Nasza zeszłotygodniowa publikacja dotycząca aktu oskarżenia w sprawie wyprowadzania pieniędzy z Urzędu Miejskiego w Trzebnicy wywołała szeroki oddźwięk w lokalnym środowisku. Do sprawy publicznie odniósł się radny Marcin Raczyński, który w mediach społecznościowych napisał o „panicznym tuszowaniu przestępstwa” oraz o „porażającym obrazie”, jaki wyłania się z dokumentów prokuratury. Publicznie wypowiedział się też Sławomir Ćwikła.
Marcin Raczyński przypomniał, że jak opisała "NOWa gazeta", schemat działania miał być prosty: pobieranie gotówkowych zaliczek z kasy urzędu, a następnie rozliczanie ich fakturami „załatwianymi” u znajomych przedsiębiorców. Część faktur miała dotyczyć sprzętu AGD, który nigdy nie został dostarczony do gminnych obiektów. Inne - usług, których w rzeczywistości nie wykonano.
Największe emocje wzbudził jednak fragment aktu oskarżenia dotyczący momentu wejścia policji do urzędu pod koniec 2019 roku. Według ustaleń śledczych, w czasie gdy funkcjonariusze zabezpieczali dokumenty i sprawdzali faktury, osoby zamieszane w proceder miały w pośpiechu organizować sprzęt AGD i zwozić go do miejsca, które miało zostać poddane kontroli. Jak wynika z aktu oskarżenia, sprzęt miał dostarczyć radny z ugrupowania burmistrza.
Akt oskarżenia dotyczy byłych urzędniczek Urzędu Miejskiego w Trzebnicy – Iwony D. oraz Moniki K.-F. Obie, według informacji zawartych w akcie, miały brać udział w procederze wyprowadzania pieniędzy z budżetu gminy.
Z ustaleń prokuratury wynika, że mechanizm miał polegać na pobieraniu zaliczek z kasy urzędu, a następnie rozliczaniu ich fakturami za sprzęt lub usługi, które w rzeczywistości nie były realizowane. W grę wchodziły m.in. piekarniki, mikrofalówki, zamrażarki, regały, a także usługi stolarskie. Część środków miała trafiać bezpośrednio na prywatne konta oskarżonych.
Prokuratura ustaliła że, zaliczki były pobierane za zgodą przełożonych, w tym burmistrza Marka Długozimy i sekretarza Daniela Buczaka, a ich rozliczenia przechodziły przez księgowość. Cały proceder, jak wynika z dokumentów, miał trwać kilka lat.
Iwona D. oraz Monika K.-F. złożyły obszerne wyjaśnienia. Jedna z nich miała przekazać śledczym dodatkowe informacje dotyczące przestępstwa z art. 228 §1 Kodeksu karnego, czyli przyjmowania korzyści majątkowej w związku z pełnieniem funkcji publicznej. To wątek, który może jeszcze rozszerzyć zakres sprawy.
Warto dodać, że Grażyna P. – była zastępczyni naczelnika – jest obecnie poszukiwana przez organy ścigania.
Jednym z najbardziej kontrowersyjnych elementów sprawy jest opisany w akcie oskarżenia epizod związany z dostarczeniem sprzętu AGD w czasie policyjnych czynności.
Z dokumentów wynika, że z radnym związanym z ugrupowaniem burmistrza skontaktowały się osoby objęte postępowaniem. Uzgodniono dostarczenie dwóch piekarników oraz chłodziarko - zamrażarki. Sprzęt miał zostać przewieziony do jednej z miejscowości, a następnie do budynku świetlicy przy ul. Żołnierzy Września 19 w Trzebnicy. Policjanci zastali go tam nierozpakowanego, w folii ochronnej.
Prokuratura uznała, że działanie to miało na celu ukrycie niedoborów sprzętu, który wcześniej figurował na fakturach, lecz w rzeczywistości nie znajdował się w zasobach gminy.
Radny, z którym kontaktowała się nasza redakcja, przekazał, że swoje stanowisko przedstawił organom ścigania i nie ma nic więcej do dodania.
Trzecim oskarżonym w sprawie jest lokalny przedsiębiorca Lesław K. To on, według aktu oskarżenia, miał pośredniczyć w uzyskiwaniu faktur z wrocławskich hurtowni na sprzęt AGD, który nie trafiał do gminnych obiektów, lecz służył do rozliczania zaliczek.
Lesław K. nie przyznał się do zarzutów. W jego przypadku już w marcu, ma odbyć się pełny proces karny.
Tymczasem sprawa nabiera dodatkowego wymiaru w kontekście jego późniejszych relacji z gminą. Lesław K. w kontrowersyjnych okolicznościach został trenerem pierwszej drużyny gminnej spółki GKS Polonia Trzebnica. Jak wcześniej opisywaliśmy, umowa miała zostać zawarta z firmą jego żony, która stała się pośrednikiem w świadczeniu usług trenerskich. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że jedną z umów podpisał z nią były radny burmistrza Długozimy, a późniejszy prokurent gminnej spółki Polonia Trzebnica Kamil Ankier. Dodajmy, że Ankier jest obecnie prezesem prywatnego stowarzyszenia, które w dziwnych okolicznościach przejęło majątek po likwidowanej spółce i jest obecnie mocno dotowane z budżetu Gminy Trzebnica.
Przypomnijmy też, że niedawno żona Lesława K. została również powołana przez burmistrza na stanowisko pełniącej obowiązki dyrektora jednej ze szkół podstawowych w gminie – bez przeprowadzenia konkursu.
W kontekście toczącego się postępowania karnego pojawiają się więc pytania o standardy podejmowania decyzji kadrowych oraz o to, czy władze gminy brały pod uwagę ryzyko wizerunkowe związane z osobą oskarżonego.
Ostateczne rozstrzygnięcia należą do sądu. Jednak już dziś sprawa budzi poważne wątpliwości dotyczące nadzoru nad finansami publicznymi, procedur kontroli oraz odpowiedzialności osób pełniących funkcje kierownicze.
Jedno jest pewne, temat szybko nie zniknie. Do sprawy będziemy wracać wraz z kolejnymi decyzjami sądu i ewentualnymi nowymi ustaleniami śledczych.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze