Dziś, 1 sierpnia, obchodzimy 81 rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego – jednego z najważniejszych wydarzeń w historii Polski XX wieku. O godzinie 17:00, czyli w tzw. Godzinę "W", w całym kraju uruchamiane są syreny alarmowe, aby minutą ciszy uczcić pamięć bohaterów Powstania.
Powstanie Warszawskie, które wybuchło 1 sierpnia 1944 roku, jest jednym z najważniejszych i jednocześnie najbardziej tragicznych wydarzeń w historii Polski XX wieku. Trwało 63 dni i zakończyło się klęską militarną, ale dla wielu Polaków pozostało symbolem niezłomności, odwagi i walki o wolność. To wydarzenie miało ogromne znaczenie zarówno dla losów Warszawy, jak i dla powojennej tożsamości narodowej.
W 1944 roku sytuacja na froncie wschodnim wskazywała na rychły upadek III Rzeszy. Armia Czerwona zbliżała się do Warszawy, a Niemcy cofali się pod naporem ofensywy. Dla przywódców Polskiego Państwa Podziemnego i Armii Krajowej (AK) był to moment, który należało wykorzystać. Celem było wyzwolenie stolicy spod niemieckiej okupacji jeszcze przed wkroczeniem wojsk sowieckich, aby zamanifestować istnienie legalnych władz polskich i sprzeciwić się sowietyzacji kraju.
Decyzja o rozpoczęciu powstania zapadła 31 lipca 1944 roku. Dowództwo AK, w tym generał Tadeusz Bór-Komorowski, liczyło na szybkie wsparcie Armii Czerwonej i aliantów zachodnich. Rozkaz rozpoczęcia walk padł na 1 sierpnia o godzinie 17:00 – tzw. "Godzinę W".
Walki wybuchły jednocześnie w wielu punktach miasta. Powstańcy, choć często słabo uzbrojeni i niedostatecznie wyszkoleni, początkowo odnieśli pewne sukcesy – opanowali Śródmieście, Wolę, Ochotę, Stare Miasto i część Mokotowa. Jednak szybko okazało się, że pomoc ze strony Armii Czerwonej nie nadchodzi, a Niemcy przystąpili do brutalnej kontrofensywy.
Z czasem siły niemieckie, dowodzone m.in. przez generała Ericha von dem Bacha-Zelewskiego, zaczęły stosować brutalne metody pacyfikacji. Szczególnie tragiczne były wydarzenia na Woli, gdzie w ciągu kilku dni wymordowano dziesiątki tysięcy cywilów. Niemcy używali czołgów, artylerii, samolotów, a także specjalnych jednostek, jak oddział Dirlewangera, znany z wyjątkowego okrucieństwa.
Pomimo ogromnego poświęcenia, powstańcy nie byli w stanie pokonać przeważających sił niemieckich. Po ponad dwóch miesiącach heroicznych walk, 2 października 1944 roku podpisano akt kapitulacji. Ludność cywilna została wypędzona z miasta, a Warszawa niemal doszczętnie zniszczona – zburzono ponad 80% zabudowy.
Powstanie zakończyło się klęską militarną i katastrofą humanitarną. Zginęło około 18 tysięcy powstańców i od 150 do 200 tysięcy cywilów. Miasto zostało zrównane z ziemią. Polska elita intelektualna, młodzież i bojownicy niepodległościowi ponieśli ogromne straty.
Decyzja o rozpoczęciu powstania od lat budzi kontrowersje. Krytycy podkreślają brak realnych szans na sukces, nieprzygotowanie oraz tragiczne konsekwencje dla ludności cywilnej. Z kolei obrońcy powstania wskazują na moralny obowiązek walki o wolność i godność, a także na konieczność zamanifestowania sprzeciwu wobec narzucanej Polsce władzy komunistycznej.
Warto również pamiętać o postawie ZSRR, które, choć znajdowało się w pobliżu, nie udzieliło powstaniu realnej pomocy. Stalin świadomie wstrzymał ofensywę, co miało umożliwić Niemcom stłumienie powstania i osłabić siły niepodległościowe. Pomoc aliantów zachodnich, w postaci zrzutów broni i zaopatrzenia, była niewystarczająca i często nietrafiona.
Choć Powstanie Warszawskie zakończyło się klęską, to jego duch przetrwał. Stało się symbolem niezłomności Polaków, gotowych walczyć o wolność wbrew wszelkim przeciwnościom. Po wojnie władze komunistyczne starały się marginalizować znaczenie powstania i jego uczestników, przedstawiając je jako „awanturę” i „błąd dowódców AK”. Dopiero po 1989 roku możliwe stało się swobodne upamiętnianie tego wydarzenia.
W 2004 roku, w 60. rocznicę wybuchu powstania, otwarto w Warszawie Muzeum Powstania Warszawskiego – nowoczesną instytucję, która gromadzi i prezentuje świadectwa powstańczego zrywu. Co roku 1 sierpnia o godzinie 17:00 w całej Warszawie, a często i w innych miastach, na minutę zamiera ruch, by uczcić pamięć poległych.
Powstanie Warszawskie to wydarzenie pełne sprzeczności – heroiczne i tragiczne, pełne odwagi, ale też dramatycznych błędów. Dziś jest ważnym elementem polskiej pamięci narodowej, przypominającym o cenie wolności i o potrzebie refleksji nad decyzjami podejmowanymi w imię patriotyzmu. Pamięć o powstańcach nie jest już jedynie lekcją historii – jest także przestrogą i symbolem, który nieustannie kształtuje tożsamość narodową kolejnych pokoleń Polaków.
Jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś koniecznie zainstaluj naszą aplikację, która dostępna jest na telefony z systemem Android i iOS.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Ale z grafiką AI to już lekka przesada
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
Błędne decyzje i wnioski podjęte zostały także bezpośrednio przed wojną i we wrześniu 1939 r. Dużo by pisać, jest wiele wątków. Warto spojrzeć na przykład Finlandii. Wydawało się, że jest w beznadziejnej sytuacji, a dała odpór znacznie większym siłom ruskich i wyrolowała Hitlera. Zachowała niepodległość po wojnie, w przeciwieństwie do Polski. Miała bowiem świetnych przywódców. My mieliśmy marnych. Ma to szczególne znaczenie w kontekście tego, co dzieje się współcześnie. Dalej mamy marnych. Duda naczelne dowództwo pozbawił doświadczonych w misjach generałów, wyszkolonych w państwa NATO, a w ich miejsce wstawił generałów, których nimi mianował - niezgodnie z prawem, bo nie mieli odpowiedniego wyuczenia, ludzi bez doświadczenia. Rzekomo ci pierwsi byli komunistami... Do tego mówi się, że nie za bardzo z umiejętnościami żołnierzy, nie ma prowadzonych testów sprawności oddziałów w warunkach zbliżonych do wojennych. Nie prowadzi się wielodniowych manewrów - żołnierze pracują 8 godzin dziennie, a na wojnie nie ma wolnego popołudniu... Sam sprzęt za miliardy nie wystarczy. Muszą być odpowiedni ludzie. To zależy od tego, jacy są ludzie u władzy, a to od tego, jaką świadomość mają wyborcy - kogo wybierają. Po odsunięciu od władzy idiotów w 2023 r., szykuje się ich powrót do władzy do spółki z jeszcze gorszą skrajną prawicą. KO nie jest partią marzeń, ale rządy prawicy to przepis na katastrofę. Tymczasem młodzi tkwią w bańkach informacyjnych social mediów, gdzie króluje dezinformacja, napędzana przez działania Rosji. Oby historia się nie powtórzyła...