Odejście naszego Doktora

1067

W dniu 9 października zmarł Jerzy Bogdan Kos, lekarz, pisarz, działacz społeczny, współzałożyciel i długoletni prezes Towarzystwa Miłośników Ziemi Trzebnickiej

Urodził się w Myszkowie (Zagłębie), studiował we Wrocławiu, ale większą część swego bogatego życia spędził w Trzebnicy. Należał, obok ks. Wawrzyńca Bochenka i ks. Antoniego Kiełbasy, do najbardziej znaczących postaci trzebnickiego grodu w okresie po II wojnie światowej.

Zanim osobiście poznałem Doktora, już jako kilkunastoletni chłopiec miałem okazję poznać jego działania. Stało się tak za przyczyną wydanej w 1963 niewielkiej książeczki o tytule „Ziemia Trzebnicka”, która do dziś stoi na honorowym miejscu w mojej biblioteczce. Jej redaktorem był Jerzy B. Kos, który trzy lata wcześniej, założył wraz z grupą przyjaciół Towarzystwo Miłośników Ziemi Trzebnickiej. W tym samym roku TMZT zorganizowało po raz pierwszy Trzebnickie Święto Sadów. Najbardziej „sensacyjnym” punktem jego programu była prezentowana przez jeden dzień w ratuszu wystawa szkiców Jana Matejki „Poczet królów Polski”, którą oglądała „cała Trzebnica” (i okolice).

Wiele lat później, tak gdzieś w początkach lat 70. zostałem zaproszony na posiedzenie TMZT, które odbywało się w Bibliotece Miejsko – Gminnej (dzisiaj ten budynek zajmuje trzebnicki Sąd Rejonowy). Trwały właśnie przygotowania do kolejnego Święta Sadów.

Od pierwszego spotkania zrozumiałem, że prezes Towarzystwa jest entuzjastą wspólnych działań, służących integracji trzebnickiej społeczności, a równocześnie ich bardzo sprawnym organizatorem. Był otwarty na nowe propozycje, a równocześnie konsekwentnie realizował (oraz egzekwował) podjęte ustalenia. To było w czasach, kiedy nie używano pojęcia „społeczeństwo obywatelskie”. Często wręcz przeszkadzano w podejmowaniu działań (słynne np. było pytanie: dlaczego organizujemy koncert organowy w trzebnickiej bazylice?).

Od tej pory miałem przyjemność przez wiele lat współpracować z naszym Doktorem, bo tak zwaliśmy Go w gronie przyjaciół. Jurek Kos stworzył z TMZT grupę osób, zarażonych entuzjazmem prezesa, podejmujących wspólnie bardzo wszechstronne działania dla ukazania mieszkańcom miasta i „całemu światu” szczególnej roli historycznej, ale także walorów turystycznych i krajobrazowych naszego regionu.

Niezwykle istotną sprawą było zachowanie pamięci o latach pionierskich, kiedy po ustaleniach kończących II wojnę, Ziemia Trzebnicka stała się, po wiekach, ponownie częścią Polski. Doktor Kos zabiegał o gromadzenie pamiętników i dokumentów z tamtych lat, zrealizował zamiar powołania Izby Pamięci Narodowej, później przekształconej w Muzeum Regionalne.

Bardzo ważnym kierunkiem działania Towarzystwa była edukacja historyczna, adresowana w dużej mierze do uczniów – coroczne sesje popularno – naukowe i konkursy wiedzy o Trzebnicy, których prezes TMZT był stałym gościem honorowym i jurorem.

Inicjatywą J.B. Kosa było także wydawanie rocznika regionalnego. Jego nazwa „Brzask” nawiązywała wprost do tytułu czasopisma, którego kilka numerów ukazało się w Trzebnicy w 1945 roku. Prezes Towarzystwa zaprojektował i zrealizował także inną niezwykłą sprawę – wydanie monografii miasta. W 1995, po żmudnych przygotowaniach ukazała się w serii Monografie Regionalne Dolnego Śląska książka „Trzebnica. Zarys rozwoju miasta„, której redaktorem był prof. Leszek Wiatrowski. Autorami, poszczególnych rozdziałów, oprócz naukowców Uniwersytetu Wrocławskiego, byli mieszkańcy Trzebnicy, a wśród nich ks. Antoni Kiełbasa i Jerzy B. Kos.

Nasz Prezes (podobnie jak ks. A. Kiełbasa) dużą rolę przywiązywał do utrwalania na piśmie swej działalności. Dla powojennych dziejów regionu trzebnickiego szczególne znaczenie, oprócz wielu artykułów w „Brzasku” mają zbiory szkiców J.B. Kosa: „Ślady na ziemi” oraz „Czas nadziei„; opracował także niezwykle cenną książeczkę „Trzebnica w pierwszych latach powojennych„. Spod pióra dr Kosa wyszły także książki o tematyce medycznej, m.in „Zapaść” (opowiadania szpitalne), „Epitafium dla ospy„, „Pogranicza. Medycyna, historia, literatura„. Pisał także piękne wiersze, świadczące o Jego wielkiej wrażliwości i pochwale życia – ukazały się zbiory: „Na karuzeli sekundnika„, „Zbliżenia„, „Pergamin piasku” oraz „Znaki. Przypowieść o narodzinach miasta” (Trzebnicy).

Poza prezesowaniem w TMZT (1960 – 2006, później prezes honorowy), kierował także Stowarzyszeniem Lekarzy Dolnośląskich i Wychowanków Medycyny oraz wrocławskim oddziałem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. W schyłkowym okresie życia opracowywał biogramy wrocławskich lekarzy – pisarzy.

Był wspaniałym lekarzem

Był wreszcie wspaniałym lekarzem, takim z powołania, zawsze szczerze oddanym tym, którym mógł służyć pomocą. Przez wiele lat pracował w szpitalu zakaźnym w Będkowie, kierował walką przeciw epidemii ospy w 1963 roku.

Nasz Doktor był tytanem pracy; nie znajdował czasu na wytchnienie, wciąż zajęty był inicjatywami, działaniami, realizowaniem pomysłów i idei. Miał na nas wielki, pozytywny wpływ – uświadamiał nam potrzebę i konieczność wspólnych działań dla promowania Ziemi Trzebnickiej. Wiarą w ich sens i życiowym optymizmem przełamywał nasze obawy i zwątpienia. Poza zebraniami w siedzibie Towarzystwa, gdy zaszła potrzeba spotykaliśmy się w jego domu na Krakowskiej, w Szpitalu w Będkowie, czy na Plebanii u ks. prof. Kiełbasy. Nasze kontakty z upływem lat stawały się coraz bardziej przyjacielskie. Miał u nas niekwestionowany autorytet i poważanie, ale były to relacje sympatyczne i (nomen omen) towarzyskie (choćby wspólne obchodzenie imienin).

TAK Trzebnickie Aktualności Kulturalne

Warto jeszcze wspomnieć o jeszcze jednej realizowanej przez wiele lat inicjatywie Doktora. Dostrzegł wcześnie rolę i znaczenie prasy lokalnej w tworzeniu lokalnej społeczności i zaproponował, wraz z ks. Antonim Kiełbasą, współpracę TMZT z NOWą gazetą trzebnicką. Towarzystwo otrzymało do swej dyspozycji stronę nazwaną TAK (Trzebnickie Aktualności Kulturalne), na której mogliśmy, bez żadnych ograniczeń, krzewić naszą działalność.

Ostatnie lata swego życia spędził Doktor we Wrocławiu. Mimo słabnącego zdrowia nadal był czynny i aktywny. I choć nasze kontakty stawały się rzadsze, a w ostatnim czasie ograniczały się do rozmów telefonicznych, to nadal był naszym Mistrzem i Przyjacielem, pełnym serdecznej wiary i radości życia. Chociaż to podobno naturalne, że jedni się rodzą, a inni umierają, to Jego odejście budzi smutek i żal. Bo jednak zdarzają się Ludzie Niezastąpieni…

Wojtek Kowalski

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here