Od 1 września 20-30-osobowa grupa dzieci i młodzieży uczyła się jednocześnie języka angielskiego i jednego z najtrudniejszych tańców: breakdance. Swoimi umiejętnościami pochwalili się przygotowując dwuczęściowy występ. Przedstawienie, nosiło tytuł "Father Christmas is hungry", a młodzi aktorzy zagrali w całości po angielsku. Później młodzi artyści popisywali się zwinnością i wytrenowaniem, tańcząc pojedynczo i w grupie różne układy breakdance.
- Napisaliśmy wniosek do fundacji na zajęcia dodatkowe nauki języka angielskiego poprzez taniec dla dzieci w wieku 6 do 25 lat - mówi Katarzyna Jarczewska, koordynatorka projektu. Jest to bardzo innowacyjny pomysł, który bardzo zainteresował osoby oceniające wnioski. Dzięki temu otrzymaliśmy grant w wysokości 12 tys. zł na zakup sprzętu, książek oraz wynagrodzenie dla osób prowadzących zajęcia
Szkoła użyczyła za darmo pomieszczenia, urząd gminy dał wsparcie merytoryczne, wydruk zaproszeń, zaświadczeń, a urząd marszałkowski - gadżety na nagrody.
- Zajęcia odbywały się dwa razy w tygodniu po trzy godziny - powiedziała nauczycielka Ewa Skubisz, która prowadziła wykłady z języka angielskiego. - W środę ze mną teoretyczne, a w piątki, praktyczne wykorzystanie poznanej wiedzy podczas nauki tańca prowadzonej przez Adriana Mikołajczyka.
- Dzieciaki niechętnie uczą się języków. Moim zadaniem było urozmaicić zajęcia tak, żeby polubiły tę naukę. Polegało to na tym, że wyjaśniałem terminy w języku angielskim, dotyczące tego tańca. Dzięki temu dzieci wykonując pewne kroki czy układy, dowiadywały się dokładnie co znaczą słowa je określające i skąd się wzięły. A przy okazji nauczyły się podstaw tego tańca - powiedział Adrian.
- Oczywiście u mnie było więcej nauki języka angielskiego, ale także bawiąc się, w ruchu. W związku z tym, że zajęcia prowadziłam z uczniami od I do VI klasy, podzieliłam je na dwie grupy, ponieważ mniejsze dzieci mają mniejszy zasób słownictwa. Podobnie jak na breakdance, poprzez ruch i określanie czynności po angielsku utrwalałam ten język. W ten sposób można opisywać czynności, części ciała, ale też uczucia. Dzieci się świetnie przy tym bawiły i łatwiej uczyły. Oczywiście na moich lekcjach było więcej mówienia po angielsku, a mniej ruchu niż na zajęciach u pana Adriana - dodała Ewa Skubisz. - Osobną przygodą było opracowanie przedstawienia, a właściwie musicalu "Św. Mikołaj jest głodny". Dzieciaki przygotowały je podczas czterech spotkań. Na dwóch pierwszych rozczytywaliśmy teksty i poznawaliśmy piosenki, dwa następne to już były zajęcia na scenie.
- Pani Kasia pokazywała nam obrazki związane z breakdance i myśmy nazywali figury, czy miejsca, gdzie się tańczy, a później na zajęciach tańca wykonywaliśmy je - powiedział Piotr.
Projekt sfinansowała Polsko-Amerykańska Fundacja Wolności, a przygotowało Stowarzyszenie "Okolice" w partnerstwie z samorządem gminy Oborniki Śl., GOPS i SP w Osolinie.
Sara Świtalska, która w przedstawieniu grała tytułową rolę Mikołaja, na zajęcia chodziła od samego początku: - Pierwszego dnia szkoły przyszedł do nas pan Adrian i powiedział o tym projekcie. Pomyślałam, że to fajna rzecz i zapisałam się. Bardziej podobał mi się taniec. Do spektaklu przygotowywałam się głównie podczas zajęć, ale jak czegoś nie umiałam, to powtarzałam w domu i już umiałam perfekcyjnie. A oprócz angielskiego lubię muzykę.
- Bardzo lubię taniec i jak się dowiedziałam, że pan będzie uczył breakdance`u to się zapisałam - dodała Oliwia z trzeciej klasy. - Podobał mi się też angielski, ale wolę przyrodę.
Zadowoleni z pomysłu byli też rodzice dzieci: - Przychodziło tu dwóch moich synów w wieku 8 i 10 lat. To był bardzo dobry pomysł, bo w szkole nie są tacy chętni do nauki, a na dodatkowe zajęcia przychodzili chętnie. Nawet jeżeli angielskiego było tu mało, chętniej zapamiętywali niż to, co dzieje się na lekcjach. Nie ma się co dziwić, bo to jest zabawa. A dzięki temu, że powtarzają różne zwroty, zawsze jest "do przodu" - powiedział Szymon Zięba, tato Łukasza i Kuby. - Taniec też nie przeszkadza, bo to jest dodatkowy ruch, a chłopcy nie siedzą cały dzień przed komputerem. A może w przyszłości także czymś zaowocuje...
- Ja jestem bardzo zadowolona. Podoba mi się to, czego syn już się nauczył, a także to, że ma zajęcie pozalekcyjne i dobrze wykorzystuje wolny czas.- dodała Magdalena Surma, mama prawie 11-letniego Alana. - Przychodzenie na te zajęcia to dobry pomysł. Raz poszedł, zobaczył i zdecydowanie stwierdził, że będzie stale uczęszczał.
Jak zapowiedziała Katarzyna Jarczewska SSW "Okolice" złoży wniosek na dotowanie kontynuacji projektu.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze