Reklama

Nowa Gazeta Trzebnicka i Wyborcza wygrywają z Anną Morawiecką. Sąd: - Kodeks karny nie może mrozić dziennikarzy


Anna Morawiecka ścigała dziennikarzy Marcina Rybaka i Daniela Długosza za teksty o jej fikcyjnym zatrudnieniu w urzędzie miasta w Trzebnicy. Sąd zbadał sprawę i wydał wyrok.


W 2023 roku opublikowaliśmy serię tekstów o siostrze Mateusza Morawieckiego.

- Zapewne strony spotkają się w sądzie i tam będzie można wykazać prawdę, bo jak inaczej postępować wobec różnego rodzaju kalumni i insynuacji? - skomentował pierwszy z naszych artykułów premier Mateusz Morawiecki, zaznaczając, że go nie czytał. Było to 24 kwietnia 2023 r. podczas konferencji prasowej.

"Dziennikarze informacje weryfikowali bardzo skrupulatnie"

Dziennikarze zostali oskarżeni o przestępstwo z art. 212 kodeksu karnego. Mówi on o zniesławieniu, czyli podawaniu kłamliwych informacji, które mają pokrzywdzonego poniżyć i spowodować utratę zaufania do niego. W sprawie tego przestępstwa prokuratura prowadzi śledztwo tylko w wyjątkowych wypadkach. To sam pokrzywdzony wnosi akt oskarżenia i występuje w sądzie jako oskarżyciel. I tak było w tym wypadku.

Po kilkunastu miesiącach przesłuchań i analizy dowodów w poniedziałek 13 lipca sąd zamknął proces. W końcowych przemówieniach pełnomocnik Anny Morawieckiej przekonywał, że dziennikarze popełnili przestępstwo, dopuścili się manipulacji i powinni zostać ukarani.

Obrońca, mecenas Krzysztof Bryłka, a także sami oskarżeni przekonywali, że o przestępstwie nie może być mowy, że media są od tego, żeby patrzeć władzy na ręce, że w tej sprawie dziennikarze byli rzetelni i dokładnie weryfikowali wszystkie informacje.

Wreszcie w poniedziałek, 27 lipca sąd wydał wyrok. Ocenił, że oskarżeni "bardzo skrupulatnie" badali sprawę zatrudnienia Anny Morawieckiej. Co więcej, według sądu autorzy publikacji mieli prawo uważać, że w sprawie owego zatrudnienia coś jest nie tak.

Z naszych ustaleń wynikało, że Anna Morawiecka przez dwa miesiące - w kwietniu i maju 2019 - pracowała na umowę zlecenie. Później od czerwca do grudnia 2019 była na niepełnym etacie "pomocy administracyjnej". Zgodnie z umową miała się zajmować koordynowaniem działań na rzecz przywrócenia Trzebnicy statusu uzdrowiska. Po jakichkolwiek działaniach Anny Morawieckiej nie było jednak w urzędzie śladu.


Długi proces, argumenty i dowody przedstawiane przez oskarżenie - czyli siostrę Mateusza Morawieckiego i jej pełnomocników - naszym zdaniem niczego w tej sprawie nie zmieniły. Sąd uzasadniając wyrok uniewinniający, zwracał uwagę, że sama oskarżycielka nie odpowiadała na nasze pytania.

Merytoryczne zarzuty wobec nas i naszych informacji pojawiły się po pierwszym z serii artykułów - w specjalnym oświadczeniu, które opublikowała siostra ówczesnego premiera.

W oświadczeniu przywołane zostały m.in. poważne kłopoty zdrowotne Anny Morawieckiej, które ujawniły się w 2019 roku w trakcie pracy dla Trzebnicy, na które nie zwróciliśmy uwagi. Anna Morawiecka nazywa to postępowaniem niegodziwym. Także dopiero po pierwszym z artykułów ujawniono nowe, nieznane wcześniej informacje o tym, czym naprawdę zajmować się miała zatrudniona w trzebnickim urzędzie Anna Morawiecka.

Sąd zauważył też, że urząd nie pomagał nam w pracy. Przypomnijmy, że na wszelkie przesłane pytania odpowiedzi udzielane były po dwóch miesiącach. A sporo z owych odpowiedzi ograniczało się do stwierdzenia, że sprawa, o którą pytamy, "nie stanowi informacji publicznej".

- To wszystko nie może obciążać dziennikarzy - usłyszeliśmy teraz w sądzie.

Nie tylko zwlekano z udzieleniem nam odpowiedzi. Oficjalnie na piśmie przekazano nam też nieprawdziwą informację.

Chodziło o komórkę organizacyjną w urzędzie, w jakiej miała pracować Anna Morawiecka. Wykazaliśmy, że komórka owa - w chwili zatrudniania siostry premiera w urzędzie - nie istniała. Powstała cztery miesiące później.

W swoim oświadczeniu Anna Morawiecka nie wyprowadziła nas z błędu. Dopiero po kilku dniach - gdy szykowaliśmy kolejną publikację - urząd przyznał się do swojej pomyłki i ją sprostował. Dziś i o tym wspomniał sąd jako o okoliczności, która nie jest winą oskarżonych.

Reklama

"Dziennikarstwo to nie tylko publikowanie pozytywnych informacji"

W ustnym uzasadnieniu wyroku sąd zwraca też uwagę na fakt, że o zatrudnieniu siostry ówczesnego premiera nikt w Urzędzie Miejskim w Trzebnicy nie wiedział. A to jest sprzeczne z logiką i doświadczeniem życiowym.

Gdyby - przekonywał sąd - ktoś taki jak siostra premiera został zatrudniony w którymś z sądów okręgu wrocławskiego, w ciągu kilku tygodni wszyscy by o tym wiedzieli.

Aby doszło do przestępstwa, trzeba wykazać, że oskarżona osoba działała w złej wierze, chciała kogoś zniesławić lub co najmniej godziła się na skutek takiego działania.

- Nie może być tak, że kodeks karny będzie wywoływał efekt mrożący dziennikarzy - przekonywał sąd, dodając, że autorzy serii tekstów o Annie Morawieckiej działali w dobrej wierze i w interesie publicznym. A temat dotyczył poważnej sprawy, bo sposobu wydawania publicznych pieniędzy przez trzebnicki samorząd.

I to właśnie Urząd Miejski w Trzebnicy oraz zauważone tam nieprawidłowości były głównym tematem artykułów.

Sąd przypomniał też o śledztwach dotyczących urzędu

W ustnym uzasadnieniu padło również odniesienie do prowadzonych postępowań dotyczących Urzędu Miejskiego w Trzebnicy.

- Te oceny chyba nie były gołosłowne, gdyż, oczywiście istnieje domniemanie niewinności, ale z przekazów medialnych wiemy, a także z informacji świadka przesłuchanego w tej sprawie, że aktualnie prowadzone są postępowania karne dotyczące właśnie tego urzędu - powiedziała sędzia.

Na koniec sąd odniósł się też do postawionego nam zarzutu jakoby "Wyborcza" i "Nowa Gazeta Trzebnicka" specjalnie czekały z publikacjami na czas kampanii wyborczej do parlamentu w 2023 roku. To oczywiście nieprawda, ale sąd nie rozstrzygał tej kwestii. Stwierdził tylko, że dziennikarz ma obowiązek także w trakcie kampanii wyborczej informowania o tym, jakie nieprawidłowości ujawnił wcześniej.

- Nie można sprowadzać dziennikarstwa tylko do relacjonowania wydarzeń pozytywnych. Obowiązkiem dziennikarza jest także informowanie o tym, co widzi, co dzieje się niepokojącego - podsumował sąd.

Reklama

Koszty poniesie oskarżycielka

Sąd uniewinnił obu oskarżonych od wszystkich zarzutów. Jednocześnie orzekł, że koszty procesu poniesie oskarżycielka prywatna Anna Morawiecka, a na rzecz Marcina Rybaka zasądzono także zwrot kosztów poniesionych w postępowaniu w kwocie 3024 zł. Wyrok nie jest prawomocny. Oskarżenie może zażądać uzasadnienia na piśmie, a potem skierować apelację do Sądu Okręgowego we Wrocławiu.

To nie pierwsza wygrana dziennikarzy

Obecny wyrok jest kolejnym korzystnym rozstrzygnięciem dla dziennikarzy „Nowej Gazety Trzebnickiej” i „Gazety Wyborczej” w sporze dotyczącym publikacji o zatrudnieniu Anny Morawieckiej w Urzędzie Miejskim w Trzebnicy.

Wcześniej Anna Morawiecka skierowała przeciwko autorom odrębny prywatny akt oskarżenia dotyczący artykułu, w którym opisaliśmy jak wieloletnie śledztwo w sprawie nieprawidłowości w trzebnickim urzędzie, zostało nagle przeniesione z Wrocławia do Prokuratury Okręgowej w Opolu. Jej zarzuty dotyczyły jednak głównie tytułu, podtytułu i oprawy graficznej, a nie samej treści artykułu. Zdaniem Morawieckiej użycie wielokropka, znaku zapytania oraz elementów graficznych miało sugerować, że miała wpływ na działania organów ścigania.


Sąd Rejonowy Wrocław - Śródmieście odmówił jednak wszczęcia procesu i umorzył postępowanie, uznając, że opisany czyn nie zawiera znamion przestępstwa. Zażalenie pełnomocnika Anny Morawieckiej zostało oddalone, a Sąd Okręgowy utrzymał to rozstrzygnięcie w mocy. W uzasadnieniu podkreślono, że ani tytuł, ani podtytuł publikacji nie zawierały treści zniesławiających, a zbyt szeroka interpretacja przepisów o zniesławieniu mogłaby prowadzić do ograniczenia wolności prasy i zniechęcać dziennikarzy do informowania o sprawach ważnych dla opinii publicznej.

Warto również przypomnieć, że publikacja była również przedmiotem postępowania prowadzonego przez policję pod nadzorem Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu. Zawiadomienie złożyła Anna Morawiecka. Dziennikarze obu redakcji zostali przesłuchani w związku z podejrzeniem naruszenia przepisów prawa prasowego. Sprawa trafiła nawet na Platformę Ochrony Dziennikarstwa i Bezpieczeństwa Dziennikarzy Rady Europy jako przykład działań mogących wywoływać efekt mrożący wobec mediów. Ostatecznie także to postępowanie zostało umorzone z powodu braku znamion czynu zabronionego.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 28/07/2026 05:55
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Basia - niezalogowany 2026-07-28 09:07:19

    Dawid Kasprzyk też został ujawniony przez dziennikarzy, oczywiście taki Sługosz służy jednostronnie ale trzeba POkazywac, żeby ludzie wiedzieli. Teraz czas na odsłonę następnych, z każdej partii.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    +++++++++ - niezalogowany 2026-07-28 09:28:19

    A taka jedna kiedyś rzekła że im się należy , polityczna mafia i tyle .

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Stefania D. - niezalogowany 2026-07-28 09:39:36

    Oni wszyscy myślą, że im się należy, ale to wina wyborców. Twój podpis gwiazdkami już mi wystarczy, żeby cię określić.

    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo NowaGazeta.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości