Zanim jednak wspomnę naszą podroż na północ, po terenach równych i płaskich, chciałbym dokończyć opowieść o miasteczku, które leży na południe od Tarnowa, wśród sporych pagórków Pogórza Karpackiego.
Bo Tuchów naprawdę wart jest odwiedzenia. Byliśmy w sanktuarium Matki Boskiej Tuchowskiej (chór z tej świątyni występował kilka lat temu w naszej bazylice) i w barokowym kościele św. Jakuba. Obejrzeliśmy Rynek, pięknie odnowiony po powodzi sprzed dwóch lat, a także plenerową galerię sztuki w ramach III Międzynarodowego Pogórzańskiego Pleneru Rzeźbiarskiego. Muszę odnotować też wizytę w punkcie informacji turystycznej, gdzie trzy młode osoby (a było niedziela, godzina piąta po południu!) zasypały nas wielością mapek i folderów, zachęcających do wypoczynku w tym miasteczku i jego okolicach. Dowiedzieliśmy się m. in., że Tuchów współpracuje z ośmioma(!) miastami w całej Europie: austriackim Pettenbach, słowacką Detvą, ukraińską Baranówką, francuskim Saint-Jean-de-Braye, czeskim Mikulovem, węgierskim Martfű, niemieckim Illingen (Saara) i rumuńskim Tăuţii-Măgherăuş. Od 2000 corocznie odbywają się Międzynarodowe Spotkania Miast Bliźniaczych, a w tym roku miasto pozyskało na ten cel 17 tys. euro z funduszu "Europa dla Obywateli". Miejscowe kino Promień wyświetla filmy, także w technice 3D (w ramach Małopolskiej Sieci Kin Cyfrowych), a w czasie każdego weekendu odbywa się 10 (!) seansów filmowych. Ponadto 12 maja odbył się w miasteczku XV Małopolski Konkurs Pianistyczny im. I. J. Paderewskiego, w którym uczestniczyło 39 młodych artystów, a honorowym przewodniczącym jury był prof. Andrzej Jasiński. Dodam jeszcze, że miasteczko liczy 6,6 tys. mieszkańców, a Dni Tuchowa (pod hasłem "Wehikuł Czasu") odbyły się pod wspólnym patronatem burmistrza i starosty.
W poniedziałek pierwszą zwiedzaną przez nas miejscowością były Wierzchosławice, rodzinna miejscowość Wincentego Witosa, o którym nie tak dawno pisałem, przy okazji "portretowania" jego trzebnickiej ulicy. Mieliśmy szczęście obejrzeć najpierw wierzchosławicki kościół, a potem zagrodę wielkiego męża stanu, który całym swym życiem był wierny, głoszonej przez siebie zasadzie: "Nie ma sprawy ważniejszej niż Polska". Z opowieści przewodniczki dowiedzieliśmy się, że Witos był samoukiem. Nie kończył uniwersytetów, ale zdobył rozległą wiedzę i swej działalności politycznej nigdy nie traktował jako przygody, czy okazji do wzbogacenia się, ale rozumiał głęboko sens służby dla ludu, z którego wyszedł, i o którym zawsze pamiętał. Są w tym muzeum szczególne eksponaty, jak choćby wysokie, chłopskie buty premiera, listy gończe, którymi ścigano go, niby zbrodniarza, czy jego testament.
Po drodze do Zalipia, zgodnie z naszą tradycją zatrzymywaliśmy się, by obejrzeć miejscowe kościoły, pałacyki, czy cmentarze. Największe wrażenie zrobiła niedawno odnowiona synagoga w powiatowej Dąbrowie Tarnowskiej, która służy jako Ośrodek Spotkania Kultur.
W Zalipiu zatrzymaliśmy się przy drewnianym kościołku, którego wnętrze (ołtarz, ambona, kaplica) było pięknie ozdobione, charakterystycznymi dla tej wsi motywami barwnych kwiatów. A potem jechaliśmy wśród kolorowych, ukwieconych chałup, stodół i obórek. Kolorowe były też: studnie, psie budy, koryta, a nawet pnie drzew. Sporo czasu spędziliśmy w Zagrodzie Malarek, gdzie można było obejrzeć jak powstają te kwiatowe cudeńka i kupić zalipiańskie pamiątki. Ornamenty z różnokolorowych kwiatów są proste i niewyszukane, może dlatego tak zachwycające.
Do naszej kwatery w Koszycach Małych wracaliśmy inną drogą, przez m.in. Otfinów i Żabno, mijając po drodze ładnie uporządkowany cmentarz żołnierski z I wojny światowej (spoczywają tam żołnierze: polscy, austro - węgierscy, niemieccy i rosyjscy) oraz piękne, choć niestety nie zawsze dostępne kościoły. Wróciliśmy może trochę zmęczeni (przejechaliśmy w tym dniu ponad 100 km) ale zadowoleni, bo znów udało się nam zobaczyć wiele interesujących rzeczy.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze