My i pionierskie lata

70

Tym razem rozmawiamy ze Stefanem Czyżyńskim, pionierem Ziemi Trzebnickiej, sekretarzem Związku Sybiraków, mieszkańcem Cerekwicy.

NOWa: Jesteś synem osadnika i sam byłeś już prawie dorosłym młodzieńcem. Jak znaleźliście się w powiecie trzebnickim?

Stefan Czyżyński: – Do Polski przyjechaliśmy z Kazachstanu. Nasza droga do Trzebnicy była długa. Po zakończeniu wojny otrzymaliśmy wiadomość, że możemy wyjechać do Polski. Ojciec poczynił starania na ten wyjazd. Ale, aby załapać się na transport musieliśmy czekać prawie rok. W Polsce wysadzono nas na Pomorzu. Długo tam nie byliśmy, bo ojciec uznał, że piachów nie będzie uprawiał i wyjechał w poszukiwaniu miejsca do życia. Mieliśmy darmowy bilet na koleje. Tak znalazł się na Dolnym Śląsku. Był tu i tam, aż znalazł się w Trzebnicy. W Cerekwicy było zaniedbane gospodarstwo. Objął je i tak znaleźliśmy się tu, gdzie mieszkam do dzisiaj.

NOWa: Byłeś chłopcem w wieku, w którym dociekliwość jest wielka. Jak zapamiętałeś wywózkę na Sybir.

S.Cz.: – Ruscy wywieźli nas w 1941 na daleką północ pod Archangielsk. W sumie zgromadzili tam około 3000 Polaków. Pamiętam, że z miejsca, zaraz po osadzeniu nas w barakach, wszystkich skierowano do pracy w lesie. Gdy zbliżał się front ku północy wywieźli nas do Kazachstanu. Z 3000 osób zostało nas 1500. Tylko zdrowi wytrzymali zimno i niedostatek północy.

NOWa: Co pamiętasz z czasów pobytu w Kazachstanie?

S.Cz.: – Przywieźli nas po wielu dniach podróży i skierowali do kołchozu. Przewodniczący kołchozu przydzielił nam zaniedbany budynek na mieszkanie. I skierował do pracy w kołchozie. W tym miejscu trzeba dodać, że tamtejsza ludność mieszkała w budynkach, w których nie było pieców i kuchni. Można by powiedzieć, że były to tzw. kurne chaty, z paleniskiem na środku i wylotem dymu w dachu. Ojciec wybudował palenisko w kuchni i odprowadzenie dymu. I tak zaczęliśmy mieszkać w lepszych warunkach. Ten fakt sprawił, że ojciec przestał pracować w kołchozie, a zajął się budową pieców. Staliśmy się uznana rodziną i dlatego mieliśmy duże stado kóz, czego nie mieli miejscowi. Znaleźlimy tam w środowisku przyjaznych ludzi. Oni szanowali nas a my ich. Można by opisywać poszczególne przypadki współżycia. Ale powiem tyle. Część Polaków założyła tam rodziny i gdy nastał czas powrotu pozostali tam i żyją do dzisiaj, jako potomkowie deportowanych Polaków.

NOWa: W Cerekwicy poszedłeś do szkoły. Jak było?

S.Cz.: -W ciągu roku kończyłem 3 klasy, najpierw ucząc się czytania i pisania. Dzieci wojny tak miały. Ale miałem przygodę z panem kierownikiem szkoły Turzańskim. Jako przerośniętego nie chciał mnie przyjąć do 7 klasy. Nie chciał abym uczył się z dużo młodszymi. Ale nie odpuściłem i chodziłem kończąc 7 klasę w Cerekwicy.

NOWa: A co potem?

S.Cz.: – Chciałem uczyć się dalej. Ale stało się inaczej. Namówiony podjąłem pracę w miejscowym sklepie. W tym czasie, a były to lata, gdzie wszyscy się uczyli, ukończyłem wiele kursów, włącznie z kursem księgowych. Trzeba było pracować, by utrzymać rodzinę, a potem wykształcić dzieci. W 1957 rok pobraliśmy się z Kazimierą. Mieliśmy czwórkę wspaniałych dzieciaków. Dzisiaj wszyscy są na swoim i mają swoje rodziny. Pracowałem w gminie, na gospodarstwie i tak doczekałem się emerytury.

NOWa: Jesteś znaną i szanowaną osobą w gminie i powiecie. Opowiedz o swej społecznej działalności?

S.Cz.: – Nic wielkiego nie uczyniłem w swym dorosłym życiu. Jako mieszkaniec Cerekwicy ponad 20 lat sołtysowałem wsi. Pracowałem na takich stanowiskach, na których miałem ciągły kontakt z wieloma ludźmi, Stąd wielu mnie zna i ja znam wielu. Odkąd powstało u nas Koło Sybiraków, należę do naszego koła. Obecnie pełnię tam funkcję sekretarza. Pod naszą opieką jest ponad 40 członków. Staramy się, aby oni mogli korzystać z pomocy przysługującej im z racji prawa i koleżeńskiej troski czynnych członków. Ale z roku na rok jest nas coraz mniej. Mogę dodać, że jesteśmy aktywnym kołem Sybiraków. Mamy własny sztandar, wmurowaliśmy tablicę pamiątkową w bazylice, postawiliśmy pamiątkowy obelisk – kamień. Otrzymujemy wsparcie ze strony gminy w postaci lokalu do spotkań. Uczestniczymy we wszystkich uroczystościach państwowych i regionalnych. Choć wiek nas przygina, to działamy na miarę naszych sił i możliwości.

NOWa: Dziękuję na rozmowę.

S. Cz.: Dziękuję.

Rozmawiał Władysław Ruszkiewicz

PODZIEL SIĘ
NOWa gazeta trzebnicka
Redakcja: ul. Armii Krajowej 2B 55-100 Trzebnica tel. 71.387-21-31 e-mail: redakcja@nowagazeta.pl

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here