciekawa i mieszkańcy mają prawo wiedzieć kto i jak uzyskuje warunki zabudowy w naszej gminie.
Jak tylko uda nam się uzyskać odpowiedzi na nasze pytania to poinformujemy Państwa o tym w jaki sposób doszło do takiego dziwnego splotu zdarzeń przy tej transakcji.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Czas żeby prokuratura się wzieła za nich
Tak samo żeby prokuratura też zapukała do Prusic i Żmigrodu a jakże z tego samego powodu , bo tam jeszcze gorzej z przetargami tam to nie ma żadnej kontroli harcują sobie jak myszy na poddaszu , nowa to rzeczywiście jest ciemna albo redaktor naczelny robi z niej ciemnotę .
Proste, oni rzucą parę groszy dla redaktora, Ci z Trzebnicy niestety nie dlatego piszą o nich artykuły. Każdy mieszkaniec tej gminy czy ościennych wie jak to wygląda. Śmiech na sali.
i to jest sedno sprawy !!!!
Czas żeby prokuratura się wzieła za nich
Tak samo żeby prokuratura też zapukała do Prusic i Żmigrodu a jakże z tego samego powodu , bo tam jeszcze gorzej z przetargami tam to nie ma żadnej kontroli harcują sobie jak myszy na poddaszu , nowa to rzeczywiście jest ciemna albo redaktor naczelny robi z niej ciemnotę .
Proste, oni rzucą parę groszy dla redaktora, Ci z Trzebnicy niestety nie dlatego piszą o nich artykuły. Każdy mieszkaniec tej gminy czy ościennych wie jak to wygląda. Śmiech na sali.