Reklama

Tańcz głupia, tańcz

18/09/2012 08:39

Godzina zero


Już po raz kolejny obchody święta sadów zostały przeniesione na Rynek. W przeddzień imprezy ulica Daszyńskiego została częściowo wyłączona z ruchu. Układ stoisk i kramów nie zmienił się w porównaniu z ubiegłoroczną imprezą. Trakt Daszyńskiego zdominowały stoiska prywatnych handlarzy: były zatem zabawki dla dzieci (dmuchańce, bungee), stoiska, w których można było kupić mnóstwo zabawek, biżuterii, nie zabrakło straganu, gdzie sprzedawano sztuczne kwiaty, alkohole (w tym wszelakie miody pitne czy piwa smakowe), wielkie bochny wiejskiego chleba, szynki. Oczywiście obowiązkowo serwowano dania z grilla, popcorn czy zimne piwo. Wzdłuż ul. Daszyńskiego rozmieszczono kilka rzędów stołów, przy których można było zatrzymać się i coś zjeść. Biorąc jednak pod uwagę liczbę przybyłych mieszkańców trudno było odpocząć przy zadaszonym stoliku. Chętni czekali na zwolnienie drewnianej ławy. Sceneria zmieniała się już w samym Rynku, którego centralne miejsce zajmowała scena, na której występowali lokalni artyści i zaproszone gwiazdy. Kolorowo przyozdobione kramy, w których swoje wyroby sprzedawały sołectwa i sadownicy ułożone był w kształcie litery "L". Rozpoczęcie imprezy zaplanowano na godzinę 15. Najpierw wystąpiły trzebnickie mażoretki, po nich pierwszy zespół muzyczny Come Back, któremu gościnnie towarzyszyła Izabela Możdżeń. Zespół wykonywał rytmiczne piosenki, utrzymane w stylistyce funku, na "wejście" serwując zebranym kawałek Steviego Wondera  "Superstition". Kto wystąpił po nich na scenie? Tutaj nieco zmienił się muzyczny kierunek, bowiem ludowe piosenki zaśpiewały czeszowskie AleBabki, natomiast na zakończenie pokazu lokalnych twórców wystąpił "No pesos".

Tak naprawdę muzyka była bardzo miłym tłem dla głównego powodu całego zamieszania - jabłek z miejscowych sadów. Jednak patrząc na liczbę tegorocznych sadowników zastanawiamy się na ile nazwa imprezy oddaje jej charakter. Wprawdzie swoje wyroby sprzedawało kilku handlarzy (można było kupić świeże warzywa i owoce), jednak tych sprzedających tylko i wyłącznie jabłka naliczyliśmy... dwóch. Panowie mieli ciągły ruch - jabłka ustawione na skrzynkach i w koszykach znikały w oka mgnieniu. Gdzie się zatem podziali inni sadownicy, którzy przecież hurtowo zwozili jabłka i sprzedawali je bezpośrednio z paki samochodu? W tym roku więcej stoisk od sadowników zajmowali... pszczelarze, którzy sprzedawali miody z własnej pasieki.

O tym, że pomimo komercji, jaka od kilku lat opanowuje trzebnickie Święto Sadów, jest to nadal popularna impreza, świadczyć może liczba odwiedzających. Już chwilę po godz. 15 tłumy przechadzały się między kramami. Nie sposób było zatrzymać się na dłużej i wybrać np. kawałek domowego ciasta z blachy czy zastanowić się nad wyborem ręcznie robionej biżuterii. Uczestnicy poruszali się w ciasnym korytarzu, jaki powstał po wydzieleniu stanowisk. Ruch odbywał się według określonego kierunku: żeby zobaczyć co znajduje się po drugiej stronie kramów, trzeba było przejść po jednej stronie alejki (trudno bowiem było"wcisnąć się" na stronę przeciwną). Niezbyt to komfortowe uczucie, gdy idzie się w tak zwartej kolumnie lub, gdy jest się co chwila szturchanym przez innych uczestników, o rodzicach z wózkami nie wspominając. Zapewne gdyby te kramiki były ułożone w inny sposób problemu by nie było. Być może organizatorzy powinni zadbać o to, by na przyszłość pozwolić lokalnym wystawcom zająć znacznie większą część terenu imprezy - nie tylko Rynek, ale również i część ul. Daszyńskiego (rezygnując w ten sposób np. z prywatnych handlarzy, oferujących chińskie zabawki, które możemy kupić przecież w każdym sklepie). Problem był też ze znalezieniem wolnego miejsca do zaparkowania - takie informacje usłyszeliśmy od grupy oborniczan, która przyjechała na święto sadów.

Kramy


Już od rana, na Rynku, przedstawicielki z kół gospodyń wiejskich sprzedawały przygotowane na tą okazję ciasta i potrawy. Wiadomo, że te wypieki musiały być przygotowane tuż przed imprezą. Nie zabrakło również chętnych, którzy kupowali gotowe przetwory: konfitury czy dżemy, na miejscu mogliśmy spróbować również zupy dyniowej, placków ziemniaczanych, albo kupić słoik z ogórkami przyrządzonymi na wiele sposobów. - Polecamy przetwory na zimę, nasza nowość to papryka z ananasem, która rozeszła się od razu, ponadto ogórki z papryką i selerem, wszelkiego rodzaju sałatki, śliwki w occie. Miałyśmy 300 słoików, a nasi stali klienci od rana przychodzili z koszykami - powiedziała Krystyna Wawruszczak z Głuchowa Górnego.

- Na dziś przygotowałyśmy dużo serników i szarlotek, w zeszłym roku miałyśmy też dania z grilla ale z nich zrezygnowałyśmy - mówiła Arletta Majder, sołtyska z Boleścina

- Na święcie sadów jesteśmy po raz pierwszy, mamy placki ziemniaczane, które serwujemy na bieżąco, jabłecznik, ciasto ze śliwkami, babkę z ajerkoniakiem, kukurydzę, czy produkty od rolników (owoce i warzywa) - dodała Barbara Świdzińska, sołtyska z Brochocina.

Prace ceramiczne czy tkacie uczestników warsztatów z grupy zajęciowej "Uśmiech dziecka" prezentowany był na jednym ze stoisk: - W ten sposób mówimy zebranym o problemie niepełnosprawności, opowiadamy o naszych podopiecznych oraz o stowarzyszeniu, które nimi się zajmuje - dowiedzieliśmy się. Wśród wystawców znaleźli się również rękodzielnicy, osoby zajmujące się sprzedażą sadzonek czy krzewów.

Sporym zainteresowaniem cieszyła się akcja prowadzona przez I trzebnicką drużynę harcerską "Awaria". Zorganizowali bowiem kiermasz książek, które można było nabyć za... "co łaska". Stoisko wyłożone zostało książkami pochodzącymi z prywatnych zbiorów, podarowanych przez miejską bibliotekę, znalezionych na śmietniku czy też zabranych ze skupu makulatury. Książki popularno naukowe, przygodowe, literatura faktu. Sporym zainteresowaniem cieszyła się "lada", na której ustawiono podręczniki szkolne: - Chociaż co roku zmienia się podstawa programowa nie brakuje chętnych, którzy kupują stare podręczniki. Przeważnie po to, by podpatrzeć, jak rozwiązuje się zadania z matematyki, ale i także "schodzą" nam encyklopedie. Kupcy są różni: jedna pani wzięła 20 książek, za które zapłaciła 5 zł, inna odnalazła książkę podarowaną jej w prezencie komunijnym. Przez ponad 30 lat krążyła od domu do domu po Trzebnicy, by wreszcie mogła ją odnaleźć tu - wyjaśnia drużynowy Adrian Opałka. Harcerze za zarobione pieniądze kupią kilkanaście bluz polarowych.

Jabłka


Największym zainteresowaniem cieszyli się miejscowi sadownicy. Tam już od rana aż do ostatniego jabłka ustawiały się kolejki chętnych: - Mamy 12 rodzajów jabłek od 1,5 do 2 zł, Przygotowaliśmy "miksy" w koszykach, gdzie sprzedajemy 6 rodzajów jabłek, oprócz tego w siatkach. Wszystkie schodzą. Ruch kwitnie, a dodatkowo sprzedajemy dynie z własnego ogrodu. Podoba mi się organizacja, w tym roku każdy miał wydzielone miejsce do handlu, zatem nie było między nami "wojny". Już sprzedaliśmy ok 3 ton jabłek - powiedział nam pan Piotr. Obok niego klientów obsługiwał razem z żoną pan Sylwester Utratny: - Mamy jabłka ze swojego sadu w Droszowie, w chwili obecnej sprzedajemy 12 odmian, to są jabłka bezparchowe, schodzimy cały sad żeby znaleźć te najładniejsze.

Gwiazdy


Pierwszą z nich był kabareciarz Marcin Daniec, jednak sądząc po reakcji zgromadzonych ten występ nie cieszył się aż takim zainteresowaniem. Niewiele osób podchwyciło jego humor - co z resztą świadczy i o tym, że każdy przecież ma swoje poczucie estetyki i żartu. Przysłuchując się jednak niektórym skeczom odnosiliśmy wrażenie, że artysta próbuje "na siłę" rozśmieszyć publikę, a niektóre z tekstów już kilka lat temu można było posłuchać na żywo albo w telewizji.

Lady Pank, legenda polskiej muzyki rockowej kazała na siebie długo czekać, zagrali bowiem z blisko 30 minutowym poślizgiem, udowadniając jednak, że drzemie w nich jeszcze rock and roll. Szkoda, że zabrakło Jana Borysewicza, którzy przecież jest współtwórcą tej legendy, a z pierwotnego zespołu obecny był tylko wokalista Janusz Panasewicz. Koncert był bardzo dobry, a wielbiciele z pewnością usatysfakcjonowani - zespół zaśpiewał znane przeboje sprzed lat, chociaż i nie zabrakło najświeższych kawałków. Po zaśpiewaniu piosenek na bis, wręczeniu obowiązkowego tortu z jednej z lokalnych cukierni i zrobieniu pamiątkowego zdjęcia zespołu z włodarzami ogłoszono koniec XXXIII trzebnickiego Święta Sadów.

Nie wiemy ile dokładnie kosztowała ta impreza, jednak biorąc pod uwagę rozmach z jakim została przygotowana, koszty obsługi oraz gaże dla artystów możemy domniemywać, że to będzie kwota rzędu 200 tys zł.

Więcej zdjęć z imprezy można będzie zobaczyć na naszej galerii na stronie internetowej www.nowagazeta.pl.

Aplikacja nowagazeta.pl

Jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś koniecznie zainstaluj naszą aplikację, która dostępna jest na telefony z systemem Android i iOS.


Aplikacja na Androida Aplikacja na IOS

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    drwal - niezalogowany 2012-09-24 20:05:14

    Tebor nie jesteś zbyt miły. Ale masz szansę się poprawić. Żeby to mi było ostatni raz.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    tebor - niezalogowany 2012-09-23 14:24:46

    NIE ŁZE O NIEOBECNOSCI JANKA BO JUZ WIEDZIALEM NA KILKA GODZ PRZED KOCERTEM A JANUSZ TEZ SIE WZMOCNIL WIEC STUL PYSK I NIE DYSKUTUJ HE

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    drwal - niezalogowany 2012-09-20 18:11:35

    Czy wiecie KTO jest tym uważnym obserwatorem, który Łże jak pies?

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo NowaGazeta.pl




Reklama