Uwaga! Kolejna próba oszustwa na ZGK

623

Już wcześniej zdarzało się tak, że ktoś do nas dzwonił. Raz przedstawiał się jako syn, raz jako córka. Wiedzieliśmy, że może chodzić o oszustów.

– W czwartek 14 marca, do naszych drzwi zastukało dwóch panów. Przedstawili się jako pracownicy wodociągów z Obornik Śląskich. Ubrani byli w żółte kamizelki, takie jakie mają pracownicy wielu firm. Mówili, że musimy spuścić wodę w kranach. Tłumaczyli, że coś robią, że jest jakaś awaria. Normalnie wpuściłam ich do mieszkania. Chodzili po domu, cały czas kręcili się w tą i z powrotem z kuchni do pokoju. W końcu mój mąż się zdenerwował i powiedział, że nie wie o co chodzi. Zaczął krzyczeć, że zadzwoni do burmistrza i zapyta, co to ma być. Mąż bardzo głośno zaczął krzyczeć. Wtedy jeden z mężczyzn poprosił, żebym rozmieniła mu 200 zł. Od razu mu powiedziałam, że nie mam w domu 200 zł, ale po chwili dodałam, że mogę mu rozmienić po 100 zł. Kiedy dałam mu dwa banknoty po 100 zł powiedział, żebym rozmieniła mu kolejne 200 zł, a wtedy powiedziałam, że aż tylu pieniędzy nie mam – mówi oborniczanka. Kiedy zorientowała się, że coś tu nie gra, zapytała mężczyzn, czy byli u sąsiadów u góry. Oni odpowiedzieli, że tak, że już u nich byli. – Kiedy mi to powiedzieli, poszłam do łazienki zakręcić wodę i zadzwoniłam do sąsiadów z góry. Ci powiedzieli mi, że nikogo z ZGK u nich nie było. Kiedy wyszłam z łazienki, okazało się, że mężczyzn już nie było, nie było także ich samochodu, który zaparkowali u nas pod domem – opowiada kobieta i przypomina sobie, że jeden z mężczyzn miał ciemną karnację.

– Nie wiem, co mogłoby się stać, gdyby mój mąż nie wrócił wcześniej od lekarza i nie narobił hałasu, że dzwoni do burmistrza. Nie wiem dlaczego im zaufałam i wpuściłam ich do mieszkania. Przecież gdybym była sama w domu, mogliby mi psiknąć gazem, ogłuszyć mnie i splądrować całe mieszkanie – mówi starsza kobieta. Jak dodaje, dopiero po całym zajściu zdała sobie sprawę z tego, że wpuszczając obcych mogła nawet stracić życie. – Uratowało nas to, że mąż tak bardzo zaczął krzyczeć, że ich przepłoszył. Zaraz po ich wyjściu zadzwoniłam do obornickiej komunalki, ale tam powiedziano mi, że nic nie wiedzą o tym, aby pracownicy chodzili po domach i kazali spuszczać wodę. O całym zdarzeniu poinformowałam także policję. Przyjęto ode mnie zgłoszenie, powiedziano, że policja wyśle patrole, ale nawet nie zapytano, jak wyglądali. Pewnie nie tylko do nas przyszli tego dnia. Warto byłoby ostrzec, zwłaszcza starszych ludzi, żeby nie dali się nabrać, tak jak mnie zaskoczyli ci oszuści. Ludzie wiedzą, że mogą zostać oszukani „na wnuczka” i pilnują się, ale o takiej metodzie, „na pracownika komunalki” chyba jeszcze nie słyszeli – mówi oborniczanka.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here