Reklama

[FILM] Spotkanie z mieszkańcami w sprawie likwidacji szkoły. Było gorąco

- Teraz Pan oszukuje - mówili burmistrzowi mieszkańcy i dodawali: - Szkoda, że nie mamy nagrań z listopadowego spotkania. Ale każdy z nas pamięta co Pan wtedy mówił i co obiecywał…

O godzinie 17.00 w środę, jedna z sal w Szkole Podstawowej w Masłowie wypełniła się mieszkańcami. Rodzice przyszli wysłuchać, co szefostwo gminy ma im do powiedzenia. Spotkanie otworzyła dyrektor Aleksandra Pasierska i od razu przekazała głos burmistrzowi Markowi Długozimie. Ale on szybko oddał głos Krystynie Haładaj, która krótko przedstawiła ostatnią decyzję rady w sprawie likwidacji szkoły. Wiceburmistrz przekonywała, że to demografia i brak dzieci jest powodem podjęcia decyzji o likwidacji placówki. Mówiła też, że rodzice powinni się cieszyć, że ich dzieci będą się uczyć w większych placówkach w Trzebnicy czy Kuźniczysku. 

To jednak rodziców nie przekonało. Wskazywali, że urzędnicy mają złe dane, bo dzieci jest więcej niż podano w uzasadnieniu uchwały.

Po chwili wywiązała się ostra dyskusja między burmistrzem a mieszkańcami. Rodzice zarzucili mu, że składa obietnice, z których się nie wywiązuje. 

- Po co remontowano szkołę, po co remontowano toalety, po co nadawano imię szkole i sztandar, skoro jak teraz mówicie, demografia ponoć pokazała, że szkoła nie ma prawa istnieć - dopytywali mieszkańcy. 

Burmistrz nie umiał na te pytania odpowiedzieć, ale zapewniał, że budynku nie sprzeda. Mówił, że mieszkańcy będą mogli z niego korzystać, choć nie padły żadne konkrety.

I on i wiceburmistrz przekonywali, że to będzie z korzyścią dla dzieci, że gmina zorganizuje transport i że dzieci w nowych szkołach dostaną lepsze wykształcenie. 

Rodzice z kolei udowadniali, że ich szkoła również takie wykształcenie zapewniała i że oni byli zadowoleni z kształcenia, a ich dzieci z sukcesami zdobywali różne nagrody. 

Podkreślali, że gdyby nie ta ciągła niepewność, że szkoła przestanie istnieć, to pewnie wielu rodziców nie przeniosłoby dzieci do innych placówek 

- To wasza wina, to wy ciągle mówiliście o likwidacji. Pierwsza próba była w 2015 roku, wtedy się nie udało, to teraz chcecie to zrobić - mówili rodzice. 

- W tamtym roku obiecywał Pan, że szkoła nie będzie likwidowana, tylko zmieni się zakres czyli, że będą ty klasy I-III oraz grupa przedszkolna. Co takiego się nagle zmieniło, przecież Pan to mówił kilka miesięcy temu? - pytali mieszkańcy. 

Włodarz przekonywał, że wszystkiemu winna jest demografia, ale rodzice nie chcieli wierzyć, że nagle powstał problem, którego nie było kilka miesięcy temu.

W pewnym momencie o głos poprosił radny Marcin Raczyński, który dotąd przysłuchiwał się dyskusji. Gdy tylko wstał, burmistrz i wiceburmistrz natychmiast opuścili salę i szybko wyszli ze szkoły. Rodzice jednak chętnie wysłuchali radnego, który zapewnił ich, że sprawa nie jest jeszcze przegrana. Obiecał, że radni opozycyjni razem z posłanką, która zaangażowała się w sprawę spotkają się z kuratorem i będą przedstawiać argumenty za pozostawieniem szkoły. Tym bardziej, że jak mówił rząd szykuje zmianę w ustawie, która ma wspierać małe wiejskie placówki. 

Mieszkańcy jednoznacznie ocenili też wyjście Długozimy i Haładaj. Mówili, że to zwykłe tchórzostwo i teraz dokładnie widzą, że obietnice burmistrza są nic nie warte.

Po spotkaniu zapytaliśmy dyrektorkę szkoły czy naprawdę nie było szans, aby utrzymać placówkę jako nauczanie wczesno - szkolne?

- Mogę się odwołać jedynie do tekstu uchwały, która została podjęta przez radę. Ze swojej strony mogę dodać tylko tyle, że naszym zadaniem jako dyrektora i rady pedagogicznej jest wypełnianie zapisów karty nauczyciela czyli wychowanie, edukowanie i opieka nad dziećmi i będziemy to robić do ostatniego dnia trwania naszej szkoły - powiedziała Aleksandra Pasierska i dodała, że dyrekcja i rada pedagogiczna o wszystkim została poinformowana za pomocą wspomnianej uchwały. 

Teraz rodzice mają czas do 18 lutego na wniesienie swoich uwag na piśmie. 20 lutego odbędzie się kolejne spotkanie w tej sprawie. 

Po spotkaniu radny Raczyński napisał w mediach społecznościowych:

- Podczas dzisiejszego spotkania rodzice z Masłowa byli zgodni w przekazie do burmistrza Marka Długozimy i jego zastępcy Krystyny Haładaj: "Wasze wieloletnie działania spowodowały, że rodzice sukcesywnie zabierali swoje dzieci z Masłowa już od 2015 roku, bo ciągle słyszeli, że szkoła będzie zamykana (...) Po co były te wszystkie ostatnie inwestycje? (...) Nie ma pieniędzy w budżecie i ich szukacie - to się zmieniło" - pisał i dodał:

- Burmistrz cały czas przekonywał, że subwencja od państwa się już skończyła, że trzeba dopłacać, że jest problem demograficzny a do pierwszej klasy nie ma ani jednego dziecka. Zupełnie nie przyjmował do wiadomości, że na sali siedział rodzic z dwójką dzieci, które miały iść od września do pierwszej klasy w Masłowie. Takich dzieci jest więcej zapewniają rodzice. Do szkoły w Masłowie chodzą nawet dzieci z sąsiedniej gminy Zawonia.Niestety padały też gorzkie słowa z ust burmistrza, że: "Każdy rodzic, któremu zależy na edukacji dziecka, wysyła je do szkoły w Trzebnicy". Rodzice byli oburzeni przekazem, że szkoła w Masłowie nagle stała się w oczach burmistrza Długozimy jedną z najgorszych szkół pod względem wyników nauczania. To nieprawda zapewniają rodzice i mówią o świetnych wynikach egzaminu ósmoklasistów.

Aplikacja nowagazeta.pl

Jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś koniecznie zainstaluj naszą aplikację, która dostępna jest na telefony z systemem Android i iOS.


Aplikacja na Androida Aplikacja na IOS

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 29/01/2026 10:04
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Anonim - niezalogowany 2026-01-29 21:39:02

    Szczyt żenady... Co to właściwie ma znaczyć? Dzieci z Kałowic są „poza obwodem” szkoły w Masłowie, więc nie powinny tam uczęszczać, a ich edukację należy przenieść do Zawoni pomimo, że chodzą do masłowskiej szkoły od przedszkola? Ciekawe, że identyczny problem nie istnieje, gdy dzieci z Cerekwicy chodzą do szkół w Trzebnicy. Skoro tak kurczowo trzymamy się obwodów – to trzymajmy się ich konsekwentnie, a nie wybiórczo, pod tezę. Kolejna perełka: brednie o tym, że dzieci w szkole w Masłowie nie rozwijają się społecznie, nie potrafią pracować w grupie. Naprawdę? A w szkołach liczących 500 uczniów to się niby dzieje jakaś magia społeczna? Dzieci funkcjonują tam głównie w obrębie swojej klasy, ewentualnie kilku równoległych roczników. Często nie znają się nawzajem, nie znają imion młodszych ani starszych uczniów, funkcjonują obok siebie, a nie ze sobą. Tymczasem w Masłowie dzieci od najmłodszych do najstarszych mają ze sobą realny kontakt. Współdziałają, podejmują wspólne inicjatywy, naprawdę razem, a nie „razem do zdjęcia”. Argument o „lepszym wyposażeniu” szkół w Trzebnicy? Wbrew narracji z wystąpienia, szkoła w Masłowie nie zatrzymała się w XIX wieku. Dzieci nie piszą gęsim piórem, nie uczą się przy lampach naftowych – korzystają z nowoczesnych pomocy. Ale bajkę o "zacofanej szkole" sprzedaje się lepiej. Nie ma sali gimnastycznej – fakt. Ale czyja to wina? Odpowiedź wszyscy znamy. Są za to gabinet psychologa, pedagoga, logopedy, dzieci mają dostęp do PPP. Tego też nie warto było wspomnieć? A już tekst, że nauczyciele zawsze będą bronić szkoły, bo „wygodniej się pracuje” przy mniejszej liczbie uczniów – szczyt żenady. Wydaje mi się, że dobry nauczyciel wkłada tyle samo pracy, serca i odpowiedzialności, niezależnie od tego, czy uczy 5 czy 30 uczniów. A takich w Masłowie nie brakuje. Insynuowanie czegoś innego to jawna obraza całego tego środowiska. Generalnie całe wystąpienie burmistrza to pokaz ignorancji wobec rodziców, momentami wręcz obrażanie nas. „Obiecuję” w ustach pana Długozimy brzmi dziś wyjątkowo ironicznie – rok temu też obiecywał. Wczoraj fotografował się z uczniami i nauczycielami z Boleścina po występie w kinie. Z uśmiechem, z troską, z empatią na pokaz. Oni będą następni. Jeszcze chyba wierzą. Jeszcze chyba na coś liczą. Wisienka na torcie: pani wiceburmistrz śmiejąca się rodzicom prosto w twarz i teksty w stylu: „jak rodzicom zależy na edukacji, to wysyłają dzieci do Trzebnicy”. Czyli co? Rodzicom z Masłowa nie zależy? To jakaś ciemna masa, zaścianek do „oświecenia”? A burmistrz wjeżdża na białym koniu i łaskawie ratuje ciemnotę? Najbardziej ironiczne jest to, że jeszcze w chwilę temu szkoła była „wspaniała”, "serce lokalnej społeczności" "miejsce rozwoju i pielęgnowania tradycji"...Pasowanie na ucznia, nadanie imienia – ile było zachwytów, ile autopromocji... Cała ta akcja jest poniżej jakiejkolwiek krytyki – to pokaz arogancji władzy, granie półprawdami i jawne lekceważenie ludzi, których ta decyzja bezpośrednio dotyczy!!!!. Tania propaganda i brak elementarnej przyzwoitości.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    DTR - niezalogowany 2026-01-29 22:10:43

    Jak burmistrz może podważać słowa nauczycielki, która mówi, że ma mocniejsze relacje z 8 dzieci niż miała w większej szkole? On wie lepiej jakie ona ma relacje? Dla wiadomości Pana burmistrza kompetencje społeczne nie zależą od tłumu, tylko od jakości relacji! Ale jak Pan burmistrz juz się tak trzyma danych naukowych, to czy wie, że powyżej 20 uczniów w klasie, relacje zaczynają się spłycać. Dzieci funkcjonują w podgrupach, a część zostaje niewidoczna. Rozwój społeczny nie znika, ale jest ograniczony i nierówny. A szkoły 400–500 osobowe to nie jedna „społeczność". To bańki klasowe, często anonimowość i relacje czysto funkcjonalne. I nie słyszałem, żeby w jakiejkolwiek szkole przyjeżdżał nauczyciel na jedną godzinę... nie wiem czy zarobiłby na paliwo.. .Owszem jeśli ktoś uczy przedmiotu, ķtorego jest tylko 2h w danej klasie, to ma dwie godziny w danej klasie i tego się nie rozciągnie...czy jak? W Trzebnicy taki nauczyciel ma nagle np. 10h fizyki w jednej klasie i buduje super silne więzi? To ile Ci uczniowie siedzą w szkole? 24h?

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama