Sesja Rady Powiatu Trzebnickiego zwołana na wniosek grupy radnych szybko zmieniała się w ostrą dyskusję. Radni opozycji zarzucali przewodniczącej Annie Morawieckiej łamanie statutu i blokowanie dyskusji. Na sali padały oskarżenia o polityczne rozdzielanie funduszy na drogi i wzajemne wypominanie dawnych win. Zaproponowane uchwały, które dotyczyły inwestycji w drogi i pracę komisji rewizyjnej, przepadły.
Radni opozycji złożyli między innymi projekt uchwały zobowiązujący zarząd powiatu do zwiększenia wydatków na remonty i przebudowę dróg powiatowych. Wymieniając w projekcie konkretne drogi. Jak mówili, chcą wymusić na zarządzie zajęcie się drogami, o które mieszkańcy proszą od lat.
Obsługujący sesję mecenas próbował ostudzić ich zapał. Stwierdził, że jego zdaniem uchwała przekracza kompetencje rady, bo zobowiązuje zarząd do konkretnych działań, a tego rada robić nie może. Powołał się na orzeczenia Naczelnego Sądu Administracyjnego.
- Sformułowania są kategoryczne, używane jest słowo „zobowiązuje", wskazane są konkretne zadania i kwestie budżetowe, które ewidentnie wychodzą poza kompetencje rady - mówił mecenas. - Treść uchwały w mojej ocenie narusza przepisy, choć to ostatecznie oceni organ nadzorczy - przyznając tym samym, że to tylko jego opinia, która może być błędna.
Po tej wypowiedzi Morawiecka próbowała przejść do głosowania, nie dupuszczając do żadnej dyskusji, ale Adach przypomniał, że nie ma prawa tego robić. Mówił, że nad każdą uchwałą powinna odbyć się dyskusja.
- Panie radny ja nie udzieliłem Panu głosu. Proszę się nie odzywać - niemal z krzykiem odparła Anna Morawiecka.
- Proszę nie krzyczeć do radnych, my się chcemy po prostu wypowiedzieć - mówił Adach, ale na sali powstał totalny harmider i chaos.
Opozycja nie odpuszczała. Radny Robert Adach bronił uchwały mówiąc, że jest ona intencjonalna.
- To nie jest nakaz, to sygnał. Chcemy, żeby zarząd pochylił się nad inwestycjami, o które mieszkańcy proszą od wielu lat — tłumaczył. - Byłem wczoraj specjalnie w Janiszowie. Ładna, piękna droga. Tylko dlaczego kończy się na posesji radnego, który tu siedział z burmistrzem? Dlaczego dalej jej nie kontynuowaliście?
Tymczasem starosta Małgorzata Matusiak odpowiedziała, że budżet zawiera 54 zadania inwestycyjne i że pieniądze są rozdzielane według potrzeb, a nie polityki.
- Zagłosowaliście za budżetem, w którym znalazły się zadania wszystkich gmin. A teraz przedkładacie uchwały, które powielają to, co już jest w budżecie - mówiła. - Trudno mi zrozumieć, po co to czynicie.
Napięcie ponownie rosło, gdy przewodnicząca rady kilkakrotnie próbowała zamknąć dyskusję i to nim wszyscy zgłoszeni radni zdążyli zabrać głos. Jeden z radnych ostro zaprotestował.
- Pani po raz kolejny próbuje zamknąć dyskusję albo wręcz nie dopuszczać do niej. Statut mówi, że przy każdym punkcie przewodnicząca otwiera dyskusję i zamknąć ją można dopiero po jej wyczerpaniu - mówił: - Nie może pani tak po prostu odebrać nam głosu.

Mecenas potwierdził, że wniosek o zamknięcie dyskusji musi zostać poddany pod głosowanie czyli, że przewodnicząca nie może sama jej ucinać. Mimo to na sali kilkakrotnie dochodziło do sytuacji, gdy radni zgłoszeni do głosu musieli dosłownie przebijać się przez wykrzyczane repliki z sąsiednich ławek.
- Jeśli pani będzie mi wchodziła w słowo, to będę mówił szybko, żeby zdążyć z treścią. A nie o to chodzi. Chcę spokojnie z wami rozmawiać — powiedział Paweł Oleś, który próbował przedstawić swoje stanowisko w 3-minutowym czasie, który wcześnej wyznaczyła radnym przewodnicząca: - Pozwólcie nam na tę spokojną rozmowę, a nie będziemy wpadać w amok.
W pewnym momencie Morawicka rzuciła kolejną uwagę:
- Gorzej niż na targowisku. Szanujcie stronę oglądającą i zgromadzoną publiczność. Dostaliście mandat radnych i waszym obowiązkiem jest wzajemne słuchanie się - mówiła, ale radni wskazywali, że to właśnie jej zachowanie do tego doprowadza.

Radni opozycji przekonywali, że uchwała o drogach ma tylko zdopingować zarząd do działania, bo potrzeby są ogromne, a inwestycji jest bardzo mało. W zasadzie, w budżecie są jedynie projekty, a nie budowa dróg. Do zamieszania doszło też przy samym głosowaniu. Po pierwszym głosowaniu nad uchwałą drogową okazało się, że tablety do elektronicznego głosowania szwankują. System pokazywał rosnącą liczbę głosów już po zamknięciu głosowania. Wynik pokazywał, że uchwała została przyjęta, ale wtedy rady Sławomir Błażewski oświadczył, że głosował przeciw, a system wyświetlił mu „za".
- Może się pomyliłeś - ironizowali radni opozycji.
Mecenas stwierdził, że głosowanie należy powtórzyć. Większość rządząca przegłosowała wniosek o reasumpcję głosowania, po którym uchwała drogowa przepadła: 7 głosów za, 11 przeciw, 3 wstrzymujące się.

Wcześniej doszło do ostrego spięcia między radnym. Bogusławem Rubaszewski zarzucił Adachowi kłamstwo, twierdząc, że droga w Janiszowie nie kończy się przy posesji radnego. Adach mówił, że chodzi o to, że droga kończy się na skrzyżowaniu i że dalej do wioski nie została wyremontowana. Wywiązała się sprzeczka. W pewnym momencie Robert Adach powiedział:
- Ty zawsze bronisz burmistrza, bo dostajesz z gminy pieniądze. Ile ci burmistrz płaci za psy? - pytał Adach, nawiązując do zleceń jakie otrzymuje radny z Gminy Trzebnica
Rubaszewski nie chciał jednak na to odpowiedzieć.
Niespokojnie było też przy kolejnych punktach. Wnioskodawcy złożyli projekt uchwały w sprawie planu pracy komisji rewizyjnej, ale bez załącznika. Chcieli, żeby to na sesji wspólnie wypracowano jego treść, uzupełniając go o pięć kontroli, m.in. wydatków na obsługę prawną starostwa, umów cywilnoprawnych zawartych przez urząd czy wykonania wyroków sądowych.
- Opozycja jest od kontrolowania władzy. Jeśli nie będzie patrzeć władzy na ręce, to się kończy tak jak w gminie Trzebnica, aresztowaniami - ostrzegał Robert Adach, nawiązując do prowadzonych w Trzebnicy postępowań. Na sali zrobiło się poruszenie, ktoś zapytał o jakim aresztowaniu mówi, ale wtedy Adach poprawił swoją wypowiedź wskazując, że chodziło mu o zatrzymanie i zarzuty dla burmistrza Marka Długozimy.
W pewnym momencie do dyskusji włączył się Rafał Zagórski, przewodniczący komisji rewizyjnej, który odpowiedział, że plan kontroli komisja przyjęła już w styczniu, wszystkimi głosami, i na początku przekazała go do biura rady.
- Plan jest przyjęty, przekazany i nie widzę powodu, żeby go teraz zmieniać - mówił. - Jeśli macie inne propozycje, składajcie je w grudniu na przyszły rok.
Wielu radnych było zdziwionych. Mówili, że nigdy nie widzieli żadnego planu kontroli i pytali dlaczego w takim razie ów plan do dzisiaj nie został poddany pod głosowanie. Nikt z zarządu nie umiał też wytłumaczyć dlaczego projektu uchwały nie przedłożono radnym. Słowem nie odezwała się też przewodnicząca Morawicka, a to przecież do biura rady trafić miał ów projekt.
Wiceprzewodniczący rady Jerzy Trela zaproponował kompromis: odłożyć wszystkie trzy uchwały planistyczne, zebrać komisje, zapoznać się z materiałami i uchwalić je na kolejnej sesji.
- Nie kłóćmy się dzisiaj. Na spokojnie każdy się zapozna, ustalimy terminy, zrobimy to porządnie - przekonywał.
Przewodnicząca ogłosiła 15-minutową przerwę.
Po przerwie, Robert Borczyk odnosząc się do opozycyjnego projektu uchwały nad planem kontroli oznajmił, że grupa radnych nie wyraża zgody na zmianę uchwały. Dodał, że zaproponowane kontrole są bardzo ważne, bo od dawna w starostwie źle się dzieje, ale oczywiście mogą zostać one dołączone do przesłanego przez komisję rewizyjną planu pracy. Na to jednak nie zgodził się Zagórski, który wniósł, aby przegłosowano plan kontroli, który komisja złożyła 3 miesiące temu.

Sprawę kontroli bagatelizowała też starosta Matusiak, która powiedziała, że są one niepotrzebne, bo starostwo i tak ma już wiele kontroli. Wymieniła kontrolę Urządu Wojewódzkiego ( najprawdopodobniej dotyczy mieszkania wynajętego przez starostwo od skarbnik), kontrolę RIO, a także PIP ( to kontrola niedopuszczenia Roberta Korytkowskiego do pracy). Jest też kontrola ZUS (związana z brakiem zgłoszenia Korytkowskiego do ZUS).
Ostatecznie większość rządząca, przegłosowała pierwotny plan kontroli nie dopuszczając do przeprowadzenia kontroli z zagadnień zaproponowanych przez opozycję.
W przerwie obrad zapytaliśmy kilku radnych jak oceniają prowadzenie obrad przez Annę Morawiecką, bo na sali padały porównania do Białorusi.
- Sesja jest jak zwykle burzliwa. Przewodnicząca, jednym zabiera głos, drugim daje. To nie miejsce na porównanie sesji powiatowej do Białorusi. Zgadzam się z Kasią Jarczewską, że powinnismy się kulturalnie zachowywać i poczekać na swo∆ głos i wypowiadać się merytorycznie. Jaki radnej nie podobają mi się te kłótnie. Raz gdy byłam chora, oglądałam sesję w internecie i nie podoba mi się to - powiedziała nam Marzanna Jurzysta - Ziętek (KO).
- Jak Pan widzi, sesja jest ograniczona dla radnych, mimo, że jest zwołana na wniosek radnych - podsumował Robert Borczyk (KO).
- Jestem przerażona tą sytuacją. Jesteśmy demokratycznym krajem i opozycja powinna kontrolować zarząd, a tu widzimy co się dzieje - dodała Jadwiga Głodowska (KO).
- To radny Paweł Oleś powiedział, że przewodnicząca zachowuje się tak, jakby była na Białorusi. Już pierwsze minuty spowodowały potężny chaos, kiedy Pani przewodnicząca odebrała na dzień dobry wszystkim głos. Wprowadziła tak niefajną atmosferę, zresztą wszyscy to widzimy. Jest bałagan, reasumpcja głosowania, przewodnicząca nie daje sobie rady, źle to bardzo wygląda - mówił Damian Sułkowski (KO).
- Białoruś? Bardzo złe porównanie. Ostatnio to w polityce, nawet tej lokalnej, jak ktoś nie wie co powiedzieć, to mówi "jesteś ruską onucą" - skomentował Bogusław Rubaszewski (Samorządowcy dla Powiatu)

- Radny Robert Adach ma cały czas włączony mikrofon i cały czas zabiera głos. Dla mnie to nie do przyjęcia. Ktoś powinien tym wszystkim kierować. Nie chodzi o to, żeby komuś zabierać głos, ale jest jakiś porządek, kolejność zgłoszeń i tego powinnismy się trzymać. Tutaj, wygląda to niestety bardzo źle. Musimy wrócić do tego co było kiedyś - powiedział nam wicestarosta Janusz Szydłowski (PiS).
Zapytany o to co robiła Komisja Rewizyjna przez 3 miesiące, skoro plan kontroli złożyła w styczniu i nie został on dotąd zatwierdzony, a kontrole mają zacząć się dopiero w styczniu, wicestarosta nie wiedział co powiedzieć, a po chwilo dodał, że te pytania powinniśmy zadać przewodniczącemu Komisji Rewizyjnej. Mówił też, że to przewodniczący powinien zabiegać i pilnować, aby plan kontroli trafił pod obrady rady, bo zarząd nie miał pojęcia, że został on złożony do biura rady.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Ciągnięcie koryta w swoją stronę , nic nowego , taka przypadłość ludzka była jest i prawdopodobnie będzie aż ostatni padną .
Teraz Adach a za nim pewnie ujawni się Łapiński, proste przejęcie koryta, gdy lud głupi kupi wszystko i pójdzie na referendum.
Morawiecka tak rodzinnie nie udziela głosu i ciągnie do swojego koryta. Kto na takie coś głosował?
banda darmozjadów , po co wy tam jesteście ? za co bierzecie nasze pieniądze ?? byle koryto , bule władza i życie na koszt podatników
Raczyński mieszkał w Trzebnicy a był burmistrzem Mieroszowa. Trzebniczanka zbulwersowana i nie doinformowana.
Nie rozumiem co robi w Trzebnicy Morawicka. Przecież mieszkała we Wrocławiu. Brat i jeszcze siostra co to za sytuacja. Może ktoś myślący i kompetentny mi to wytłumaczy.
Ciągnięcie koryta w swoją stronę , nic nowego , taka przypadłość ludzka była jest i prawdopodobnie będzie aż ostatni padną .
Teraz Adach a za nim pewnie ujawni się Łapiński, proste przejęcie koryta, gdy lud głupi kupi wszystko i pójdzie na referendum.
Morawiecka tak rodzinnie nie udziela głosu i ciągnie do swojego koryta. Kto na takie coś głosował?