Już wszystko jest przygotowane: rower trekkingowy, którym będzie jechał "nasz" szerszeń przechodzi drobne poprawki i obecnie jest już tylko udoskonalany: - Został odciążony, wymieniono łańcuch na bardziej wytrzymały i profesjonalny, to samo z przerzutkami. Ten maraton będzie zupełnie innym przeżyciem: po pierwsze nigdy nie brałem udziału w tak długich dystansach. Poza tym jadę na zupełnie innym sprzęcie. W maratonach, w których biorę udział jeżdżę kolarzówką, która waży 7 kg. Ten rower, razem z przyczepionymi sakwami, w których będziemy wieźć najpotrzebniejsze rzeczy waży 22 kg - mówi Roman Węglarski.
Jakie zatem rzeczy bierze się ze sobą, by bez dodatkowych obciążeń móc ustanowić nowy rekord w przejechaniu Polski na rowerze? Niewiele. Niezbędne będą napoje energetyzujące i batoniki spożywane w trakcie jazdy, specjalnie szyty na te okazję strój kolarski wraz z rajstopami, kask oraz "ubranie cywilne" tj, cienkie klapki z pianki, krótkie spodenki i koszulka.
Trasa przejazdu jest już ustalona, kolarze wyjeżdżają z Gryfic o 5 rano, zatrzymają się dopiero w Darłówku, skąd w dalszą podróż wyrusza dopiero po krótkiej pauzie: - Według planu Marka będziemy wstawać codziennie, niezależnie od pogody o 3 rano, potem pierwszy posiłek i wyjazd o 4 nad ranem. Trasa podzielona jest na 16 odcinków, w pierwszych sześciu dniach będziemy pokonywać ponad 300 km, potem gdy wjedziemy w góry ten dystans skróci się gdzieś do 200. Naszą codzienną podróż będziemy kończyć ok. godziny 16. Mamy już zarezerwowane hotele - o spaniu w namiotach nie ma mowy, nie dalibyśmy rady jechać. Tam też mamy zamówioną pralnię, gdzie wypiorą nasze rzeczy. Plan każdego dnia wygląda następująco: już w hotelu, gdy przebierzemy się w nasze codzienne rzeczy i zjemy krótki posiłek, będziemy analizować przebieg trasy, omawiać ewentualne błędy i ustalać plan na dzień następny. O godz. 18 będziemy już w łóżkach - dodaje Roman Węglarski.
Telefon: - Jedziesz?
Jak już wspomnieliśmy, Marek Zadworny jest pomysłodawcą bicia rekordu w przejeździe na rowerze dookoła Polski, każdego roku ustalany jest coraz krótszy czas, przy czym dodaje się dodatkowe kilometry. Ubiegłoroczny wynik wyniósł 3773 km w 17 dni, teraz w przeciągu 16 dni trzeba będzie pojechać 4 tys. km.
Kolarze znają dobrze swoje możliwości, bowiem często widują się podczas ogólnopolskich maratonów dla amatorów kolarstwa, w których biorą udział. Na końcowy wynik pucharu Polski składają się punkty zdobyte w startach w 13 maratonach. W zeszłym roku Roman Węglarski zakończył sezon na 7. miejscu. : - Pewnego dnia zadzwonił do mnie Marek i zapytał czy chcę razem z nim jechać w ten maraton dookoła kraju. W pierwszej chwili byłem zaskoczony, że wybrał mnie z pewnej grupy rowerzystów. Po kilku dniach i rozmowach z żoną zdecydowałem, że podejmę to wyzwanie! Do tego wyjazdu trzeba nastawić się optymistycznie, a nie ambicjonalnie. Również ważna, jak sama technika jazdy, jest także psychika. Będziemy poruszać się w ruchu otwartym, trzeba cały czas być skupionym na drodze i uważać, żeby nie doszło do upadku, podczas którego można nabawić się kontuzji, która może nawet wykluczyć z dalszej jazdy. Dobrze, że jedziemy we trójkę, bo w momentach kryzysowych będziemy się wzajemnie wspierać. Jedziemy także w różnych układach; co jakiś czas jeden z nas - prowadzący, będzie "ciągnął" do przodu pozostałych.
Chociaż podczas tej 16- dniowej wyprawy będą mijać piękne miejsca i krajobrazy, nie ma mowy o tym, żeby na chwile zatrzymać się i poobserwować mijane okolice. Jak twierdzi Roman Węglarski, nie widzi się nic kątem oka; rowerzysta skupiony jest na trasie, którą ma do pokonania. Trzebnicki kolarz z opowiadań Marka Zadwornego wie, że już po kilku dniach jazdy organizm się "buntuje" i przychodzi poważny kryzys: czasem nie chce się nic rano zjeść i wówczas posiłki trzeba przyjmować na siłę. Ponadto w ubiegłym roku, gdy pomysłodawca maratonu był w trasie już przynajmniej 6 dni, opowiedział zabawną anegdotę: był zmęczony i nie miał siły wstawać o tak wczesnej porze, dlatego znalazł sposób na to, jak szybko wstawać z łóżka - po prostu wyrzucał prawą nogę. Już w tym krytycznym dniu nie mógł tego zrobić. W podświadomości zablokował sobie prawą nogę, lewą.
W trakcie pokonywania codziennych wyznaczonych tras, kolarze będą stale uzupełniać niedobory minerałów w organizmie, pijąc specjalne napoje lub jedząc batoniki. Takie rzeczy robią automatycznie podczas każdorazowych startów w maratonie. Pan Roman opowiada, że przed każdym startem obowiązkowo musi wypić jakiś izotonik, potem zwykle co 15 minut bierze łyk napoju: - Kiedy w trakcie jazdy kolarzowi zachce się pić, to już dobrze wie, że przegrał wyścig. Opadnie z sił i nie będzie mógł jechać dalej, zostanie w tyle za peletonem, którego już nie dogoni - mówi Roman Weglarski.
Rower był od zawsze
- Dlaczego wybrałem rower? Bo jest zawsze dostępny, moją pasje dziele wspólnie z żoną, z którą razem jeździmy na maratonach. Pięć lat temu zapisaliśmy się do Szerszeni Trzebnica. W ubiegłym tygodniu byliśmy na maratonie w Łasku, wcześniej w Świnoujściu, gdzie zająłem pierwsze miejsce, jeszcze wcześniej odwiedziliśmy Gryfice i Radków, w sumie to już byliśmy na 6 imprezach - dodaje pan Roman.
Do trzebnickiego stowarzyszenia skupiającego pasjonatów amatorskiego kolarstwa zapisał się, gdy sam objeździł na rowerze dawne województwo wrocławskie i poznańskie. Jak twierdzi szukał dalszych tras, ciągnęła go ta rywalizacja i udział w zawodach. Przygotowania do każdego roku w siodełku zaczynają się już 1 stycznia i trwają do końca marca: w tym czasie obowiązkowe jest codzienny bieg na 10 km, i kilka razy w tygodniu siłownia z basenem. Potem otwarcie sezonu w Żądle Szerszenia i dalej udział w ogólnopolskich zawodach: - Zrezygnowaliśmy z wszelkich wczasów, bo praktycznie co tydzień na weekend gdzieś wyjeżdżamy. W danym mieście spędzamy po 2-3 dni i zawsze znajdujemy czas na zwiedzanie. Gdyby nie rower, to z pewnością nie poznalibyśmy tylu zakątków Polski. Sam wielokrotnie zwiedziłem dawne województwo dolnośląskie, na pamięć znam wszystkie wioski wokół Trzebnicy, Milicza czy Poznania - wylicza Roman Węglarski.
W tym czasie, gdy wyruszy w rowerowy maraton, jego żona także na rowerze uda się na pielgrzymkę do Częstochowy. W tym wyjeździe towarzyszyć jej będzie 10 kolarzy z trzebnickich Szerszeni. Jeszcze zanim 5 lipca Roman Węglarski wyruszy w maraton, wcześniej pojedzie na zawody do Gorzowa, natomiast już po powrocie planuje udział w kolejnej imprezie kolarskiej. Jak sam przyznaje ze śmiechem, bardziej niż o samochód, martwi się o ...rower: - Nieraz, gdy przyjadę w nowe miejsce zapominam zamknąć auto, ale o rowerze myślę cały czas!
Za naszym pośrednictwem Roman Węglarski chciałby podziękować sponsorom, bez pomocy których wyjazd byłby niemożliwy: - Serdecznie dziękuje burmistrzowi gminy Trzebnica za wsparcie, Henrykowi Haruckiemu z firmy Harfa Harryson, firmie Penco i Anotis z Trzebnicy. Dużą pomoc psychiczną daje mi moja żona, której również składam podziękowania oraz oczywiście dziękuje Szerszeniom za doping.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Tak trzymaj Romek. Kibicujemy :)