Reklama

220 tys. zł trafiło do wykonawcy. Teraz walczy o dom dla siebie i syna

Sprzedała mieszkanie, kupiła działkę i chciała zbudować dom dla siebie oraz niepełnosprawnego syna. Po wpłacie pierwszej transzy kredytu wykonawca zniknął, a dziś kobieta została z niedokończoną inwestycją, długiem i widmem utraty działki.

Miała zbudować mały dom i wreszcie odetchnąć. Zamiast nowego początku została z kredytem, płytą fundamentową i dramatycznym wyścigiem z czasem. Jeśli do przyszłego roku nie doprowadzi budowy do wymaganego etapu, może stracić działkę, na której miała zamieszkać z niepełnosprawnym synem.

Decyzja o budowie domu nie pojawiła się nagle. Była efektem kilku lat walki o spokojniejsze i bezpieczniejsze życie dla niej oraz syna. Kubuś urodził się w 2013 roku. Już wtedy na barki Emilii Pierzanowskiej spadła cała odpowiedzialność za codzienność i przyszłość chłopca. Jak relacjonuje, jej mąż nie zaakceptował faktu, że dziecko jest niepełnosprawne. Powiedział wprost, że nie zamierza pomagać w wychowaniu syna, bo – jak usłyszała – „na taki obrót spraw się nie pisał”. Po pewnym czasie małżeństwo zakończyło się rozwodem.

Reklama

Kobieta została sama z dzieckiem i próbowała ułożyć życie od nowa. Wzięła kredyt na mieszkanie w jednej z miejscowości niedaleko Trzebnicy. Z czasem okazało się jednak, że warunki w bloku nie sprzyjają spokojnemu wychowywaniu niepełnosprawnego syna. Jak opisuje, otoczenie i zachowania części sąsiadów sprawiły, że zaczęła szukać innego rozwiązania. Wtedy pojawił się pomysł, by kupić niewielką działkę na wsi za Trzebnicą i postawić na niej mały drewniany dom – z dala od problemów, w spokojniejszym miejscu, tylko dla niej i Kubusia.

Kredyt i nadzieja

Plan zaczęła realizować krok po kroku. Sprzedała mieszkanie, spłaciła zaciągnięty wcześniej kredyt, a za pozostałe pieniądze kupiła działkę. Znalazła też firmę, która – jak zapewniano – mogła wybudować dom „pod klucz” za kwotę odpowiadającą jej możliwościom kredytowym. Zanim podjęła decyzję, sprawdziła wykonawcę na tyle, na ile była w stanie. Przejrzała wpisy w KRS, opinie, a nawet pojechała zobaczyć jedną z ukończonych wcześniej budów. Ze swoich oszczędności sfinansowała wszystko, co trzeba było przygotować jeszcze przed rozpoczęciem inwestycji: przyłącza, pozwolenia, ogrodzenie, załatwiła wszystkie formalności. Na działce doprowadzona została woda i prąd, powstał projekt oczyszczalni, w Wodach Polskich uzyskała pozwolenie.

Reklama

– Kubuś zawsze, gdy jechaliśmy na działkę, choćby po to, żeby ją posprzątać albo wykosić, cieszył się z całego serca, że tu będzie nasz domek. Tym bardziej że obok jest Orlik, a on jest fanem sportu – relacjonuje kobieta.

W międzyczasie zaczęła starać się o kredyt. Formalności było dużo, a po ich zakończeniu okazało się, że brakuje jej zdolności kredytowej. Ostatecznie współkredytobiorcą została jej dorosła córka. Jak podkreśla matka, od początku było jasne, że to ona będzie spłacała zobowiązanie, a dom w przyszłości i tak miał zostać dla jej dzieci – córki i syna.

Reklama

W 2023 roku podpisała z niedoszłym wykonawcą umowę wstępną rezerwacyjną, za którą zapłaciła 27 tys. zł. Miała ona gwarantować ustaloną wcześniej cenę budowy. Po przyznaniu kredytu rok później na konto wykonawcy trafiła pierwsza transza w wysokości 200 tys. zł. Właściciel firmy budowlanej – jak wspomina kobieta – był już „w blokach startowych”, by po zaksięgowaniu przelewu rozpocząć prace. Miało to tym bardziej przyspieszyć inwestycję, że wcześniej, jeszcze z własnych pieniędzy, sfinansowała wykonanie płyty fundamentowej. Jak przyznaje, wydała na to wówczas praktycznie wszystko, co miała. Zdecydowała się na ten krok, bo obawiała się, że bez tego prace jeszcze bardziej się opóźnią. Nie mogła sobie na to pozwolić. Równoczesne długie opłacanie wynajmowanego mieszkania i spłacanie kredytu na dom zwyczajnie przekraczałoby jej możliwości finansowe. Poza kredytem zapłaciła też podwykonawcy dodatkowe 20 tys. zł za wykonanie płyty – jeszcze zanim otrzymała środki z banku.

Dorobek całego życia

Potem wszystko się zatrzymało.

Reklama

– Transza kredytu poszła na konto niedoszłego wykonawcy… i koniec. Najpierw były opóźnienia, potem kolejne opóźnienia, aż w końcu dostałam informację, że niestety ogłaszają upadłość i „do widzenia”. Napisał nam SMS-a, że nie wybuduje domu, jest w bardzo złej formie psychicznej, że tego nie udźwignął i jest mu bardzo przykro. Później okazało się, że na OLX i różnych portalach zaczęły pojawiać się ogłoszenia sprzedaży jego samochodów, blach budowlanych, drewna i wszystkiego, co miał, zwolnił projektantów. Podejrzewam, że pozbył się już całego majątku, albo go poprzepisywał – opowiada.

Jak mówi pani Emilia, w podobnej sytuacji znalazło się łącznie 17 osób. Według ich szacunków wszyscy razem mieli stracić około 3 mln zł. Ona sama uważa jednak, że jest w szczególnie trudnym położeniu. W przeciwieństwie do części pozostałych poszkodowanych nie traktowała tej inwestycji jako dodatkowego przedsięwzięcia czy lokaty kapitału. W jej przypadku chodziło o dorobek całego życia i jedyną realną szansę na stworzenie spokojnego miejsca do życia dla siebie i niepełnosprawnego syna.

Reklama

Jak relacjonuje, mimo problemów związanych z wcześniejszą działalnością, firma ma nadal funkcjonować pod innym szyldem i dalej oferować usługi budowlane. Jedna z poszkodowanych kobiet spotkała właściciela firmy w Zakopanem. Według tej relacji mężczyzna miał zareagować drwiną i stwierdzić, że wszystko ma już „poukładane” i nikomu nic nie odda. W ocenie poszkodowanych miał też otworzyć nową działalność budowlaną i nadal szukać kolejnych klientów. Jak twierdzą, gdy tylko w internecie pojawiają się opinie z jego nazwiskiem lub nazwą firmy, bardzo szybko pojawiają się groźby oskarżeń o zniesławienie.

Poszkodowani postanowili działać wspólnie. Jak tłumaczy kobieta, indywidualne prowadzenie sprawy byłoby dla wielu z nich zbyt kosztowne, przede wszystkim ze względu na wydatki związane z pomocą prawną. Mimo to, jak mówi, postępowanie utknęło, a przez długi czas nie działo się nic, co dawałoby im poczucie realnego postępu.

Reklama

– Nie mogę tego zrozumieć, w głowie mi się to nie mieści, że można komuś tak zabrać dorobek całego życia i świetnie bawić się na wolności. A ja teraz muszę spłacać kredyt do końca życia za człowieka, który śmieje się nam prosto w twarz – mówi.

Opieszałość prokuratury

Sprawa trafiła nawet do ogólnopolskich mediów. Została pokazana w programie „Państwo w Państwie” telewizji Polsat. Jak jednak podkreśla kobieta, nie przyniosło przełomu. W programie padły słowa, które – jak przyznaje – tylko utwierdziły ją w przekonaniu, że na początku sprawa nie została potraktowana z należytą szybkością.

Reklama

– W programie padło, że działania prokuratury powinny być natychmiastowe, żeby zabezpieczyć majątek i tak dalej. Tymczasem postępowanie wszczęto dopiero po roku od naszego zawiadomienia. Minęło już półtora roku, a prokuratura nadal nie postawiła zarzutów – relacjonuje.

Sprawą zajmuje się prokuratura w Zakopanem, bo właśnie stamtąd pochodziła firma, choć – jak podkreśla kobieta – działalność obejmowała teren całego kraju. Na początku, jeszcze zanim formalnie wszczęto postępowanie, śledczy z Zakopanego poinformowali, że nie zajmują się tego typu sprawami. Potem, jak opisuje, dokumenty i odpowiedzialność za prowadzenie sprawy krążyły między kolejnymi jednostkami.

Reklama

– Najpierw Zakopane mówiło, że się tym nie zajmuje. Potem Nowy Targ się tym zajmował, później Nowy Sącz, sprawa zahaczyła nawet o Kraków, a ostatecznie wróciła znowu do Zakopanego. To wyglądało tak, jakby wszyscy przerzucali się gorącym ziemniakiem – opowiada.

Ostatecznie postępowanie zostało wszczęte, ale – jak słyszy od śledczych – sprawa wymaga gromadzenia obszernego materiału dowodowego. Chodzi m.in. o przesłuchiwanie świadków, którzy nie zawsze stawiają się na wezwania, analizę dokumentów finansowych oraz przygotowanie opinii przez biegłego. Wszystko to, jak zaznacza kobieta, wydłuża postępowanie. Poszkodowani złożyli nawet skargę do Sądu Apelacyjnego na przewlekłość. Otrzymali po 2 tys. zł odszkodowania, ale – jak mówi – poza tym nic więcej się nie wydarzyło.

Reklama

Bank grozi licytacją

Jak relacjonuje, nawet opinia biegłego finansowego została przygotowana z opóźnieniem. Kobieta przyznaje wprost, że coraz mniej wierzy w to, że uda się odzyskać pieniądze. Jak mówi, przez półtora roku osoba odpowiedzialna za całą sytuację miała wystarczająco dużo czasu, by pozbyć się majątku lub go przepisać. Dla niej jednak najdotkliwsze są nie tylko konsekwencje działań wykonawcy, ale też to, w jakiej sytuacji sama znalazła się dziś wobec banku.

Nie ma środków, by wykonać prace budowlane, na które została już wypłacona pierwsza transza kredytu. To oznacza, że w związku z jej inwestycją pojawił się kolejny, bardzo realny problem.

Reklama

– Jeśli nie spełnię warunków, czyli nie postawię domu do stanu surowego zamkniętego w ciągu trzech lat od otrzymania pierwszej transzy kredytu – a termin mija w lipcu przyszłego roku – bank może zlicytować mi działkę. Wtedy nie zostanie mi nic, ani działka, ani dom – mówi.

Na początku, gdy cała sprawa dopiero wybuchła, rozważała sprzedaż działki i spłatę kredytu. Dwukrotnie nadpłaciła nawet zobowiązanie. Dziś przyznaje, że z perspektywy czasu żałuje tej decyzji, bo te pieniądze mogłyby teraz pomóc w zakupie materiałów budowlanych. Problem polega jednak na tym, że sama działka nie pokrywa wartości kredytu. Nawet po jej sprzedaży musiałaby jeszcze znaleźć środki na spłatę pozostałej różnicy. Jedynym wyjściem jest dokończenie budowy.

Została z problemem sama

Pani Emilia umowę kredytową podpisała z ING Bank Śląski. Jak zareagował na całą tę sytuację? Kobieta nie ukrywa rozczarowania. Jak tłumaczy, w jej przypadku nie zadziałały mechanizmy ochronne, które obowiązują przy klasycznych inwestycjach deweloperskich. Wszystko dlatego, że dom miał powstać nie na działce należącej do dewelopera, ale na jej własnym gruncie.

W praktyce oznacza to, że nie działa tu model, w którym środki trafiają najpierw na rachunek powierniczy i są wypłacane wykonawcy dopiero po zakończeniu kolejnych etapów prac. Jak mówi, z punktu widzenia banku oznacza to, że nie bierze on odpowiedzialności za to, co stało się później z tymi środkami.

Kobieta wielokrotnie pisała do banku i próbowała wyjaśniać swoją sytuację. Z odpowiedzi, jakie otrzymywała, wynikało jednak, że choć bank współczuje jej położenia, nie zamierza zmieniać zasad wynikających z umowy kredytowej. Jak relacjonuje, możliwe są jedynie techniczne rozwiązania związane z samym zobowiązaniem, takie jak rozłożenie rat w inny sposób czy negocjowanie warunków spłaty. Nie rozwiązuje to jednak sedna problemu – kredyt i tak trzeba spłacać.

Pani Emilia nie może też liczyć na wsparcie bliskich. Jak mówi, ojciec już nie żyje, a matka nigdy nie interesowała się losem swoich dzieci. Została więc z całym ciężarem tej sytuacji praktycznie sama.

– Chciałam polepszyć synowi warunki, a teraz wynajmujemy domek letniskowy w Golędzinowie – mówi.

To właśnie tam dziś mieszka z Kubą. Jak opisuje, warunki są bardzo skromne. Domek ma około 30 metrów kwadratowych. W praktyce to jedno pomieszczenie, w którym dla chłopca wydzieliła osobną przestrzeń za dużą szafą.

– Nie narzekam, bo ten domek jest naprawdę cudowny, tylko że maleńki i po prostu nie nadaje się do całorocznego mieszkania. To przecież domek letniskowy. Widać było to choćby zimą. Gdy byliśmy kiedyś u kogoś na wigilii i wróciliśmy do domu, mieliśmy w środku trzy stopnie – opowiada.

Ruszyła zbiórka

Jak podkreśla, największym problemem jest dziś brak przestrzeni i brak perspektywy. Syn rośnie, a obecne warunki nie dają im możliwości normalnego funkcjonowania na dłuższą metę. Sama spłata kredytu również nie rozwiązałaby całego problemu. Nawet gdyby udało się zamknąć zobowiązanie, wciąż pozostałoby pytanie, gdzie i jak dalej mają mieszkać.

Kobieta przyznaje, że od miesięcy żyje w ogromnym stresie. Jak mówi, praktycznie nie śpi. Mimo to nie chce jeszcze całkowicie przekreślać tej historii. Coraz mniej wierzy natomiast, że realną pomoc przyniesie jej postępowanie karne. Dlatego wraz z przyjaciółmi zaczęła szukać innego rozwiązania – takiego, które pozwoliłoby uratować inwestycję przynajmniej na tyle, by spełnić warunki stawiane przez bank.

Chodzi o doprowadzenie budowy do stanu surowego zamkniętego. Jeśli to się uda, bank będzie mógł wypłacić drugą transzę kredytu, a to otworzyłoby drogę do dalszego wykańczania domu.

– Dlatego razem z przyjaciółmi i wolontariuszami ruszyliśmy z akcją budowlaną. Zbieramy materiały budowlane i środki na postawienie domu do stanu surowego zamkniętego – dokładnie w takim zakresie, jaki jest potrzebny, żeby bank uznał, że spełniliśmy warunki umowy, a potem wypłacił drugą transzę, dzięki której można byłoby dalej wykańczać dom – mówi.

W organizację akcji zaangażowały się już konkretne osoby. Jak relacjonuje kobieta, profesjonalny kosztorysant budowlany, działający jako wolontariusz, przygotował szczegółową listę materiałów potrzebnych do zbiórki. Zestawienie zostało umieszczone na stronie internetowej poświęconej całej akcji. Do dyspozycji jest również kierownik budowy, który zadeklarował pomoc pro bono i pozostaje w gotowości, by poprowadzić inwestycję, gdy tylko uda się zebrać materiały i znaleźć wykonawcę.

Całe przedsięwzięcie odbywa się pod patronatem Fundacji Avalon. Jak tłumaczy kobieta, to właśnie fundacja pomaga przeprowadzić akcję w sposób uporządkowany, przejrzysty i formalnie bezpieczny. Chodzi o to, by wszelka pomoc – zarówno finansowa, jak i rzeczowa – odbywała się legalnie i transparentnie.

To ważne również dla osób oraz firm, które chciałyby się zaangażować. Jeśli ktoś zdecyduje się przekazać darowiznę, fundacja podpisuje odpowiednią umowę, co pozwala rozliczyć taką pomoc zgodnie z obowiązującymi przepisami. Jak podkreśla kobieta, zależy jej na tym, by od początku wszystko odbywało się uczciwie i przejrzyście.

Czasu jest mało

Najbardziej potrzebni są dziś ludzie, którzy mogliby pomóc konkretnie – przekazując materiały budowlane, albo wykonując część prac. Chodzi przede wszystkim o tych, którzy byliby gotowi wesprzeć budowę drewnianego domu szkieletowego. Szacowany koszt inwestycji wykonania stanu surowego to około 220 tys. zł. Kobieta nie ukrywa, że sama nie jest w stanie udźwignąć takiego ciężaru finansowego.

– Bo niestety już kompletnie nie wierzę w nasz wymiar sprawiedliwości – przyznaje.

Dlatego cała nadzieja przeniosła się dziś z sal sądowych na zwykłą ludzką pomoc. Przy tworzeniu akcji wsparcia pomogli jej także znajomi. Jak mówi, 13-to letni syn jej przyjaciółki, Kacper  zupełnie sam, od podstaw stworzył stronę internetową, na której zebrano wszystkie najważniejsze informacje: listę materiałów, opis sytuacji i szczegóły dotyczące wsparcia. To właśnie tam ma się też pojawiać informacja o osobach i firmach, które zdecydują się pomóc. Na stronie zbiórki umieszczono szczegółowe informacje, a także skany dokumentów – m.in. z prokuratury i od adwokata – które mają potwierdzać, że cała sprawa jest autentyczna. Jak przyznaje kobieta, to ważne, bo wiele osób obawia się dziś internetowych oszustw i z rezerwą podchodzi do podobnych apeli.

Jak podkreśla, nie ma dziś zbyt wiele do zaoferowania w zamian poza wdzięcznością i możliwością pokazania tych osób lub firm w mediach społecznościowych oraz na stronie internetowej akcji. Dla niej jednak najważniejsze jest jedno – by udało się uratować budowę, zanim będzie za późno.

Została uruchomiona zrzutka. Na Facebooku prowadzony jest także bazarek. Dochód ze sprzedaży na nim również trafia na wsparcie budowy.

– Skupiam się po prostu na tym, żeby uzbierać pieniądze i materiały, żeby ten dom postawić, bo na to mamy jeszcze jakiś wpływ. Od kilku tygodni rozsyłam maile do firm budowlanych, składów drewna, producentów, dostawców, wykonawców i wszystkich, których podpowiada mi google, którzy działają w branży, z prośbą o pomoc. Niestety nie ma żadnego odzewu. Nikt nawet nie zapytał o szczegóły, nikogo to nie rusza. Na prokuraturę już naprawdę nie wiem, czy mam jeszcze jakikolwiek pomysł – mówi.

Tym bardziej, że nawet ewentualny korzystny finał sprawy w sądzie nie daje dziś gwarancji, że uda się odzyskać pieniądze. Kobieta ma świadomość, że nawet jeśli zapadnie wyrok po jej myśli, pozostaje pytanie, czy wykonawca będzie wypłacalny i czy komornik będzie miał z czego skutecznie prowadzić egzekucję.

Deklaracje banku a rzeczywistość

W tej sprawie skierowaliśmy pytania do ING Banku Śląskiego. Chodziło o to, czy w tak wyjątkowych sytuacjach bank przewiduje jakiekolwiek wsparcie dla klientów, którzy padli ofiarą nieuczciwego wykonawcy, czy możliwe jest wydłużenie terminu zakończenia inwestycji lub zmiana zasad wypłaty kolejnych transz kredytu, a także jakie konsekwencje mogą grozić kredytobiorcy, jeśli mimo podjętych działań nie zdoła on dokończyć budowy w terminie zapisanym w umowie.

W odpowiedzi bank przekazał, że w takich sytuacjach bierze pod uwagę indywidualne okoliczności klienta. Jak poinformował, możliwe jest m.in. wydłużenie terminu realizacji inwestycji poprzez aneks do umowy, restrukturyzacja zobowiązania w razie problemów ze spłatą, a także zmiana zabezpieczenia kredytu. Bank zaznaczył również, że każda sprawa analizowana jest osobno, prowadzony jest monitoring inwestycji, a działania mają być nakierowane przede wszystkim na polubowne rozwiązanie problemu. Wypowiedzenie umowy – jak podkreślono – ma być ostatecznością i może nastąpić dopiero w przypadku braku współpracy ze strony klienta.

Jak te deklaracje wyglądają w praktyce? Z relacji pani Emilii wynika, że dotąd jedyną konkretną propozycją, jaką otrzymała od banku, była możliwość zmiany przedmiotu zabezpieczenia kredytu. Problem w tym, że – jak mówi – nie posiada żadnego innego majątku, który mógłby zastąpić działkę.

– W wielu rozmowach telefonicznych mówiono mi, że nie mam innych możliwości i na tym temat się kończył. Z kolei ostatnio, gdy kontaktowałam się z bankiem, poinformowano mnie, że wcale nie jest powiedziane, że w ogóle dostanę drugą transzę. Wcześniej z kolei słyszałam, że mam trzy lata i muszę po prostu pokazać efekty prac wykonanych za pierwszą transzę – relacjonuje.

Prokuratura Rejonowa w Zakopanem w odpowiedzi na nasze pytania przekazała, że postępowanie zostało wszczęte „niezwłocznie” po ustaleniu, która jednostka jest właściwa do prowadzenia sprawy. Jak wyjaśniono, wcześniejsze opóźnienie miało wynikać właśnie z konieczności rozstrzygnięcia sporu o właściwość miejscową między kilkoma prokuraturami. Śledczy poinformowali również, że postępowanie nadal jest na etapie śledztwa. Nikomu dotąd nie przedstawiono zarzutów, a w sprawie przesłuchiwani są pokrzywdzeni i świadkowie oraz analizowana jest opinia biegłego z zakresu rachunkowości i finansów. Zdaniem prokuratury długi termin sporządzenia opinii przez biegłego wynikał ze złożoności zagadnień finansowych oraz zakresu materiału dowodowego. Prokuratura zaznaczyła też, że na obecnym etapie nie było podstaw prawnych do zastosowania zabezpieczenia majątkowego, ponieważ taki środek można zastosować dopiero wobec osoby, której przedstawiono zarzuty. Odnosząc się do stwierdzonej przez sąd przewlekłości postępowania, śledczy zapewnili jedynie, że podejmują działania zmierzające do sprawnego zakończenia sprawy.

Na działce koło Trzebnicy wciąż znajduje się tylko płyta fundamentowa. Budowa zatrzymała się na samym początku. Teraz wszystko zależy od tego, czy uda się ją wznowić, zanim będzie za późno. Bo jak mówi pani Emilia, na sprawiedliwość można czekać latami, a czasu na uratowanie domu dla niej i jej syna jest coraz mniej.

Osoby, które chciałyby pomóc pani Emilii w doprowadzeniu budowy domu do stanu surowego, umożliwiającego uzyskanie kolejnej transzy kredytu, mogą wesprzeć tę inicjatywę na kilka sposobów: :

Wpłata na konto: 62 1600 1286 0003 0031 8642 6001 Tytuł: Pierzanowski, 21544
SMS: 75165 Treść: POMOC21544
BLIK: 75165 Treść: POMOC21544
1,5% podatku: KRS: 0000270809 Cel: Pierzanowski, 21544
Zrzutka: https://zrzutka.pl/g5y34n
Bazarek: „Bazarek licytacje – Dom dla Kubusia”
Nasza strona: www.domdlakubusia.pl

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 09/04/2026 18:57
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    +++++++++ - niezalogowany 2026-04-09 15:22:48

    Na pewno wierzy w boga i do kościoła chodzi ale ludzi i tak okrada .

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo NowaGazeta.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości