Wymarzonego volkswagena garbusa zakupił mając siedemnaście lat. Lecz pasja do tych, niebanalnych samochodów z charakterystyczną sylwetką, pojawiła się już w dzieciństwie. Po czym jakiś czas później, w życiu Bartka Koniecznego, nakreśliła zawodową drogę. Bowiem od 2010 roku, w Szewcach, w gminie Wisznia Mała, mężczyzna prowadzi niezwykły warsztat samochodowy, specjalizujący się w renowacjach zabytkowych samochodów. Oprócz tego w swojej kolekcji ma kilkadziesiąt starych modeli ulubionej, niemieckiej marki. Na czele z rzadkim i niezwykłym modelem garbusa z 1951 roku.
Uśmiechnięty i emanujący pozytywną energią kolekcjoner, otwiera drzwi do jednej z hal. W lekkim półmroku ukazuje się motoryzacyjna magia. Brązowa linia dachu opada zgrabnym łukiem ku tyłowi. Wydatne nadkola i charakterystyczne płaskie szyby, bo kiedyś na gięte nie było technologii.

To najstarszy samochód Bartka, właśnie ten z 1951 roku. Za sprawą charakterystycznie dzielonej, tylnej szyby, nazywany potocznie preclem wśród znawców tematu. Wczesny model, wręcz prymitywny na obecne czasy. Nie ma pasów bezpieczeństwa, zaś pierwszy bieg jest niezsynchronizowany. Fabrycznie nie był wyposażony nawet w boczne lusterka.
- Przy zmianie pasa ruchu, trzeba skręcić głową na boki aby ocenić sytuację – wyjaśnia właściciel – ale kiedyś samochodów było znacznie mniej.

Obok chromowanym stelażem bagażnika, przymocowanym do maski silnika, połyskuje srebrzysty volkswagen karmann ghia typ14, Nieco dalej, pomiędzy dwoma czerwonymi garbusami cabrio z jasnymi dachami, stoi volkswagen typ 3.

To sedan ale jednostkę napędową ma umieszczoną z tyłu. Auto w jakimś stopniu było protoplastą, późniejszego passata. Wyprodukowany w 1969 roku ale co ciekawe, wyposażony już w automatyczną skrzynię biegów.
W innym pomieszczeniu oglądamy pozostałe volkswageny.[paywall]
Między innymi wiekowe już transportery pierwszej i drugiej generacji oraz model karmann ghia typ 34 z 1969 roku. Samochód wyprodukowany w niedużej, jak na możliwości ówczesnego koncernu volkswagena, ilości ponad sześćdziesięciu tysięcy. W kolekcji znajdują się także młodsze, bardziej współczesne, samochody jak na przykład golf „jedynka”, kabriolet z lat osiemdziesiątych czy też volkswagen caravelle T4 z quasi - kempingową zabudową. Ogólnie jednak w całej kolekcji dominuje motoryzacyjna miłość Bartka, od której wszystko się zaczęło czyli garbusy.
- Niestety pierwszy, po zakupie długo nie pojeździł. Po miesiącu, okazało się, że trzeba przeprowadzić remont silnika. Na szczęście finansowo pomogli mi rodzice – wspomina pasjonat motoryzacji.
Dwa lata po zakupie pierwszego, starego volkswagena, Bartek Konieczny otworzył we Wrocławiu sklep motoryzacyjny. Również w tym przypadku rodzice mocno wierzyli w pasję syna. Niewątpliwie mieli rację, bo jego upór i konsekwencja w dążeniu do celu, zaowocowały tym, czym zajmuje się już od przeszło ponad dwudziestu lat. Sukcesywnie polepszając swoją markę, jego warsztat jest obecnie jednym z największych jeśli chodzi o renowację oldtimerów w Europie Środkowo – Wschodniej.
Jednocześnie zdobył także mocną pozycję w branży i uznanie wielu klientów. Między innym niemieckich muzeów motoryzacji, które zlecają firmie, renowacje rzadkich modeli ze swoich kolekcji.
- Ostatnio mamy jedno z trudniejszych wyzwań w całej historii remontów. Bardzo rzadkie, porschelok, pozyskane właśnie przez muzeum. To pojazd, który jest lokomotywą do ciągnięcia dedykowanych wagoników kolejki. Ma do nich zaczep w postaci siodła jak w ciężarówce. Napęd jest przenoszony poprzez sztywny, tylny most. Z kolei wizualnie jest zbliżony do modelu porsche 356 speedster. Od tego modelu montowano też silnik. W sumie powstało kilkanaście sztuk tych pojazdów. Obecnie wiadomo o dwóch, które ocalały. I jednym komplecie wagonów – zdradza szczegóły projektu, właściciel serwisu. Niestety renowacja samochodu jest trudna, bowiem do lokomotywy brakuje dokumentacji technicznej i katalogu części.
Do jednego z klientów należy też rzadki volkswagen fridolin. Auto skonstruowano w 1962 roku na potrzeby niemieckiej poczty. Jego rama pochodziła z modelu karmann ghia. Z kolei silnik to seryjny, chłodzony powietrzem, bokser z garbusa. Wyprodukowano je w liczbie około 6200 sztuk. Ktoś kto jest właścicielem oldtimera, niewątpliwie cechuje się specyficznym podejściem do życia. Zabytkowy samochód ma czasem w spadku po rodzicach albo kupuje go, bo kojarzy mu się na przykład z dzieciństwem. Według Bartka współczesna motoryzacja służy wyłącznie do przemieszczania się zaś ta stara do zapewniania fajnych chwil w życiu.
- Te samochody w ciągu roku średnio pokonują dystans pomiędzy pięćset a tysiąc kilometrów. Ich posiadacze czerpią po prostu z nich przyjemność. Często nie chcą też iść na skróty podczas ustalania zakresu renowacji. Ostatnio jeden z klientów, przekonał mnie aby zrobić mu całkowity remont zużytej przekładni kierowniczej w jego samochodzie. Chociaż w tym wypadku była możliwość zastąpienia ją nowszym elementem, musiałem mu ulec, w tym temacie. Nie było tłumaczenia – śmieje się pasjonat starych volkswagenów.
Profil klientów jest zróżnicowany. Wśród nich jest między innymi szef działu prototypów jednego z koncernów samochodowych, specjalista od wnętrz innego, dużego producenta aut. A także hurtownik jajek z Niemiec czy też elektryk z Austrii oraz programista komputerowy znanej firmy z branży informatycznej.
Po przejściu bramy warsztatu od razu czuć w nim kameralną atmosferę pracy bez pośpiechu oraz klimat rzemieślniczej manufaktury i wręcz artystycznej pasji do renowacji samochodów, począwszy od najmniejszej śrubki. To miejsce tworzą ludzie, zajmujący się swoją niełatwą profesją ze spokojem i cierpliwością.
- Nie przepadamy za szybkimi, powierzchownymi remontami. Lubimy być dokładni. Kompleksowe renowacje trwają zazwyczaj od jednego do dwóch a nawet trzech lat – Bartek Konieczny tłumaczy filozofię firmy: - W związku z tym wiem, że muszę mieć specyficznych, pozytywnych ludzi, którym każdy ukończony samochód przynosi satysfakcję. I właśnie taką mam ekipę. Czyszczenie karoserii zajmuje średnio 100 godzin a jest to dopiero początek pracy przy aucie. Więc osoby z innym podejściem raczej nie sprawdziłyby się w tej branży – dodaje.
W warsztacie znajduje się wiele samochodów w różnym stanie do naprawy czy remontu. Niektóre wypieszczone z lśniącymi czystością, silnikami jak na przykład zwracający uwagę swoim kolorem, volkswagen garbus cabrio. Rudy metalik w połączeniu z chromowanymi elementami nadwozia i lśniącym silnikiem robi piękne wrażenie. W tym egzemplarzu nie ma chyba zbyt wiele do pracy. Ale nie brakuje też samochodów ze zdemontowanymi nadwoziami w trakcie wstępnego malowania farbą podkładową. Serwis stosuje nowoczesne techniki w odtwarzaniu starych konstrukcji. Zdarzają się także mieszane metody jak chociażby ręczne czyszczenie nadwozi w połączeniu z nieagresywnymi technologiami mechanicznymi. Najstarszy samochód jaki znalazł się w warsztacie to volkswagen garbus z 1949 roku.
Dla Bartka Koniecznego i jego ekipy, każdy samochód jest swego rodzaju próbą możliwości. Nie ukrywa ambitnego podejścia do tematu.
- W jednym może być zniszczone mocno nadwozie. W innym z kolei mocno zdegradowana konstrukcja dachu, wnętrze czy też strona mechaniczna – pasjonat starych volkswagenów nie ukrywa ambitnego podejścia. Gdzieś tam uwagę zwraca, wymontowany z auta, tylny most ze zwolnicami jak w traktorze.
- To ze starego transportera, pierwsze generacje bulika miały takie rozwiązanie aby wzmocnić siłę napędową na kołach. Ale przez to były wolne na drodze – Bartek wyjaśnia zasadę działania elementu.
Łącznie wyprodukowano nieco ponad 21 milionów sztuk volkswagenów garbusów. Oprócz Niemiec były produkowane między innymi w Brazylii i Meksyku. Na czym według właściciela warsztatu z Szewc, polega zjawiskowość samochodu który pierwotnie powstał jako prosty samochód dla ludu?
- Może na tym samym co amerykańskiego jeepa, adidasa czy junkersa. W pewnym momencie stał się synonimem samochodu. Każdy zna to auto, nawet dzieci go kojarzą. W garbusie jest coś fenomenalnego. Może być za mały, zbyt wolny ale raczej nikt nie powie, że mu się nie podoba. Wzbudza sobą wiele pozytywnych emocji.
Z uśmiechem zwraca także uwagę na przemysł filmowy, który wypromował auto jako swego rodzaju, pewną ikonę popkultury.
Bartek pomimo swojego zamiłowania do tych aut, jednocześnie twierdzi, że obecnie nie chciałby już ograniczać się tylko do zabytkowych volkswagenów. Zapewne przez to, gdzieś tam na podnośniku stoi przygotowane do końcowego lakierowania, rozebrane do ostatniej śrubki, nadwozie renault dauphine. Z kolei w innej hali jest też ferrari.
- Garbusy to moja największa fascynacja – precyzuje twórca warsztatu - ale francuskie wozy też potrafią zadziwić konstrukcyjnie. Bo jak inaczej podejść do tematu sprężyny okalającej bęben hamulcowy w starym renault? Najprawdopodobniej w fazie projektowania samochodu wiele lat temu, jakiś konstruktor próbował ratować marny tak naprawdę układ hamulcowy, takim specyficznym rozwiązaniem. To takie ówczesne, inżynierskie smaczki – tłumaczy z uśmiechem i dodaje: - Z kolei o włoskiej motoryzacji mówi się, że jest piękna zewnętrznie. Zaś tę starą, niemiecką, podsumowuje jako poprawną, przewidywalną i solidną.
Bartek ze swoimi zainteresowaniami, spełnia się także w innych, pozawarsztatowych przestrzeniach. W swoim życiu uczestniczył w ponad stu pięćdziesięciu zlotach, starych volkswagenów. Oprócz tego wraz ze swoją narzeczoną Adą, udostępniają w social mediach filmy i zdjęcia z każdego etapu remontów pojazdów.
- Dzięki temu nasi klienci pomimo sporych odległości mogą uczestniczyć w nich razem z nami – dodaje mężczyzna.
Jego firma bierze też udział w różnych branżowych eventach w Europie. Jest obecna między innymi na największych targach klasycznej motoryzacji, Techno - Classika w niemieckim Essen. Mężczyzna cały czas życiowo jest ukierunkowany na swoje motoryzacyjne zamiłowania. Dzięki zabytkowym, niemieckim samochodom, spełnił swój amerykański sen o sukcesie. Jednocześnie nie osiada na laurach i wytycza sobie nowe, motoryzacyjne kierunki. Kiedy opowiada o starych samochodach i renowacjach, czyni to całym sobą. Mówi o sobie, że uwielbia całą motoryzację, To niewątpliwie prawdziwy pasjonat z krwi i kości. A może zamiast niej w jego żyłach płynie po prostu benzyna? Jedno jest pewne. W dobie obecnych, plastikowych samochodów, takich ludzi, jest niestety coraz mniej.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze