Od zawsze kocham zwierzęta [WYWIAD]

209

Zaczęło się od jednego, a na chwilę obecną skończyło się na pięciu – takiej pokaźnej gromadki owczarków niemieckich dorobił się Łukasz Skoneczka z Trzebnicy. Opowiedział nam o swojej wyjątkowej historii związanej z najlepszymi czworonożnymi przyjaciółmi człowieka.

NOWa: Jak się zaczął pomysł na założenie hodowli psów?

Łukasz Skoneczka: Wszystko zaczęło się od naszego pierwszego owczarka, Blackie`go. To był taki pies, którego wszyscy w Trzebnicy kojarzyli, bo nosił zakupy w pysku za moim tatą. Siedem lat nie ma go już z nami. Jego miejsce zajął Ceres, obecnie 9-letni i najstarszy z całej mojej gromadki. Każdy następny pies to była po prostu miłość od pierwszego wejrzenia. Kiedy zobaczyłem na przykład Sarę, to się w niej zakochałem i musiałem ją kupić. Podobnie było z jej siostrą – Dianą, czy starszym rocznym Blackie`m oraz najmłodszą – 4 – miesięczna Ritą. Tak to właśnie wyglądało. Zaczęło się od jednego psa, a potem było już ich coraz więcej.
NOWa: Pięć owczarków to spory obowiązek. Jak dba Pan o psy?
Ł.S.: Przede wszystkim zapewniam im, jak najlepsze warunki i ruch: mogą do woli biegać, pływać i cieszyć się wolnością. Jestem chyba przewrażliwiony, bo z każdą najmniejszą dolegliwością biegam do weterynarza i już go tym denerwuję (śmiech). Ale staramy się wraz z żoną, jak najlepiej dbać o nasze psy. Bardzo ważna jest opieka pod względem żywieniowym – zwierzaki otrzymują specjalnie dobraną karmę, którą w części sprowadzam z Czech. Do tego otrzymują specjalne witaminy, które uzupełniają wszystkie ewentualne braki najważniejszych składników odżywczych oraz przysmaki.
Staram się też ciągle doszkalać w temacie żywienia zwierząt i odpowiedniej opieki nad nimi. Ostatnio na przykład braliśmy wraz z żoną udział w specjalnym szkoleniu, które odbyło się w Szklarskiej Porębie. Wykłady prowadziła tam między innymi psia psycholog.
NOWa: Czy jeździ Pan ze swoimi psami na wystawy? 
ŁS.: Tak, jeździmy na wystawy i to bardzo często, czasem nawet 1-2 razy w miesiącu. Takie imprezy to spore koszty, bo samo wpisowe kosztuje około 400 zł, a wygrana nie przynosi żadnych korzyści finansowych. Ale wiem, że warto jeździć na wystawy i zdobywać kolejne trofea, bo taka aktywność może zaprocentować w przyszłości, kiedy będziemy mieć już szczeniaki.
Nie robię tego wszystkiego dla zarobku czy zysku. Jednak wiadomo, że utrzymanie takiej gromadki na wysokim poziomie kosztuje i to sporo. Potrafię miesięcznie wydawać około 500-600 zł na samą karmę, a jak dochodzi wizyta u weterynarza, obroże czy suplementy i witaminy, to robią się z tego jeszcze większe koszty. Dodatkowo jestem w , trakcie budowania nowych kojców dla psów, które będą specjalnie ocieplane, wygłuszone i zabezpieczone od przenikania nieprzyjemnych zapachów. Koszt jednego kojca to około 2 tys zł, więc łatwo policzyć, jak wygląda to całościowo. Na chwilę obecną ponoszę więc same koszty, tym samym – straty. Jednak radość i satysfakcja są ogromne. A przyjaźń człowieka z psem jest czymś niesamowitym.
NOWa: Jakie odznaczenia zebrały już do tej pory pieski?
Ł.S.: Psiaki na wystawach zajmują przeważnie 1 i 2 miejsca w swojej klasie i dostają bardzo dobre opisy. Podczas ostatniej Wystawy Owczarków Niemieckich, która odbyła się w Trzebnicy, sędzia wyjątkowo zachwycała się najmłodszą Ritą.
NOWa: Jak znajduje Pan czas na opiekę nad zwierzętami?
Ł.S.: Jestem u psiaków przynajmniej 2 – 3 razy dziennie. Rano przed pracą i zazwyczaj po południu i wieczorem, już po pracy. Starsze psy dostają jeść 2 razy a młodsze 3 razy dziennie, więc tego trzeba pilnować. Do tego, jak mamy tylko z żoną wolny dzień i jest ładna pogoda, to przychodzimy posiedzieć z nimi na dłużej. Sara albo Ceres często też odwiedzają nas w domu. Regularnie organizuję im też spacery, choć trzeba przyznać, że na terenie, na którym teraz przebywają mają sporo miejsca do biegania i zabawy. Stawik pozwala im nabierać umiejętności i zręczności podczas pływania, a także ochłodzić się w gorące dni.
To dla mnie jest naturalne, że spędzam czas ze zwierzętami. Pochodzę ze wsi i od małego w pobliżu mojego domu zawsze były jakieś zwierzaki. Nie wyobrażam sobie życia bez nich.
NOWa: Wspominał Pan o spacerach, pływaniu. Jak jeszcze urozmaica Pan czas swoim podopiecznym?
Ł.S.: W zeszłym roku razem z Ceresem, braliśmy udział w imprezie charytatywnej w Zawoni, podczas której były zbierane fundusze na leczenie chorego Maćka. Odbywał się tam wówczas pokaz posłuszeństwa i rozpoznawania przedmiotów. To takie łączenie przyjemnego z pożytecznym. Braliśmy również dwa razy udział w pokazach posłuszeństwa i obrony dla policji w Trzebnicy.
Cały czas też regularnie ćwiczę z psiakami. Jestem komendantem straży rybackiej w okręgu trzebnickim i czasem zabieram Ceresa na patrole. Kiedyś robiłem też pokazy dla trzebnickiej policji, ale to już było parę lat temu.
NOWa: Jakie są Pana psy? Dogadują się?
Ł.S.: Ceres próbuje w tej chwili utemperować Blackie`go. Blackie przechodzi teraz okres dojrzewania, wszędzie go pełno, jest bardzo aktywny. Jest też bardzo zręczny i silny, nosi za mną zanętę w wiaderku na ryby i nie tylko (śmiech). Ostatnio zostawiłem portfel w ogrodzie, to mi go przyniósł.
 Sara i Diana to siostry, też są żywe, ale nie aż tak aktywne, jak Blackie. A Rita jest najmłodsza, od samego początku niczego się nie boi i bardzo lubi wodę.
NOWa: Ma Pan jakieś rady dla opiekunów owczarków niemieckich?
Ł.S.: Tak naprawdę dla tego typu psów, objętych specjalistyczną opieką, ich największym zagrożeniem są nieodpowiedzialni ludzie. Zdarza się, że ktoś – zupełnie się na tym nie znając – próbuje bez zgody „pomagać”, na przykład poprzez dokarmianie psów, mimo, że na ogrodzeniu zamontowany jest napis o zakazie dokarmiania zwierząt. Tak było w naszym przypadku. To niedopuszczalne, zwłaszcza, że taka podrzucana żywność jest albo przeznaczona dla ludzi, nie dla psów, albo jest bardzo słabej jakości. Psy potem chorują, a my się denerwujemy i martwimy. Dlatego trzeba bardzo uważać i szybko reagować na tego typu sytuacje.
NOWa: Dziękuję za rozmowę.
Ł.S.: Dziękuję.

 

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here