Reklama

Czarny tydzień: - Nie można limitować choroby, a NFZ nas nie słyszy - rozmawiamy z dyrektor trzebnickiego szpitala


Szpital Powiatowy w Trzebnicy dołączył do ogólnopolskiej akcji „Czarny tydzień", którą w dniach 20–24 kwietnia przeprowadzają szpitale powiatowe zrzeszone w Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych. Na budynku pojawiły się charakterystyczne plakaty, a część personelu założył czarne koszulki. O kulisach protestu, finansowej przepaści i przyszłości trzebnickiej placówki rozmawiamy z jej p.o. dyrektor Izabelą Nasiukiewicz.


NOWa: Czarny tydzień, co to właściwie jest i dlaczego trzebnicki szpital bierze w tym udział?

Izabela Nasiukiewicz, p.o. dyrektor Szpitala Powiatowego im. Św. Jadwigi Śląskiej w Trzebnicy: - To ogólnopolska akcja Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych. Chodzi o zwrócenie uwagi na pogarszającą się sytuację finansową placówek oraz na decyzje systemowe, które mają bezpośredni wpływ na dostępność świadczeń dla pacjentów. My jesteśmy takim sitem, selekcjonujemy przypadki, które można u nas leczyć, bez odsyłania do szpitala wojewódzkiego. I chcemy, żeby decydenci wreszcie to zauważyli.



Na czym konkretnie polega ten problem finansowy?

Nasze finansowanie świadczeń medycznych jest na poziomie z roku 2017. Proszę sobie wyobrazić, od tamtego czasu nie zostały uwzględnione podwyżki cen energii, gazu, wody, leków ani płac. A do tego dochodzą ograniczenia w finansowaniu diagnostyki. Tomografia komputerowa, rezonans magnetyczny, gastroskopia, kolonoskopia powyżej limitu określonego w kontrakcie z NFZ każde kolejne badanie wykonywane jest poniżej jego realnych kosztów. Szpital do niego dopłaca. W efekcie liczba badań jest ograniczona nie przez potrzeby medyczne, bo one są duże, ale przez limity finansowe. Kolejki się wydłużają, rozpoznanie choroby następuje później, co może pogarszać rokowania pacjentów.

Ile wynosi miesięczna strata szpitala?

Nie chcę podawać konkretnych kwot, bo te będę znała na koniec roku. Ale miesięczne koszty funkcjonowania i to tylko te stałe czyli wynagrodzenia, wyżywienie, energia, gaz, ZUS, są bardzo duże. Nie mówię tu o remontach czy nowym sprzęcie. Mówię o tym, żeby szpital po prostu działał. Ktoś w Funduszu powinien usiąść i powiedzieć: „To mi wychodzi na minus, bo tyle dostaję miesięcznie. Coś jest nie tak." Ale ja nie wyjdę nigdy na zero, bo koszty są stałe i są duże. My naprawdę nie szastamy pieniędzmi, patrzymy na każdą złotówkę. 


Podała Pani konkretny przykład z endoprotezami. Proszę to wyjaśnić.

Za ubiegły rok mamy około 1 milion 700 tysięcy złotych niezapłaconych przez NFZ nadwykonań z tytułu endoprotez. Trwają negocjacje. Fundusz chce zapłacić 30, może 45 procent tego co zrobiliśmy. Natomiast w tym roku limit na endoprotezy może nam się skończyć już z końcem kwietnia. Co mamy teraz powiedzieć pacjentom? O to samo pytamy Ministerstwo i NFZ. Nie można limitować choroby. Nikt nie wie, ile będzie złamań, ile będzie przypadków wymagających endoprotezy. Pacjenci, którym limit się skończył, muszą czekać do następnego roku. To jest dla mnie absurd. Ja jednak liczę, że NFZ zrozumie sytuację i że uda nam się wypracować jakiś kompromis. 

Mówi się też o wysokich kosztach utrzymania tomografu. Jedna z radnych mówiła, że szpital zewnętrznej firmie płaci miesięcznie około 200 tys. zł. 

To jest jeden z tych wydatków, który mocno uderza w nasz budżet. NFZ nałożył na nas obowiązek posiadania tomografu komputerowego, jeśli chcemy mieć SOR czyli Szpitalny Oddział Ratunkowy. Bez niego nie możemy funkcjonować jako pełnoprofilowy szpital powiatowy. Problem w tym, że urządzenie obsługuje firma zewnętrzna i miesięczny koszt tej usługi waha się między 150 a 190 tysięcy złotych. To są pieniądze, które co miesiąc wypływają ze szpitala, a my nie mamy na to wpływu, bo sprzęt do nas nie należy.

Czy jest jakieś wyjście z tej sytuacji?

Szukamy. Skierowałam do pani starosty pismo w sprawie możliwości przejęcia tomografu z innej placówki, która prawdopodobnie będzie likwidowana. Urządzenie miałoby trafić do nas z rezerw państwowych. Czy to się uda? Nie wiem, bo to nie zależy od nas, ale dzięki temu moglibyśmy obniżyć koszty obsługi tomografu do około 90 tysięcy miesięcznie, przez dwanaście miesięcy oszczędzamy ponad milion złotych. To nie rozwiązuje całego problemu, ale tu trzeba patrzeć na każdą złotówkę. My jako dyrektorzy tych pieniędzy po prostu nie mamy, więc szukamy wszędzie, gdzie się da.


A co z innymi świadczeniami: chirurgia, interna, porodówka?

Wszystkie świadczenia są realizowane bez zmian. Opieka nad pacjentem pozostaje naszym najważniejszym priorytetem. Słyszałam plotki o likwidacji porodówki, ale mogę to zdementować. Jesteśmy chyba jedynym oddziałem ginekologiczno -położniczym z neonatologią w całej okolicy i nie ma żadnych planów jego zamknięcia. Natomiast muszę powiedzieć wprost, interna jest najbardziej obłożona. Rocznie leczymy tam tysiące pacjentów, w dużej mierze starszych ludzi. Oni po wypisie często nie mają gdzie trafić. Brakuje miejsc w DPS-ach, brakuje placówek długoterminowej opieki. Taki pacjent leży u nas długo, a to nie są dobrze wyceniane świadczenia.

Słyszymy, że lipiec może przynieść tragiczne skutki dla szpitali. Dlaczego?

Od 1 lipca wchodzi nowa siatka płac. Ministerstwo nakazuje podwyżki rzędu około 9 procent. Tyle że my dopiero w czerwcu dowiemy się, ile dostaniemy z NFZ na pokrycie tych kosztów. Zarządzenia dotyczące najniższych wynagrodzeń i średniej krajowej w służbie zdrowia nijak mają się do wyceny Funduszu. To będzie ten moment, kiedy okaże się, czy jesteśmy jeszcze na nogach, czy stoimy już nad finansową przepaścią.


Powiat już kilkakrotnie pokrywał stratę szpitala. To kilka milionów. Czy to wystarczy?

Powiat przez lata dokładał do strat szpitala. Były to kwoty rzędu 3 do 5 milionów złotych rocznie. Ale nie sądzę, żeby było go stać na pokrywanie większych kwot. Żadne starostwo nie ma takich możliwości, musi przecież utrzymać szkoły, remontować drogi, dokładać do DPS-ów. Nie może całego budżetu przekierować na szpital. I tu jest clou problemu: naszym płatnikiem jest Narodowy Fundusz Zdrowia, a nie Starostwo. To Fundusz powinien wyceniać nasze świadczenia tak, żebyśmy co miesiąc wychodzili na zero. Jeśli mi nie wychodzi, to znaczy, że wycena jest zła. Gdyby sprawa dotyczyła jednego szpitala, to bym pewnie powiedziała, że coś jest nie tak z zarządzaniem. Ale te kłopoty ma każdy szpital powiatowy, więc to nie w zarządzaniu jest problem, a systemie świadczeń. Po prostu źle są wyceniane.

