Na profilu burmistrza Marka Długozimy pojawił się entuzjastyczny wpis o tym, że „będzie bezpieczniej na ul. Marcinowskiej w Trzebnicy”. Są nazwiska, są kwoty, jest wizja lokalna w terenie i zdjęcia z urzędnikami. Brzmi jak gotowa inwestycja. Problem w tym, że na razie inwestycji nie ma, a szumne zapowiedzi, ty tylko PR-owy zabieg...
Z treści posta wynika jasno: w budżecie Powiatu Trzebnickiego na 2026 rok zabezpieczono 600 tys. zł na przygotowanie dokumentacji projektowej dla zadania „Przebudowa drogi powiatowej nr 1345D w Trzebnicy – ul. Marcinowska poprzez budowę chodnika”. Nie ma słowa o tym, czy pieniądze zabezpieczyła gmina, a przeglądając budżet nie widzimy podobnej wartości.
To oznacza jedno: mówimy wyłącznie o etapie projektowym. Nie ma przetargu na roboty budowlane. Nie ma podpisanej umowy z wykonawcą. Nie ma wbitej łopaty. Jest zapowiedź dokumentacji. Różnica między projektem a realizacją to często kilka lat, a czasem projekt nigdy nie wychodzi poza segregator.
We wpisie czytamy o „wizji lokalnej w terenie” z udziałem członka Zarządu Powiatu, dyrektora Zarządu Dróg Powiatowych i pracowników ZDP. To standardowy element przygotowań do inwestycji. Ale czy sama wizja lokalna i wpisanie środków na projekt do budżetu to już powód do ogłaszania sukcesu?
W praktyce to dopiero pierwszy krok w długiej procedurze:
ogłoszenie przetargu na dokumentację,
wybór projektanta,
opracowanie projektu,
uzyskanie uzgodnień i pozwoleń,
zabezpieczenie środków na realizację,
przetarg na wykonawcę robót.
Na żadnym z tych etapów jeszcze nie jesteśmy.
We wpisie pojawia się też kwota „blisko 12 mln zł” na zadania w powiecie oraz 5,4 mln zł w samej gminie Trzebnica. Jednak w przypadku ul. Marcinowskiej mówimy wyłącznie o 600 tys. zł na dokumentację.
To ważne rozróżnienie. Mieszkańcy czytając o „zabezpieczonych milionach” i „kolejnym kroku w stronę poprawy bezpieczeństwa” mogą odnieść wrażenie, że budowa chodnika jest przesądzona i wkrótce ruszy. Tymczasem na razie zabezpieczono środki na przygotowanie projektu, a nie na samą inwestycję i to jeszcze niewiadomo czy wszystkie.
We wpisie wymieniono liczne nazwiska radnych i przedstawicieli władz powiatowych, podkreślając, że to osoby „z mojego komitetu”. Trudno nie odnieść wrażenia, że mamy do czynienia nie tylko z informacją o planach inwestycyjnych, ale także z polityczną autopromocją.
Pytanie brzmi: czy mieszkańcy oczekują zdjęć z wizji lokalnych, czy realnych efektów w terenie?
Bezpieczeństwo pieszych na ul. Marcinowskiej to temat ważny i potrzebny. Nikt tego nie kwestionuje. Ale warto oddzielić fakty od zapowiedzi. Na dziś faktem jest tylko to, że w budżecie powiatu, a nie gminy na 2026 rok zapisano środki na projekt.
Chodnika jeszcze nie ma. Przetargu na budowę – też nie. Realizacji – tym bardziej. I o tym również mieszkańcy powinni wiedzieć. Co myślicie o takiej formie promocji władz?
Jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś koniecznie zainstaluj naszą aplikację, która dostępna jest na telefony z systemem Android i iOS.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze