Dzieciom wolno się brudzić! List od Czytelnika

461
Pani Magda proponuje, aby rodzice kupowali ubrania swoim dzieciom w lumpeksach albo ubierali je... w folę bezbelkową. Wtedy na pewno nie będzie szkoda drogich ubrań

Tydzień temu przedstawiliśmy sytuację, która miała miejsce w obornickim przedszkolu. Mama jednego z dzieci zwracała uwagę, że jej dziecko wraca z placówki brudne. O zdanie na ten temat pytaliśmy także innych rodziców i zachęcaliśmy do dyskusji. Dziś głos zabrała pani Magda, której list publikujemy.

Tytuł artykułu „Czy dzieciom wolno się brudzić” przyjęłam z ciekawością i nadzieją. Z ciekawością – dlaczego w gazecie o brudzeniu naszych dzieci piszą? Z nadzieją – może jest coś, dzięki czemu wszyscy będą mieć jasność w temacie. Z dużym zdumieniem, przeczytawszy do końca, przyjęłam do wiadomości, że sprawa nie jest jednoznaczna. Problem brudnych części odzieży i wychodzenia na dwór dzieci z przedszkola znam. No cóż, czuję się wywołana: moje dzieci też wracają brudne z przedszkola.

Mam ich dwoje. Trzylatka i pięciolatek są przedszkolakami z Kasztanowej w Obornikach Śl. Czuję złość na to, co mówią rodzice z artykułu o braku bezpieczeństwa w przedszkolu. Jest to sformułowanie tak niefortunne, co nieprawdziwe.

Tak – dzieci się brudzą.

Tak – plac zabaw jest zbudowany na terenie niesprzyjającym zachowaniu czystości.

Tak – mam w związku z tym więcej roboty.

Nie rozumiem jaki ma to wpływ na bezpieczeństwo dzieci znajdujących się pod opieką przedszkola? Mam w domu bieżącą wodę podłączoną do pralki jakimś wężem, mam kapsułki i ich używam według instrukcji na opakowaniu (brudne – 1 kapsułka, bardzo brudne – 2 kapsułki) mam pralkę, do której wrzucam 2 kapsułki, mam prąd i wreszcie mam moc, bo jestem mamą. Mam dwoje dzieci, które się brudzą niezależnie od tego, czy są w przedszkolu, czy nie. Ich brudzenie się nie jest wymierzone we mnie. To, że się brudzą w zabawie jest tak naturalne jak to, że rano wschodzi słońce, a potem zachodzi.

Chciałabym wiedzieć, mam w tym obszarze dziką ciekawość, w jaki sposób uczę dzieci braku szacunku do mnie i do mojej pracy pozwalając im się brudzić? I jakie są metody kontrolowanego brudzenia?

„(…) niekontrolowane brudzenie się uczy dzieci braku szacunku dla rodziców i ich pracy”.

Mój synek, gdy kolejny raz wraca z przedszkola z podartymi spodniami, widząc jak zaczynam je łatać, mówi: „Przepraszam mamuś, że podarłem spodnie”. „Nie szkodzi, synku, naszyję łatkę i jeszcze w nich pośmigasz”. I razem siedzimy przy stole: ja szyję, a on się przygląda grzebiąc w koszu z przyborami do szycia.

„(…) powierzone dziecko powinnam odebrać w takim stanie, w jakim do przedszkola odprowadziłam”. Czytam to zdanie kolejny raz i kolejny i kolejny. Sprawdzam, czy czegoś nie przeoczyłam. Nie. Mama mówi o dziecku. Zaczynam czuć oburzenie. Mój mąż odprowadza auto do serwisu i chce je odebrać w takim stanie, w jakim powierzył je serwisowi. Auto – swoją własność, przedmiot, swój dobytek. Czuję niepokój, bo wracam do artykułu i dociera do mnie, że piszą o dziecku – brudnym, ale prawdopodobnie między innymi właśnie dlatego szczęśliwym. To jest o dziecku, nie o lalce, aucie, kufrze, pamiątce po babci, czy zabytkowym garnku. Ogarnia mnie smutek.

Może dla niektórych dzieci jest to jedno z niewielu miejsc, gdzie naprawdę do szpiku kości mogą być po prostu sobą. Może to być jedno z niewielu miejsc, gdzie mogą być naprawdę tylko i aż dziećmi.

Ja czuję autentyczną wdzięczność, prawdziwą, jak moje dzieci wracają umorusane z przedszkola, bo wiem, że dobrze się bawiły na dworze. Ubłocone buty świadczą o tym, że były na świeżym powietrzu (hura, dziś ja nie muszę zmęczona po pracy zasuwać na Grzybka i szukać błota, bo on wcisnął sobie do głowy, że jego rowerek to motocykl crossowy, który jeździ tylko w błocie, inaczej nie), a z ich bluzeczek mogę odczytać przedszkolny jadłospis: „O, dziś była pomidorowa, a potem jadłaś buraki”.

Wiem, mam pewność, że nikt ich nie stresuje, żeby stały na dworze jak słupy zamiast się bawić i żeby trzymały głowę z nosem w talerzu, bo burak spadnie i będzie się trzeba przed matką tłumaczyć.

Konia z rzędem temu, kto miło wspomina jak mu zabraniano zabawy na dworze z kolegami. Może rodzice, którym nie podoba się sposób sprawowania opieki w placówce, zazdroszczą dzieciom takiej swobodnej zabawy? Nie żartuję i nie drwię – sama czasami chciałabym wskoczyć do błota razem z moim synem i taplać się w kałużach. Sama zazdroszczę im tego, że chodzą do przedszkola, w którym tak bardzo ktoś się nimi przejmuje, komu tak bardzo zależy na beztroskiej i swobodnej zabawie.

Ja protestuję przeciwko temu, żeby ze strachu przed rodzicami szturmującymi urzędy w sprawie brudnej kurtki i zniszczonych spodni, przedszkolni nauczyciele i opiekunowie musieli ograniczać zabawy na świeżym powietrzu, wyjścia do biblioteki i inne aktywności związane z przebywaniem na dworze.

PS. Całkiem poważnie proponuję rodzicom zakupy w sklepach z odzieżą z drugiej ręki potocznie zwanych lumpkami. Do głowy nikomu nie przyjdzie – kupując dresik chłopięcy za 5 zł – zrobić dziecku drakę o niszczenie odzieży zarzucając mu brak szacunku do rodzicielskiej troski i pracy, a co gorsza stawiać świat na głowie z powodu brudnej od błota kurtki. No chyba że chodzi o coś zgoła innego.

Czytelniczka

Czy zgadzacie się z opinią
pani Magdy?

 

5 KOMENTARZY

  1. W 100 % zgadzam się z opinią Pani Magdy. Z niedowierzaniem czytałam poprzedni artykuł. Moja córka też chodzi do tego przedszkola i nie mogę powiedzieć złego słowa. Opieka i podejście do dzieci na 6+.

  2. Popieram z całej mocy! Jak ktoś chce mieć czyste dziecko, to niech lepiej kupi sobie lalkę i zamknie ja w szafie za szybą, a nie stresuje dziecko.

  3. Dziecko może się stresuje, ale jak
    musza się stresować nauczycielki przy takim dziecku? Strach pozwolić na cokolwiek, a jak na nic się nie pozwoli to się poskarży, ze inne dzieci mogły, a on/ona nie. To dopiero trzeba mieć stalowe nerwy przy rodzicach z poprzedniego artykułu. A dla
    Pani Magdy medal za normalne podejście do sprawy

Odpowiedz na „Zdrowy rozsadekAnuluj

Please enter your comment!
Please enter your name here