Czy rozmawialiście z NFZ bezpośrednio?

Tak. Wspólnie z panią starostą byliśmy w Funduszu kilka razy, w różnych sprawach. Za każdym razem odpowiedź jest ta sama: "nie ma pieniędzy". Niby rosną składki zdrowotne, niby wszyscy płacą więcej, a tymczasem NFZ nadwykonania finansuje wyłącznie onkologii i oddziałom dziecięcym. Reszta, w tym my, została bez wypłaty za nadwykonania. Słyszę też, że niektóre szpitale powiatowe nie mają nawet płaconych bieżących faktur. To jest katastrofa.

Mówi się o konsolidacji szpitali. Jak pani na to patrzy?

Ideologia Ministerstwa Zdrowia zmierza właśnie w tym kierunku. Łączenie szpitali, uzupełniające się profile, jeden szpital ma ginekologię, drugi nie ma, i tak dalej. Na konsolidację ma podobno być przeznaczony miliard złotych. Ale jest warunek, musi to być konsolidacja partnerska, nie wchłanianie. Jeśli jeden szpital wchłania drugi i likwiduje nierentowne oddziały, przenosząc je do siebie, to my tracimy. Pacjenci z Trzebnicy i okolic tracą. Wyobraźmy sobie starszą panią z Korzeńska, która miałaby teraz jechać na oddział do Wrocławia. We Wrocławiu są już takie kolejki, że jakby jeszcze doszli pacjenci z powiatów, system by się zatrzasnął. U nas przyjedziesz, dopytasz się, wiesz, gdzie iść. W dużym szpitalu? Skierowanie, kolejka, pięć okienek. Szpital powiatowy to nie tylko medycyna, to bliskość i poczucie bezpieczeństwa mieszkańców.

Czy radni powiatowi powinni reagować już teraz. Może warto już działać, nie czekając do lipca?

Zdecydowanie tak. To nie jest tylko problem Trzebnicy, to problem wszystkich ponad 300 szpitali powiatowych w Polsce. Ale my mamy obowiązek rozmawiać o tym głośno, lokalnie, zanim problem przerośnie możliwości jakiegokolwiek rozwiązania. Czekamy na wyniki rozmów Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych z Ministerstwem. W środę 22 kwietnia o godzinie 12:45 przed budynkiem szpitala zaplanowano tak zwaną "minutę ciszy". Zapraszamy mieszkańców. To symboliczny gest, ale chcemy, żeby Trzebnica była widoczna w tej ogólnopolskiej sprawie.

Szpital wspólnie ze starostwem organizuje też bal charytatywny. W tym roku odbył się w sobotę. Czy to przynosi jakiś efekt?

Tak w tym roku odbył się już III taki bal. To dla nas ogromne wyzwanie i dużo pracy, takiej dodatkowej. Ale nie chcemy siedzieć z założonymi rękami. Bal to jedna z form pomocy, ale bardziej symboliczna. Przede wszystkim bal to integracja ze wszystkimi, którzy mają istotny wpływ na rozwój powiatu. Jesteśmy bardzo wdzięczni, że są ludzie i firmy, które chcą wspomóc naszą placówkę. Nie znam jeszcze tegorocznego podsumowania, ale oczywiście oficjalne dane opublikujemy.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 22/04/2026 08:57
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Hehehe - niezalogowany 2026-04-21 17:55:32

    Uzdrowicielka Kurowska na pewno pomoże, czy nie

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    piotr - niezalogowany 2026-04-21 21:51:18

    Kurowska uzdrawia finansowo gminę Prusice , kolega , pan burmistrz znalazł tam dla niej cieplutką posadkę sekretarza gminy

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    jeszczezyjacypacjent - niezalogowany 2026-04-22 17:30:34

    Szkoda , że nie ma limitów na pensje lekarzy, polityków, burmistrzów i innych tam ,skandal

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo NowaGazeta.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości