Powiat zastawia Dom Pomocy Społecznej

414

Sytuacja finansowa Szpitala im. św. Jadwigi Śl. jest bardzo trudna. Dyrektor walczy, żeby utrzymać płynność finansową, a dług szpitala, który sięga 30 mln zł, jest równoważny z rocznymi przychodami placówki.

W tej sytuacji szpital musiał zaciągnąć kolejny kredyt, aby mógł funkcjonować. Pod zastaw kredytu, Powiat Trzebnicki dał działający Dom Pomocy Społecznej w Rościsławicach. Jakie to może mieć konsekwencje?

Szpital Powiatowy ma ogromne problemy finansowe. Jak mówi dyrektor Mariusz Misiuna, wprowadzono już wszystkie możliwe cięcia i oszczędności. Teraz już nie ma na czym oszczędzić. Pacjenci zwracają uwagę, że w nocy nawet nie wszystkie światła na korytarzach są zaświecone.

Pomysłów na ratowanie szpitala było wiele. Jeszcze poprzedni starosta, Robert Adach, chciał połączenia placówki z wrocławskim szpitalem przy ul. Kamieńskiego, później próbowano połączyć go z Uniwersyteckim Szpitalem Klinicznym z ul. Borowskiej. Szpital powiatowy chciał też przejąć burmistrz Trzebnicy, Marek Długozima. Finalnie żadnej z tych koncepcji nie wprowadzono w życie, a kondycja placówki cały czas jest fatalna.

Na poniedziałek zwołano nadzwyczajną sesję Rady Powiatu. Głównym powodem miała być uchwała, dzięki której zapewniono by płynność finansową szpitala. Zapisano w niej, że „wyraża się zgodę na ustanowienie na nieruchomości będącej własnością Powiatu Trzebnickiego, stanowiąca działkę nr (…) ograniczonego prawa rzeczowego w postaci hipoteki do sumy hipotecznej wynoszącej 2 mln zł dla zabezpieczenia kredytu zaciągniętego przez Szpital im. św. Jadwigi Śląskiej w Trzebnicy”. Jak podkreślał dyrektor, kredy zostanie przeznaczony na działalność bieżącą, a w części na wkład własny w projekty unijne.

O którą nieruchomość chodzi?

Już na samym początku dyskusji uchwala wzbudziła kontrowersje, bo nie wiadomo było o którą działkę chodzi. Radni dopytywali, a starosta… milczał. W ruch poszły telefony komórkowe i tablety. Radni zaczęli sprawdzać, po numerze księgi wieczystej, co powiat chce zastawić.

– Chodzi o Rościsławice, tak? – upewniali się radni i dopytywali czy chodzi o działkę, którą powiat od dłuższego czasu chce sprzedać, jednak nie ma na nią chętnych. Powierzchnia jest duża, na gruncie jest zabytkowy pałacyk, a w dodatku pieczę nad wszystkim ma konserwator zabytków. Po kolejnych pytaniach Waldemar Wysocki powiedział, że nie chodzi o tę działkę, tylko o inną nieruchomość. Po kilku minutach Jerzy Trela zdradził, że chodzi o nieruchomość, na której znajduje się Dom Pomocy Społecznej w Rościsławicach. Wreszcie odpowiedzi udzielił kierownik wydziału nieruchomości Maciej Zaleski. – Zastawiamy działkę z DPS-em, która ma 3 hektary, a ta którą chcemy sprzedać ma 30 hektarów. Ponownie wystawimy ją na sprzedaż we wrześniu – mówił kierownik. Zastanawiające jest to, dlaczego starosta nie chciał wprost powiedzieć radnym, o którą działkę chodzi?

Hipoteka na szkole czy Domu Pomocy…

Jak wyjaśniał kierownik powiatowych nieruchomości, bank, w którym ma być zaciągnięty kredyt, sam określił, jakie nieruchomości go interesują. – Po rozmowie z dyrektorem banku było kilka nieruchomości, które wytypowaliśmy. Ta działka warta jest 7,8 mln zł. Mogliśmy jeszcze zastawić nieruchomości gruntowe szkoły, ale bank się nie zgodził – mówił Maciej Zaleski. Na pytanie radnych, o jaki bank chodzi, starosta wypalił, że o Amber Gold.

Dyrektor szpitala odpowiedział rzeczowo, że to Bank Gospodarstwa Krajowego, a także że chodzi o kredyt zaciągnięty już w czerwcu. Na część nie było zabezpieczenia i teraz bank wystąpił o zabezpieczenie. –Nieruchomość warta jest 7 mln zł, a kredyt na 2 mln zł. Jeśli jeszcze kiedyś będzie taka potrzeba, a bank zdecyduje się na udzielenie większego kredytu, będzie można go zabezpieczyć tą samą nieruchomością – wyjaśnił dyrektor szpitala.

Łukasz Budas chyba nie mógł uwierzyć, w to co usłyszał, bo kilka razy dopytywał czy chodzi o TEN DPS, w którym aktualnie prowadzona jest działalność gospodarcza, w którym są pensjonariusze i pracownicy. – Tak, to działający, nowoczesny dom pomocy wraz z przyległościami – uściślił kierownik Zaleski.

Zastawić „złotą kurę”

Łukasz Budas dopytywał dlaczego starostwo nie chce zastawić działki, której od długiego czasu nie może sprzedać, a jej wartość jest porównywalna, bo wynosi 7 mln zł. Maciej Zaleski odparł, że z taką hipoteką nikt by jej nie kupił. – Ale DPS jest jedyną „złotą kurą”, która się bilansuje finansowo! Moim zdaniem lepiej zastawić coś, co się nie sprzeda, niż DPS – mówił Łukasz Budas. Można się domyślać, że radny obawiał się, że jeśli będzie problem ze spłatą kredytu, bank wejdzie do DPS-u i zajmie jego majątek, czyli zagrożeni będą pensjonariusze i pracownicy.

Po długiej wielu pytaniach i wątpliwościach, radni zgodzili się na ustanowienie zabezpieczenia na DPS-ie. Pozostaje jednak pytanie, co będzie, jeśli szpital nie spłaci kredytu? Czy do DPS-u wejdzie komornik?

Sytuacja jest bardzo trudna

Mariusz Misiuna przyznał, że nie ma żadnych pieniędzy na inwestycje. – Sprzęt w szpitalu jest zdezelowany. Niektóre elementy mają 20 lat. Jestem zrozpaczony, kiedy dostaję z działu technicznego informację, co trzeba kupić. Teraz musimy kupić baterie do zabezpieczenia za 200 tys. zł. Musimy kupić autoklaw również za 200 tys. zł. To podstawowe rzeczy, które są długo użytkowane. Są w takim stanie, że w każdej chwili mogą odmówić posłuszeństwa, a muszę je kupić, bo nie będziemy mogli przyjmować pacjentów – wyjaśniał dyrektor.

Kiedy radni dopytywali o transport chorych, dyrektor przyznał, że nawet nie myśli o zakupie własnego auta, bo nie ma na to pieniędzy. – To trzeba zwrócić się z wnioskiem do radnych i znajdziemy pieniądze – poradził Jan Hurkot.

– To my kupujemy w 10 minut koparkę (dla Zarządu Dróg Powiatowych – przyp. red.) za 900 tys. zł, a pan nie ma pieniędzy na sprzęt ratujący życie? – pytał Damian Sułkowski.

– Zobaczcie, jaki komfort pracy ma dyrektor z tymi problemami, a ilu kierowników robi szkolenia po 100 tys. zł i kasa idzie na przeżarcie i przepicie – denerwował się Jan Hurkot.

– Szpital dostaje od powiatu środki na pokrycie straty i osobiście uważam, że to już i tak duży ukłon w stronę szpitala, zwłaszcza w ostatnich latach – odpowiedział dyrektor.

Podnajmą pomieszczenia hospicjum

– Szpital może wydzierżawić część swoich pomieszczeń, których w pełni nie wykorzystuje, innemu podmiotowi, który też świadczy usługi medyczne w ramach kontraktu z NFZ. Przysporzy to dochodów szpitalowi, około 10 tys. zł miesięcznie brutto – mówił Mariusz Misiuna. Na pytania radnej Alicji Żywiec odpowiedział, że to wynajmujący będzie dbał o czystość po zabiegach, będzie korzystał z własnych środków jednorazowych.

Wynajem ma być na 3 lata, ale umowę będzie można wypowiedzieć z 3-miesięcznym okresem.

Radny Łukasz Budas dopytywał, jaka jest wartość wypożyczanego majątku? – Czy to tylko łóżka, czy specjalistyczny sprzęt, bo może się okazać, że zarobimy 360 tys. zł, a sprzęt zostanie zniszczony. Czy będą zapisy w umowie – dopytywał Budas.

W pewnym momencie dyrektor szpitala zirytował się pytaniami radnych: – Widzę, że na tej sali jest więcej dyrektorów niż jeden. Bo to, że podjąłem decyzję, że chciałbym to wydzierżawić, to znaczy, że to przemyślałem. Jeżeli państwo uważacie, że jestem niekompetentny, to proszę zwrócić się o dane do szpitala i wszystko sobie wyliczyć. Sala i sprzęt będzie wykorzystywana okresowo. Proszę mi wierzyć, że w szpitalu nie ma innej działki, gdzie można tyle zarobić – mówił dyrektor.

– Tylko, że to my podejmujemy decyzje i finansujemy szpital, który tonie w długach. To, że jest pan dyrektorem, to chwała panu za to, że robi pan taki wynik, ale nie może się pan do nas tak odzywać – obruszył się Budas. Po następnych pytaniach radnych dyrektor wyjaśnił, że wydzierżawiona będzie sala operacyjna, z lampą, stołem, monitorem do znieczuleń, endoskopem, respiratorem, łóżkami i szafkami. Alicja Żywiec dopytywała, czy zatrudniani przez podmiot zewnętrzny będą mogli być pracownicy szpitala, tak aby mogli sobie dorobić. Dyrektor potwierdził, że tak będzie. Robert Adach dopytywał też, czy hospicjum będzie wykonywało tylko zabiegi w ramach kontaktu, bo jeśli tak, to będzie to z korzyścią dla mieszkańców. Mariusz Misiuna odpowiedział, że takich zapisów w umowie dzierżawy nie chce zawierać, ale zabiegi komercyjne raczej nie będą przeprowadzane. Dyrektor przyznał, że nie ma więcej chętnych do wydzierżawienia pomieszczeń, tym bardziej, że każdy taki krok, może zaburzyć kontrakt z NFZ.

Zrezygnował dyrektor żmigrodzkiego szpitala

W czasie dyskusji radnych ze starostą okazało się, że od 1 lipca dyrektora nie ma Szpital Rehabilitacyjny i Opieki Długoterminowej w Żmigrodzie. Jak mówił Waldemar Wysocki, Dominik Budziak złożył rezygnację. Pełniącą obowiązki dyrektora została główna księgowa, która będzie przygotowywała dokumentację potrzebną do uzyskania kontraktu z NFZ. Radni pytali także czy można połączyć żmigrodzki szpital z trzebnickim, ale Mariusz Misiuna odpowiedział, że jest to niemożliwe, ponieważ trzebnicka placówka jest w tak zwanej „sieci szpitali”, a żmigrodzka nie.

 

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here